Numer 1(391)    Styczeń 2018Numer 1(391)    Styczeń 2018
fot.Narodzenie Chrystusa Polichromia w cerkwi św. Jana Teologa w monasterze w Supraślu
Sekty i ich ofiary
Anna Radziukiewicz
Anna Radziukiewicz: – Zajmujecie się problemem sekt religijnych. Czy to głównie młodzi stają się ich ofiarami?
Żaneta Dikałowa: – Szczęścia w nowych ruchach religijnych, często w zwyczajnych sektach, poszukują głównie ludzie w średnim wieku, materialnie ustabilizowani.
– Czyli jest stabilizacja, a dusza cierpi?
– Ta dusza niekoniecznie pragnie Boga. Wiele osób pociągają nie tyle kulty, ruchy religijne, ile systemy rozwoju osobowego, smodoskonalenia, z jogą, filozofia hinduską. To modne.
– To źle?
– Rozwija się w ten sposób kult ciała przede wszystkim. Ciało – piękne, wysportowane, odpowiednio odżywione – ach! ileż jest teraz modnych diet! – jest ubóstwiane. Za nim nie widać Boga. W Bułgarii są organizowane spotkania, festiwale, by skupić tych, których podstawową troską jest samodoskonalenie się. Jakże dużą różnorodność mamy wszelkich propozycji!
– W średniowieczu na terenie Bułgarii istniała silna sekta Bohomolców. To zapomniana historia?
– Ależ skąd. Sekta żyje. Tyle, że jej idee, podobnie jak i innych sekt, wykorzystuje się w duchu ezoterycznym. Jej wyznawcy przypisują sobie jakieś charyzmatyczne umiejętności.
– Gdzie je rozwijają?
– W komunach choćby. I takie u nas istnieją, choć głównie są związane z tak zwanym ekoosadnictwem. Członkowie takich sekt odrzucają wszelkie osiągnięcia cywilizacji, żyją w zamknięciu. Tam nawet kobiety rodzą same, w domowych warunkach. Niestety i dzieci wychowują w takich warunkach, skazując je na wypadanie z rytmu współczesnego świata. Mówią, że żyją zgodnie z naturą, choć jest to oczywista utopia. Do nich przyjeżdżają liderzy podobnych ruchów, głównie z Zachodu.
– Przychodzą do waszego Centrum rodzice, których dzieci trafiły do sekty?
– Tak. Błagają: „Pomożcie nam. Jesteśmy bezradni”. Mamy też goracą linię. Przyjmujemy sygnały o problemach uzależnień od sekty, ale także narkotyków czy alkoholu.
– Dochodzi do tragedii?
– Jedna ze studentek uniwerstytetu trafiła do pewnego pseudohinduskiego ruchu. Jej ojciec był dyrektorem szkoły. Przez dwa lata pracowaliśmy z nim. To dzięki ojcu, którego uzbroiliśmy we wszelkie narzędzia i argumenty, córka po dwóch latach sektę opuściła. Ten przypadek bardzo pomógł innym, razem bowiem z ojcem pisaliśmy, jako Centrum, listy i petycje w sprawie tej sekty i innych, i ich szkodliwości, rozprzestrzeniając je w różnych instytucjach – ministerstwie edukacji, zdrowia, stowarzyszeniach obrony dzieci.
– O ile wiem, instytucje rządowe w Bułgarii starają się być politycznie poprawne, liberalne i nie naruszać przestrzeni indywidualnych wyborów swoich obywateli, nawet jeśli jest to wybór niebezpiecznych nowych ruchów religijnych.
– Zgadzam się. Państwo nie chce zająć wyrazistej pozycji w sprawie nowych ruchów religijnych, nieraz będących zwyczajnymi sektami, które jakże często przez internet „rozpracowują” młodzież, a nawet dzieci, koptując do siebie. Proponują choćby wirtualne gry, które są jak sidła dla młodego człowieka. Gra wprowadza człowieka w nierealną, wirtualną rzeczywistość. Uzależnia go. Sekty mają już swoje ofiary w Bułgarii w postaci samobójstw młodych ludzi. I mimo to parlamentarzyści czy urzędnicy ministerialni jakże często boją się wprowadzać ograniczenia prawne, jeśli chodzi o działalność nowych ruchów religijnych, by nie zarzucono im naruszania „świętych” praw demokracji, nieprzestrzegania wolności swobód obywatelskich.
– Dyrektorzy szkół zachowują się podobnie? Bo przecież w szkołach przede wszystkim trzeba upowszechniać wiedzę o niebezpieczeństwie sekt.
– Dyrektorzy szkół boją się często oficjanie mówić o tym problemie, bo nie chcą zostać zwolnieni z posady. Ale na szczęście problem rozumieją. I wielu wpuszcza nas, jako prelegentów, do szkół, pod pozorem, że nie muszą kontrolować, co mówią przedstawiciele oficjalnie zarejestrowanej organizacji.
– Trzeba więc nieraz użyć przebiegłości i chytrości?
– Tak, wykorzystać narzędzia przeciwnika. Jakże często w Bułgarii sekty rejestrują się jako stowarzyszenia, fundacje choćby samodoskonalenia, czy proekologiczne. Mając rejestrację w sądzie, konto bankowe, statut mniej lub bardziej zafałszowany, prowadzą zwyczajny werbunek do sekt.
– Jesteście świecką organizacją?
– Tak, współpracujemy z psychologami, socjologami, psychoterapeutami, ale także z duchownymi, teologami. Naszym duchowym opiekunem jest o. Konstantyn, mnich z monasteru Veliki Presław.
– Dziękuję za rozmowę.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token