Numer 1(391)    Styczeń 2018Numer 1(391)    Styczeń 2018
fot.Narodzenie Chrystusa Polichromia w cerkwi św. Jana Teologa w monasterze w Supraślu
Samotnej kobiecie o świętach Bożego Narodzenia Jowanki
tłum. Vladan Stamenković
Narzekasz na samotność w wielkim mieście. Tylu ludzi wokół Ciebie, jak w mrowisku, a Ty jednak czujesz się jak na pustyni. Najbardziej odczuwasz to w czasie wielkich świąt. Wszędzie jest pełno radości, a Ty pogrążasz się w smutku. Boże Narodzenie i Wielkanoc są dla Ciebie jak jakieś puste naczynia, które wypełniasz łzami. Kiedy te wielkie święta są daleko za Tobą lub przed Tobą, jesteś spokojniejsza. Ale gdy się zbliżają i w końcu przyjdą, smutek i pustka panują w Twojej duszy.
Jak mógłbym Ci pomóc? Opowiem Ci historię o Świętach Bożego Narodzenia pewnej Jowanki, jej słowami, może się przyda.
„Od czterdziestu kilku lat przyglądam się temu światu jako panna. Żadnej radości, oprócz trochę tej dziecięcej w domu rodziców. Lecz przed światem nie okazywałam smutku. Przed ludźmi udawałam wesołą, a w samotności płakałam. Wszyscy mieli mnie za szczęśliwą osobę, bo tak się zachowywałam. Słyszę, jak wszyscy wokół mnie narzekają, ci po ślubie i ci bez, i bogaci, i biedni – wszyscy. I tak sobie myślę, dlaczego i ja muszę przed nieszczęśliwymi narzekać na własne nieszczęście i w ten sposób tylko powiększać smutek wokół mnie? Lepiej, jeżeli będę udawać wesołą. Dzięki temu będę bardziej przydatna smutnemu światu, a swoją tajemnicę zachowam dla siebie. Modliłam się do Boga, aby ukazał mi się w jakiś sposób, abym chociaż jeden Jego palec mogła poczuć. Tak się modliłam, aby nie skonać z ukrytej rozpaczy. Z każdych zarobionych pieniędzy dawałam jałmużnę, jak tylko miałam ku temu okazję. Odwiedzałam chorych i osieroconych, wnosiłam radość dzięki swojej udawanej radości. Wierzę w Ciebie dobry Boże, często powtarzałam, ale błagam Cię, daj mi jakiś znak, abym jeszcze bardziej mogła wierzyć. Wierzę, pomóż memu niedowiarstwu! – powtarzałam słowa Ewangelii. I rzeczywiście Pan mi się objawił.
Najbardziej męczące były dla mnie wielkie święta. Po Liturgii zamykałam się w swoim pokoju i płacząc spędzałam tam całe Boże Narodzenie i Wielkanoc. Ale podczas zeszłorocznego Bożego Narodzenia objawił mi się Bóg. Oto jak to się stało.
Zbliżał się ten wielki dzień. Postanowiłam wszystko przygotować tak, jak to moja matka robiła – pieczeń, czesnicę, ciastka i całą resztę. Rozrzuciłam słomę po podłodze, rzuciłam po trzy orzechy w każdy róg pokoju – niechaj Święta Trójca będzie miłosierna na każdej z czterech stron świata. Robiąc to wszystko bez przerwy się modliłam: Panie, przyślij mi gości, ale bardzo głodnych i ubogich! Modlę się do Ciebie, ukaż mi się w ten sposób!
Czasami myślałam o sobie: szalona jesteś Jowanka, jakich to gości spodziewasz się na Boże Narodzenie! W ten święty dzień każdy jest w swoim domu, kto mógłby zawitać u ciebie? I dalej płakałam i płakałam. Lecz niezłomnie powtarzałam tamtą modlitwę i przygotowywałam wszystko. W dzień Bożego Narodzenia wróciłam do domu z cerkwi, zapaliłam świecę, nakryłam stół, postawiłam jedzenie i zaczęłam chodzić tam i z powrotem po pokoju. Boże mój, nie zostawiaj mnie! – znowu się modliłam. Tak niewielu przechodniów mijało mój dom. Przecież było to Boże Narodzenie, a i nasza ulica leży na uboczu. Lecz jak tylko śnieg zaskrzypiał pod czyimś nogami, podbiegałam do furtki! Może to mój gość? Nie, już poszedł dalej.
Przyszło południe i minęło, a ja nadal sama. Nagle zapłakałam i zawołałam: teraz widzę, Panie, żeś mnie opuścił na dobre! Płakałam tak i szlochałam, gdy nagle… ktoś uderzył w bramę i usłyszałam płaczliwe głosy:
– Poratuj bracie, poratuj siostro!
Szybko wybiegłam i otworzyłam bramę, a przede mną stał niewidomy i jego przewodnik, obydwaj zgarbieni, w łachmanach, przemarźli.
– Christos Rożdajetsia, panowie moi drodzy! – zawołałam radośnie.
– Woistinu Rożdajetsia! – odpowiedzieli przez dzwoniące z zimna zęby. – Zmiłuj się, siostro, nad nami! Nie chcemy pieniędzy. Od rana nikt nam nie dał nawet kawałka chleba, parę groszy i kieliszek rakiji – owszem, lecz chleba – nikt. Jesteśmy głodni.
Czułam się jak w niebie. Zaprowadziłam ich do domu i wszystko, co miałam, postawiłam przed nimi na stół. Podając im jedzenie płakałam z radości, a oni zaciekawieni pytali, dlaczego płaczę.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

tłum. Vladan Stamenković

Listy Misjonarskie
wydał hajnowski Bratczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token