Numer 4(394)    Kwiecień 2018Numer 4(394)    Kwiecień 2018
fot.Anioł zjawiający się kobietom niosącym wonności. Ikona z końca XV wieku.
W Dzień Zmartwychwstania
Biskup Jeremiasz
Chrystus zmartwychwstał! Z radością odpowiadamy: naprawdę zmartwychwstał.

Dla większości z nas, chrześcijan, wieść o Zmartwychwstaniu jest radosna. Jest to radość szczególna. Wyróżnia się od innych radości tym, że jest pełna i że chętnie dzielimy się nią z innymi. Przez dzielenie się z innymi radość nie staje się mniejsza. Odwrotnie, rośnie i wraca do nas zwielokrotniona.
Znamy wiele rodzajów radości. Jakże często boimy się powiedzieć o swojej radości innym. Szczególnie wtedy, gdy coś nam się udało. Boimy się zawiści. Obawiamy się, że mogą ją nam zepsuć, odebrać.
Radość Zmartwychwstania jest inna. Jest to radość nocy, która przestaje być ciemna, gdyż rozjarza ją blask setek i tysięcy świec. Noc przestaje być nocą. Śmierć przestaje być śmiercią. Śpiewamy przecież „Chrystus powstał z martwych, śmierć przez śmierć zwyciężył i tym, którzy są w grobach, darował życie”.
Czy o rzeczywistości zwycięstwa nad śmiercią nie świadczy ta spokojna, ale do głębi przejmująca nas radość, którą odczuwamy na samą wieść o Zmartwychwstaniu?
Czy nie jest tak, że ostatecznym, czasami głęboko ukrytym sensem naszych działań jest osiągnięcie czegoś, co daje nam poczucie zadowolenia, w ostatecznym rozrachunku – radości? Przecież w naszym stosunku do osób bliskich, kochanych, rzeczą najważniejszą jest to, że oni są z nami, że żyją.
Wielkanoc jest radosna dlatego, że zwiastuje nam życie. Pozostańmy na chwilę przy słowach cytowanego troparionu Zmartwychwstania. „Chrystus powstał z martwych...”. Właśnie, Zmartwychwstanie nastąpiło po śmierci. Przed Wielką Nocą jest Wielki Czwartek i Wielki Piątek. Przed triumfem jest poniżenie. Jest zdrada jednego spośród najbliższych uczniów. Są szyderstwa i tortury. Jest okrutna, poniżająca śmierć na Krzyżu. Tak umierali najgorsi zbrodniarze i niewolnicy. Jest nawet coś więcej: „Boże, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. Ewangelia podaje, że „o godzinie szóstej”, to znaczy w samo południe, „ciemność zaległa całą ziemię” (Mk 15,33).
O tym zapomnieć nie wolno. Zmartwychwstanie nie da się oddzielić od Krzyża. W pełną światła noc Zmart-
wychwstania śpiewamy: „Krzyżowi Twojemu oddajemy pokłon, o Chryste, i święte Zmartwychwstanie Twoje opiewamy i wychwalamy”. „Pokłon oddajmy Świętemu Zmartwychwstaniu Chrystusa, oto bowiem przez Krzyż przyszła radość całemu światu”.
Niemożliwość oddzielenia Zmartwychwstania od Krzyża oznacza jednocześnie, że w tych obu wydarzeniach spotyka się historia i metahistoria, czas nasz, ludzki, i wieczność. Naszym Zbawicielem jest konkretny, historyczny Człowiek o imieniu Jezus; jest On jednak nie tylko Człowiekiem, jest również Bogiem. Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. W wieku lat około 33, po trzech i pół latach działalności, w czasie których nauczał i dokonał wielu niezwykłych czynów, został postawiony przed sądem najwyższych władz religijnych Izraela, później przed wysokim urzędnikiem rzymskim. Został skazany, wykonano na nim wyrok śmierci przez ukrzyżowanie i On to właśnie zmartwychwstał.
To właśnie jest centrum wiary chrześcijańskiej. To z tą Dobrą Nowiną ruszyli w świat rybacy z prowincjonalnej Galilei i uczony faryzeusz Paweł, rodem z Tarsu. W latach pięćdziesiątych naszej ery ten człowiek, apostoł Paweł, pisał do Koryntian, że jeśli Zmartwychwstania nie ma, to „daremna jest wiara nasza” (1 Kor 15,17). Jeśli Chrystus zmartwychwstał, to i my zostaniemy wskrzeszeni. Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to i dla nas śmierć jest końcem absolutnym i „jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni” (1 Kor 15,19).
We wspomnianym liście do Koryntian apostoł Paweł pisze o wątpliwościach Koryntian. Wielu z nich nie mogło przyjąć tego elementu Dobrej Nowiny za prawdziwy. No, bo jakże? Czy naprawdę może się zdarzyć, że człowiek, który naprawdę umarł, może powstać do życia? Jest to pytanie nie tylko Koryntian z lat pięćdziesiątych pierwszego wieku naszej ery. Jest to pytanie również nasze, ludzi dwudziestego wieku.
Księgi Pisma Świętego Nowego Testamentu doskonale o tym wiedzą. W walce z wątpliwościami tego typu apostoł Paweł wówczas nie wyszukiwał argumentów teologicznych czy filozoficznych. Podawał fakty: „ukazał się Kefasowi, potem dwunastu, potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas żyje...” (1 Kor 15,5-6). Skoro większość dotychczas żyje, to znaczy można zapytać świadków. Apostoł nie boi się takiej konfrontacji. On wie na pewno. On sam widział (1 Kor 15.8-11).
