Numer 1(391)    Styczeń 2018Numer 1(391)    Styczeń 2018
fot.Narodzenie Chrystusa Polichromia w cerkwi św. Jana Teologa w monasterze w Supraślu
Nowosielski na Podlasiu
Dorota Wysocka
W świat malarstwa cerkiewnego wciągnął artystę jego kolega z Krakowa, także prawosławny, także profesor ASP, Adam Stalony-Dobrzański. To jego zaprosił proboszcz parafii w Gródku, o. Włodzimierz Doroszkiewicz, późniejszy metropolita Bazyli, w 1952 roku do realizacji polichromii w nowo wzniesionej świątyni, a ten z kolei zaprosił Jerzego Nowosielskiego. Stworzyli niezwykłe dzieło, początkowo również przyjmowane z dystansem. Wierni oczekiwali bardziej tradycyjnego, uładzonego, malarstwa. Praca nad nim zajęła obydwu cztery lata.
Nowosielski samodzielnie namalował część postaci, zwłaszcza po lewej stronie cerkwi. Nawet niespecjaliści dostrzegają, że różnią się nieco od pozostałych. Stalony-Dobrzański wykonał później, samodzielnie, figuratywne witraże, Nowosielski dwie ikony na Carskich Wrotach.
W latach 1954-1955 Stalony pracował nad polichromiami w odległym o kilkanaście kilometrów od Gródka Michałowie, tworząc oryginalną, nasyconą kolorami, kompozycję na sosnowych deskach. Nowosielski wspomagał go teraz tylko w minimalnym stopniu.
Nieco wcześniej otrzymał propozycję od o. Mikołaja Pasternackiego, proboszcza parafii w Dojlidach, pokrycia polichromią ścian niewielkiej cerkiewki. Pracę wykonał (także we współpracy ze Stalony-Dobrzańskim), ale podziwiać jej już nie można. W połowie lat sześćdziesiątych parafia dostała zgodę na powiększenie świątyni. Wzniesiono nową, starą zamykając w środku i na koniec rozbierając. Malowidła zniknęły.
Więcej szczęścia miał ikonostas, zamówiony przez o. Leoncjusza Tofiluka, wówczas wikarego w Hajnówce, do filialnej cerkwi w Orzeszkowie. Parafianie go nie chcieli, o czym o. Leoncjusz tak opowiadał dr Krystynie Czerni, autorce między innymi biografii malarza.
„W Orzeszkowie to była moja wina, byłem zbyt pewny, że ludzie to przyjmą, przywiozłem, postawiłem na próbę – i niektórzy powiedzieli: – Jak będą takie ikony, to my nie pójdziemy do cerkwi! I wszystko zniweczyli... [...] Wystrój całej cerkiewki też miał być według projektu Profesora. [...] Było bardzo pięknie! A teraz to na nowo zabili płytami pilśniowymi, a ikonostas... jest, jaki jest”.
Ikonostas, nazywany niekiedy szafirowym, od dominującego koloru, na początku lat siedemdziesiątych znalazł stałe miejsce w cerkwi krakowskiej, nie w głównej świątyni, a ostatecznie w kaplicy-refektarzu, której modrzewiowe ściany także pokrywają malowidła Jerzego Nowosielskiego, z lat dziewięćdziesiątych.
Podobny los spotkał ikony, przygotowane do ikonostasu w cerkwi w Klejnikach. Krystyna Czerni utrwaliła reakcję Nowosielskiego: „Ostatnio np. proboszcz z Klejnik zwrócił się do mnie o namalowanie ikon do nowego ikonostasu. Ostrzegałem, uprzedzałem, że moje malarstwo na tym terenie nie jest przez ludzi aprobowane. Nie pomogło, proboszcz nalegał dalej. Zacząłem więc malować. I stało się tak, jak przewidziałem – dwie ikony, które wykonałem, spotkały się na miejscu z dezaprobatą, otrzymałem od proboszcza telefon, by przerwać pracę. Jest to jeszcze jeden dowód, że lokowanie mych ikon na tych terenach jest przedwczesne. Ludzie nie są na nie przygotowani. [...] Najbardziej boli mnie to, że w prawosławnych cerkwiach w Polsce nie mogę nic zrobić (z małymi wyjątkami), a na tym najbardziej mi zależy. Natomiast na obcym kościelnie terenie chcą mego malarstwa i tych prawosławnych wartości, które reprezentuję”.
W latach sześćdziesiątych powstaje ikonostas do cmentarnej cerkwi Wszystkich Świętych w Hajnówce (wciąż w niej obecny) i realizowany wspólnie z Adamem Stalony-Dobrzańskim wystrój cerkwi na Świętej Górze Grabarce. Nowosielski był głównym autorem partii figuratywnych, Stalony-Dobrzański ornamentów i liternictwa. Świątynia spłonęła w 1991 roku. Nowosielski zaproponował nowy jej kształt, zapadła jednak decyzja o rekonstrukcji. Odtworzono także, inną już ręką, dawną polichromię.
Potem, na długie lata, Nowosielski opuszcza Podlasie. O. Włodzimierz Doroszkiewicz, teraz już władyka Bazyli, biskup wrocławski i szczeciński, zaprasza go do pracy w swojej diecezji.
W latach siedemdziesiątych, znowu na sygnał od o. Leoncjusza, opracowuje plastyczną koncepcje mającego powstać w Hajnówce soboru Świętej Trójcy. Architektonicznie jego wizję rozpracowuje prof. Aleksander Grygorowicz z Poznania, który już wcześniej współpracował z Nowosielskim. Wkład Nowosielskiego nie miał się jednak ograniczyć do architektury. Opracował on szczegółowe plany polichromii nie tylko wewnątrz świątyni, ale i na zewnętrznych ścianach. Tym razem parafianie niewiele mieli do powiedzenia. Zaprotestował proboszcz, o. Antoni Dziewiatowski.
Projekty zachowały się w prywatnych zbiorach innego artysty, prof. Leona Tarasewicza, wiemy więc, że cerkiew miała być intensywnie niebieska.
Wnętrze soboru w końcu lat osiemdziesiątych pokryły, nawiązujące do późnobizantyńskich wzorów okresu Paleologów, polichromie Dymitriosa Andonopulosa z Grecji, dar malarza, deklaracje profesora, że gotów jest zrealizować projekt Nowosielskiego, pozostaną zatem niezrealizowane.
Profesor Jerzy Uścinowicz, architekt, z żalem mówi jednak o niespełnionej szansie. – Jeżdżę trochę po świecie, oglądam cerkwie i kościoły i wiem, że drugiego takiego obiektu jak hajnowski nie ma. Wszystko co wiąże się ze strukturą archetypowo-symboliczną jest w nim klasyczne, zgodne z kanonami, natomiast uformowanie, wymodelowanie, na wskroś nowoczesne. Gdyby zrealizowano początkowy zamysł, powstałby fenomen na światowa skalę.
To na szczęście nie koniec kontaktów Nowosielskiego z Podlasiem. O. Leoncjusz Tofiluk, który w 1979 roku został proboszczem parafii św. Michała w Bielsku Podlaskim, postanowił wznieść nowy dom parafialny. Interesującą bryłę zaprojektował prof. Aleksander Grygorowicz, wewnątrz zaś znalazła się kaplica domowa – baptysterium św. Jana Chrzciciela, w pełni oryginalne dzieło krakowskiego artysty.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Dorota Wysocka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token