Numer 1(391)    Styczeń 2018Numer 1(391)    Styczeń 2018
fot.Narodzenie Chrystusa Polichromia w cerkwi św. Jana Teologa w monasterze w Supraślu
Święty z książęcego rodu
Anna Radziukiewicz
Prawosławny książęcy ród Sanguszków Zahorowskich herbu Korczak władał niegdyś ziemiami na Wołyniu i w Małopolsce od Przemyśla po Tarnów. Ale kiedy ostatnie objął płomień unii brzeskiej, choć najpóźniej ze wszystkich ziem Rzeczypospolitej, skarłowaciał jego wpływ na ruską kulturę. Pod presją unii kroczył ku katolicyzmowi, ale nie cały. Ci, którzy wiarę bardziej cenili od majątków i tytułów, osiedlili się na wschodniej dziś Ukrainie, na ziemiach, które po pokoju andruszowskim weszły w skład państwa moskiewskiego. Tam Zahorowscy nieśli posługę kapłańską.
I tak 27 czerwca 1872 roku w mieście Achtyrka w charkowskiej guberni w rodzinie diaka Michała Zahorowskiego przyszedł na świat Mikołaj, późniejszy święty Serafim Zahorowski, znany też jako Charkowski. Powiła go Paraskiewa, także pochodząca ze zubożałego dworiańskiego rodu Romańskich. Diak Michał szybko zmarł. Dziećmi – Michałem, Anną i najmłodszym Mikołajem – zajmowała się Paraskiewa. Synowie, jak nakazywała rodzinna tradycja, poszli do charkowskiego seminarium. Mikołaj ukończył je w 1894 roku i służył jako kapłan we wsi Policzkowskaja, a od 1901 roku we wsi Małyżino.
Z matuszką Katarzyną, która ukończyła studia diecezjalne, bardzo cieszyli się z przeprowadzki. Małyżino dawało bowiem szansę na lepsze kształceni ich dzieci – Lidii, Włodzimierza i Mikołaja. Ale okazało się duchową pustynią.
O. Mikołaj wiele łez wylał z tego powodu przed ikoną Matki Bożej Wzyskanije Pogibszich, która w tej miejscowości znajdowała się od 1770 roku – wspomina mniszka Tatiana. I zdarzył się cud – wielkie talenty aktorskie i komiczne o. Mikołaja przekształciły się w duchowe. W podzięce za cud udekorował ikonę o. Mikołaj klejnotami i nazywał cudotwórczą. Matka Boża przychodziła wiernym z pomocą. Cała rodzina o. Mikołaja Zahorowskiego będzie potem szczególnie opiekowała się tą ikoną. Św. Serafim Zahorowski zostanie przedstawiony na ikonie z trzymaną przez niego Ikoną Matki Bożej Wzyskanije Pogibszich.
Zahorowscy przeprowadzili się w 1910 roku do Charkowa. O. Mikołaj służył w cerkwi św. Teodora Stratylatesa przy Szpitalu Aleksandrowskim, założonym w 1869 roku na pamiątkę cudownego ocalenia cara Aleksandra w Paryżu w 1867 roku. W szpitalu leczono głównie ubogich robotników. I takimi opiekował się o. Mikołaj. Ale do szpitalnej cerkwi ciągnęli także bogaci i uczeni, bo chcieli posłuchać kazań batiuszki, trwających i dwie godziny, i porozmawiać z nim po Liturgii. Tyle promieniowało z niego ciepła i mądrości. Zaczęto nazywać go nasz Chryzostom, a siostry z monasteru mówiły o nim Batiunieczka.
Ach, musiał kochać modlitwę! Bo jakby inaczej, jeśli jego niedzielne i świąteczne służby kończyły się o trzeciej po południu! – Każda niedziela wyglądała u niego jak Wielkanoc – wspomina jedna z sióstr. Liturgia zawsze kończyła się akafistem do Matki Bożej. Ludzie płakali, płakał i batiuszka. Płakały ściany cerkwi – były mokre od ludzkich oddechów, bo ludzi gromadziło się zawsze bardzo dużo.
