Numer 11(389)    Listopad 2017Numer 11(389)    Listopad 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Wieczór chórów wiejskich
Natalia Klimuk
- Zebraliśmy się w tej wiekowej świątyni, aby posłuchać pieśni paraliturgicznych, prezentowanych przez chórzystów okolicznych wiejskich parafii – mówił o. Jan Kazimiruk. – Tym razem zaprosiliśmy państwa do cerkwi św. ap. i ew. Jana Teologa, cerkwi filialnej naszej parafii. Świątyni, liczącej niespełna 250 lat i będącej jedną z najstarszych cerkwi w tej części kraju. Pozwolę sobie nawiązać do wydarzenia, jakie miało miejsce w ścianach tej świątyni w 1875 roku. Wtedy, zmierzając do Białowieży, wielki książę Włodzimierz, syn cara Aleksandra II, odwiedził Nowoberezowo. Tutaj zorganizowany został dla niego specjalny koncert miejscowego, parafialnego chóru. Wielki książę był pod ogromnym wrażeniem. Docenił trud i starania chóru, któremu przekazał specjalną nagrodę pieniężną. Została ona później wykorzystana do zakupu wyposażenia budowanej cerkwi Wniebowstąpienia Pańskiego. Warto też dodać, że ówczesnym proboszczem był o. Julian Kłoczkowski, wielki budowniczy, który bardzo się troszczył o życie parafii. Wzniósł wszystkie znajdujące się na terenie parafii czasownie: św. Aleksandra Newskiego i Męczenników Machabejskich w Nowoberezowie, św. Jerzego Zwycięzcy w Czyżykach oraz cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego w Nowoberezowie. Dzięki niemu cerkiew św. Jana Teologa przeszła gruntowny remont zewnętrzny i wewnętrzny. Ojciec Julian był również inicjatorem założenia parafialnego chóru młodzieżowego, który liczył ponad trzydzieści osób.
Jako pierwszy wystąpił chór z Nowoberezowa, później zaprezentowali się chórzyści ze Starego Kornina, Szczytów-Dzięciołowa, Dubin, Dubicz Cerkiewnych i Narewki. Wieczór miał charakter przeglądu, a nie konkursu, ale dało się odczuć, że wszyscy przygotowali się sumiennie. Były utwory liturgiczne i paraliturgiczne. Repertuar okazał się bardzo ciekawy. Na przykład chór ze Szczytów śpiewał mało znaną pieśń o patronie swojej cerkwi, św. Janie Chrzcicielu, a chórzyści z Nowego Kornina o cudach przed Korniańską Ikoną Matki Bożej.
– Zależało nam na docenieniu trudu, jaki niosą chórzyści, śpiewający w chórach parafialnych. Teraz, kiedy każdy ma dużo obowiązków, na regularne chodzenie do cerkwi trzeba znaleźć czas, bo bez regularnej obecności na nabożeństwach nie ma śpiewu cerkiewnego – wyjaśnił o. Jan.
– Moi chórzyści bardzo lubią śpiewać pieśni paraliturgiczne. Czy to po rosyjsku, białorusku czy ukraińsku – mówi dyrygentka chóru z Nowoberezowa, Walentyna Rudczuk. – Na Ukrainie, na moim rodzinnym Polesiu, jest podobnie. Ludzie sięgają po bohohłaśniki, przepisują pieśni od siebie i bardzo chętnie śpiewają.
Po występie każdy chór miał robione pamiątkowe zdjęcie. Mimo jesiennego chłodu chórzyści ochoczo pozowali w odświętnych strojach, bez okryć wierzchnich. Widać było, że rozgrzewają ich emocje.
Zagaduję starsze chórzystki ze Starego Kornina. Panie Maria Gierasimiuk i Anna Selwesiuk, jedna przez drugą, opowiadają: – Oj, jak my lubimy śpiewać! Kiedyś to ludzie jeszcze więcej śpiewali, bo nie tylko w cerkwi, ale i na ławeczkach, i przy pracy. A wszystkie te pieśni to takie horosze! Ale i tak najpiękniejsze to te o naszej cerkwi, naszej ikonie i o tym, jak ludzie się uzdrawiali. W zeszłym roku śpiewaliśmy pieśń o korniańskiej ikonie, napisaną przez jednego człowieka od nas, Szeszko się nazywa. A w tym roku to tę starą, co to od zawsze ją u nas śpiewali – i zaraz pani Anna odnajduje pieśń w swoim skoroszycie. Podobne, z repertuarem na ten właśnie koncert, mają też inni chórzyści. Świeży cyrylicki wydruk z komputerowej drukarki nie oddaje wieku pieśni, ale to, że się o nią dba, już jak najbardziej!
Różne pieśni paraliturgiczne podobają się też najmłodszej korniańskiej chórzystce, jedenastoletniej Aleksadrze Lundzie: – Lubię śpiewać i chyba wszystkie pieśni mi się podobają, ale te o naszej cerkwi to jednak najbardziej – opowiada zakłopotana, a stojąca obok pani Anna Iwaniuk nie może się Aleksandry nachwalić: - Przychodzi na wszystkie próby, bardzo się stara, wszystkim chórom życzymy takich chórzystów.
Pani Anna dzieli się też wspomnieniami: – Kiedyś w Starym Korninie były dwa chóry, jeden na górze, drugi na klirosie, które śpiewały na przemian, było jak w niebie. Po latach trafiłam do monasteru, a tam też śpiewały dwa chóry. Toż to tak, jak kiedyś u nas w Korninie! Lubimy chodzić do cerkwi, śpiewać. Uważam, że zachowanie naszej tradycji to nasz obowiązek. Bardzo się cieszymy, że możemy kontynuować dzieło naszych przodków.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Natalia Klimuk
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token