Numer 1(391)    Styczeń 2018Numer 1(391)    Styczeń 2018
fot.Narodzenie Chrystusa Polichromia w cerkwi św. Jana Teologa w monasterze w Supraślu
Gdzie kończy się Europa
Hanna Świeszczakowska
Spotkanie odbywało się w murach Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego. Profesor starał się wykazać, że współczesna Unia Europejska jest antychrześcijańska, przez co Europie grozi los rośliny pozbawionej korzeni. Dziś ten kwiat może jeszcze jest piękny – porównywał – ale jutro kultura europejska zwiędnie, bo nie będzie czerpać ze swoich chrześcijańskich źródeł.
Polemizując z wykładowcą na temat kulturowych korzeni Europy powołałam się na klasyczną już pracę Karola Modzelewskiego „Barbarzyńska Europa” (wyd. Iskry, Warszawa 2004). W jej zakończeniu autor napisał: „Barbarzyńskie dziedzictwo kulturowe jest, obok rzymskiego i bizantyńskiego, istotnym składnikiem złożonej europejskiej tożsamości” (s. 464). Zdanie to podsumowuje wiedzę zawartą w części dotyczącej korzeni cywilizacji europejskiej, które są wcześniejsze niż historia chrześcijaństwa. A składają się na nią także dzieje chrześcijaństwa wschodniego i zachodniego.
Ten drugi fakt jest tak oczywisty dla mieszkańców Podlasia, że prowadząca debatę pracownik naukowy UPH na wiadomość, gdzie rzekomo kończy się Europa, zakrzyknęła spontanicznie: – A cerkwie?! Nie otrzymała odpowiedzi…
I ja napisałam zaraz po spotkaniu do moich prawosławnych przyjaciół takie zdanie: Witajcie w Azji, ale zabierzcie mnie tam ze sobą! Zresztą, nie trzeba jechać na północne Podlasie, by zobaczyć krańce Europy. W Siedlcach Europa kończy się przy ulicy Brzeskiej, w Lublinie (w którym naucza prof. Robert T. Ptaszek) przy ul. Ruskiej, a w nieodległej od Siedlec Białej Podlaskiej – przy ul. Terebelskiej... Bowiem Europa – jak należy sądzić na podstawie wykładu prof. Ptaszka – kończy się zawsze i wszędzie tam, gdzie widać złote kopuły cerkwi.
Właściwie do roku 1939 (czasami i dłużej) zachodni Europejczycy uważali, że cywilizacja sięga do ówczesnej granicy niemiecko-polskiej (dalej to już tylko białe niedźwiedzie). Jednak my, współcześni Polacy, jesteśmy dumni z naszej kulturowej przynależności do Europy, a już na pewno chętnie korzystamy z pomocy Unii Europejskiej. Jeśli zatem przedstawiciel nauki sugeruje, że tylko należący do kulturowej sfery Kościołów romańskich mogą czuć się Europejczykami (przecież kultura to ludzie, a nie budowle), to rodzi się pytanie o przyczyny i intencje takiego właśnie dzielenia społeczeństwa.
W poszukiwaniu odpowiedzi sięgnęłam do pracy Jana Sowy „Inna Rzeczpospolita jest możliwa! Widma przeszłości, wizje przyszłości” (wyd. WAB, Warszawa 2015). Autor jest teoretykiem kultury i socjologiem (profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego), a więc obszar jego zainteresowań pokrywa się częściowo z tym, jaki zadeklarował prof. Ptaszek, przedstawiając się jako filozof religii i kultury.
We wstępnym rozdziale przywołanej pracy prof. Sowa napisał, że Polska jest krajem okaleczonym przez wiek XX brakiem jakichkolwiek mniejszości i zatrważającą homogenizacją kulturową (s. 11). Wobec nieobecności tzw. innego (czyli wroga) – argumentuje autor – są ludzie i środowiska, którym zależy na jego wykreowaniu. Po co? By móc go obwiniać o zło, jakiego doświadczamy, a także (jeśli stworzy się odpowiednią atmosferę) nienawidzić i zwalczać. To pragnienie wpłynęło na pojawienie się w obiegowej polszczyźnie, wydawałoby się bardziej opisowych niż deprecjonujących określeń, jak „lemingi” czy „słoiki”. Pozornie. Bo tuż za nimi są używane tak stygmatyzujące epitety, jak: „zdrajcy sprawy narodowej” i „nieprawdziwi Polacy”. Stąd histeria, jaką rozpętano wokół tzw. sekt oraz nieustające straszenie (poprzez manipulowanie) terminem gender (mówi się wręcz o genderyzmie, jakby to była jakaś ideologia, co właśnie czynił – wyśmiewając – prof. Ptaszek).
Profesor Sowa w cytowanej książce napisał: „Kościół katolicki również robi, co może, aby wobec braku innych religii i mniejszości wyznaniowych wystarczająco silnych, aby konfrontować się z katolicyzmem, wygenerować sytuację wojny religijnej…” (s. 12).
Pogląd profesora katolickiej uczelni, że Europa sięga tak daleko jak kościoły romańskie – w moim przekonaniu – wpisuje się w owo gorączkowe poszukiwanie innego, by móc wskazać go jako wroga. W domyśle: „gorszego od nas, wszystkich prawdziwych Polaków – katolików oraz Europejczyków”. Opinie wygłoszone przez prof. Ptaszka i nieprzypadkowy chyba brak odpowiedzi na konkretne pytania odbieram jako programowe wykluczanie niekatolików (nie tylko osób wyznających prawosławie) z prawa do czucia się członkami wspólnoty Europejczyków. Jest to zabieg mający na celu odmawianie i im, i ich przodkom zasług w tworzeniu kultury europejskiej.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Hanna Świeszczakowska
fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token