Nie boi się wątpliwości dotyczących prawdziwości Zmartwychwstania Kościół. Radosny dzień Zmartwychwstania kończy w Kościele prawosławnym nabożeństwo wieczorne, podczas którego czytany jest fragment Ewangelii Jana, kończący się słowami: „Jeśli nie ujrzę na rękach jego znaku gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej w bok jego, nie uwierzę” (J 20,25). Apostoł Tomasz nie mógł uwierzyć w Zmartwychwstanie bez namacalnego, doświadczalnego sprawdzenia, bez osobistego przekonania się, że Zmartwychwstały jest tą samą Osobą, że to jest ukrzyżowany Jezus. Nie uwierzył, chciał sprawdzić. Nie była to niewiara, ale pragnienie przekonania się. On nie chciał być tym łatwowiernym, którego można oszukać. Chciał zobaczyć i zobaczył. Zobaczyło wielu ludzi współczesnych apostołowi Tomaszowi. Widziało Zmartwychwstałego Jezusa wielu ludzi żyjących również w czasie późniejszym. Byli to ludzie, którzy do tego dążyli. Na ich doświadczeniu oparta jest nasza wiara. Wiara ludzi, którzy niezbyt silnie wątpią, niezbyt pilnie poszukują i dlatego niezbyt gorąco wierzą.
Wielu z nas zżyło się z myślą o Zmartwychwstaniu. Spowszedniała nam ta myśl. Nawet więcej, staramy się dopasować obraz Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego do naszych wyobrażeń i uczynić argumentem służącym naszym celom. Myśl o Zmartwychwstaniu przestaje być często myślą o rzeczywistości Królestwa Bożego, bierzemy ją na służbę naszych ziemskich potrzeb. Według św. Jana Chryzostoma tak właśnie początkowo zrozumiała Zmartwychwstanie Maria Magdalena. Przepełniona radością nie dostrzegła wielkości wydarzenia, wydawało się jej, że Chrystus stał się jedynie bardziej doskonały. Dopiero słowa „nie dotykaj mnie” (J 20,17) zmusiły ją do głębszego zastanowienia się nad sensem tego, co się stało. Zrozumiała, że Zmartwychwstanie prowadzi do „mieszkań” Ojca.
Krzyż i Zmartwychwstanie dokonały się dla nas. Zmartwychwstanie Chrystusa daje pewność co do naszego Zmartwychwstania.
Jedna z ikon przedstawia Zmartwychwstanie Chrystusa jako zejście do piekieł. Zmartwychwstały Chrystus, stojąc na drzewie Krzyża, bierze za rękę i wyprowadza z otchłani znajdujących się tam ludzi. Jest to wydarzenie, które w dniu święta Zmartwychwstania każdego roku jest aktualizowane. Święto Zmartwychwstania nie jest tylko wspomnieniem tego wydarzenia, ono się naprawdę w tym dniu w sposób tajemniczy dokonuje. „Chrystus zmartwychwstał i żaden umarły nie pozostaje w grobie” – woła w dniu Paschy św. Jan Złotousty.
Zmartwychwstanie jest wydarzeniem znoszącym to, co my uznajemy za normalne. Grzech i śmierć zostają pokonane. Człowiekowi zostaje przywrócona nieśmiertelność. Okazuje się więc, że śmierć jako skutek grzechu jest czymś głęboko nienaturalnym i dlatego zostaje wyeliminowana.
Można tu postawić pytanie: a co to wszystko znaczy dla dnia powszedniego? W pierwszym rzędzie chyba jest to wskazanie na cel naszego życia. Skoro zmartwychwstaniemy w ciele i żyć będziemy wiecznie, to ma sens wszystko, co robimy tu na tej ziemi. Wszystko, co służy przemianie tego świata, jest naszą odpowiedzią na Zmartwychwstanie Chrystusa. Należy podkreślić, że chodzi tu o przemianę świata i nas samych, nie o zniszczenie świata i naszych ciał. Chrystus przeprowadza nas od śmierci do życia, od ziemi do niebios. Przeprowadza nas, przemienia ziemię obciążoną grzechem. Ziemia staje się niebem.
Ma więc sens wszelka twórcza praca człowieka. Człowiek i wszechświat, ziemia, niebiosa i nawet otchłań mają być oświetlone światłem Zmartwychwstania.
Znaczy to również, że zmienia się zdecydowanie nasz stosunek do innych ludzi. Zniszczenie śmierci znaczy tyle co zniszczenie wrogości, nienawiści między ludźmi. To wcale nie jest łatwe, ale w świetle Zmartwychwstania jest możliwe, że tam gdzie panuje wrogość, zajaśnieje zrozumienie i miłość. Inaczej chrześcijanie okażą się kłamcami, odrzucającymi Zmartwychwstanie. Okazuje się więc, że wierzyć w Zmartwychwstanie nie tylko na słowo wcale nie jest łatwo. Kościół wie o tym i dlatego każdy siódmy dzień jest w Kościele dniem Pana, dniem Zmartwychwstania. Jest to bardzo trudne, ale możliwe. Po 47 latach pracy nad sobą św. Serafim z Sarowa każdego człowieka nazywał swoją radością i dlatego witał słowami „Chrystus zmartwychwstał, radości moja”. Wierzmy głęboko i pracujmy nad tym, aby na pozdrowienie słowami „Chrystus zmartwychwstał” usłyszeć odpowiedź: „Naprawdę zmartwychwstał”.

Biskup Jeremiasz
Tygodnik Polski – Tygodnik Podlaski, 1986, nr 16 (180)

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token