W Charkowie o. Mikołaj spotkał dwie osobowości Cerkwi. Jego władyką był Antoni (Chrapowicki). Ale w charkowskiej guberni urodził się święty, Jan (Maksymowicz), ochrzczony jako Michał, Misza, którego znamy jako Szanghajskiego (był biskupem Szanghaju, potem San Francisco). O. Mikołaj spotkał się ze św. Janem. Siostra Magdalena wspomina: „Wtedy Jan był studentem i codziennie przychodził do metropolity Antoniego. W katedralnej Pokrowskiej cerkwi znajdowały się relikwie św. Melecjusza (Leonowicza). Pewnego razu Misza, późniejszy św. Jan, podbiegł do o. Mikołaja i poprosił go o błogosławieństwo. – Misza, ty batiuszki, mając na myśli Antoniego (Chrapowickiego) nigdy nie ominiesz. Zobaczysz, zostaniesz w przyszłości biskupem i świętym – powiedział o. Mikołaj. – To wy batiuszka będziecie świętym – na to Misza”.
O. Mikołaj organizował pielgrzymki do miejsc świętych swojej diecezji, opiekował się młodzieżą i ubogimi duchownymi, w 1913 roku wszedł w skład ogólnorosyjskiej misji prawosławnej. Publikował. Wyjawiał talent polemisty oraz duchowego przewodnika, obdarzonego zdolnościami literackimi.
Gdy w 1905 roku wybuchła wojna rosyjsko-japońska pisał: „Wiary, wiary, jak można najwięcej wiary i nadziei w Panu Bogu – tylko to powinni przekazywać kapłani ludziom w dniu dzisiejszym”. W innym miejscu zwracał się do kapłanów: „Otwórzcie duchowe i święte pisma, zacznijcie rozmowę z ludźmi w różnym wieku, o różnym pochodzeniu i wykształceniu, a usłyszycie i przeczytacie smutne informacje o Cerkwi i kapłanach”.
Pisał też: „Żyjemy w trudnych czasach – na naszych oczach odbywa się walka o władzę, wprowadzająca w życie niekończące się kłopoty... Na naszych oczach święta wiara prawosławna i Cerkiew ginie, ludzie są prześladowani. Jesteśmy świadkami niespotykanych anomalii moralnych, rozpusty i ekstrawagancji, potrzeb społecznych i ogólnych narzekań na trudności zarabiania na życie. Brak szacunku dla władzy, prawa i osób nas otaczających. Brak prawdziwego patriotyzmu, wszechobecne pragnienie krwi, bomb i terroru. Dlaczego wiara prawosławna Twojego społeczeństwa maleje i zanika, gdy nie tak dawno jeszcze jasnym słońcem świeciła wszystkim dookoła i dzwony świąteczne rozdzwaniały się do niebios? (...) Módlcie się o wyzwolenie od ognia i miecza i walki bratobójczej. (...) Rozsiewacie płody niewiary i nastawiacie innych na niewłaściwą drogę a interesy państwa i społeczeństwa odwracacie na własną korzyść”.
Według siostry Alipii, starzec Anatol z Optyńskiej Pustelni był przed rewolucją spowiednikiem o. Mikołaja. W 1922 roku starzec Anatol tak mówił rodzinie Koncewiczów z Charkowa: – Nie bójcie się ani smutku, ani cierpienia. Wszystkie decyzje Boga wyjdą wam tylko na korzyść. Przed śmiercią będziecie dziękować Bogu nie za radość i szczęście, a za smutek i cierpienie. Im więcej było smutki i cierpienia w życiu, tym łatwiej będzie wam umrzeć, a dusze trafią do Pana Boga”.
Na pewno podobne myśli przekazywał o. Mikołajowi.
Starca Anatola 29 lipca 1922 aresztowali bolszewicy. Poprosił swoich oprawców o jeden dzień przygotowania się do zsyłki. Gdy przyszli następnego dnia, zastali go spokojnie leżącego w trumnie.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token