Numer 4(394)    Kwiecień 2018Numer 4(394)    Kwiecień 2018
fot.Anioł zjawiający się kobietom niosącym wonności. Ikona z końca XV wieku.
Przed Zmartwychwstaniem
o. Andrej Tkaczew
Judasz

W ogrodzie Getsemani Chrystus nazwał go przyjacielem. Na ikonach Strasznego Sądu często przedstawiany jest w dolnym prawym rogu jako dziecko na kolanach diabła. Ulubione dziecko szatana, za zdradziecki pocałunek przyjmujące pocałunki ognia.
Nosił skrzynkę na pieniężne ofiary, a więc był w małej apostolskiej wspólnocie kimś w rodzaju skarbnika.
Nie możemy przyjąć priczaszczenija, nie wspominając o nim: Nie bo wragom Twoim tajnu powiem, ni łobzanija Ti dam, jako Iuda… (Albowiem nie zdradzę wrogom Twej tajemnicy, ani też nie ucałuję Ciebie jak Judasz).
Co o nim wiemy? Że był Judejczykiem, podczas gdy pozostali uczniowie Galilejczykami. A więc był bardziej wykształcony i możliwe, że bardziej wyniosły. Że był bliski Chrystusowi i lubiany. Zdradzić mogą tylko bliscy, swoi. W serce uderza ten, kto jest dopuszczony do serca. Obcy może być wrogiem, ale nie zdrajcą.
Jego istota – chciwość. Jego imię – złodziej. Tak mówi Jan Teolog. A jego słowa nie budzą wątpliwości. Więcej nic nie trzeba wymyślać.
Czy rozczarował się co do Mesjasza i dlatego Go sprzedał?
Czy przeciwnie, chciał przyspieszyć bieg wydarzeń i przybliżyć zbawcze rozwiązanie? Nie będziemy rozważać. Chodzi o to, że świat jest pełen chciwości i rozwiązłości. Kajający się celnicy i jawnogrzesznicy stoją w pierwszym szeregu osób, które uwierzyły w Chrystusa. Ale chciwość, która nie chce się pokajać, wynajduje Judaszowi usprawiedliwienia, żeby w nim i samej się usprawiedliwić.
„Część Judasza jest w tobie i we mnie” – mówi św. Justyn (Popowicz). Zarodek Judasza może nosić w sobie każde człowiecze serce. Oto on mówi: „Dlaczego tak marnować mirrę? Można by ją przecież sprzedać, a pieniądze rozdać ubogim”. Ale to nie miłość do ubogich kieruje językiem Judasza, lecz żal z powodu utraconej pachnącej substancji. A czyż my tak nie postępujemy?
Po co złocić kopuły albo upiększać drogimi ikonami świątynie? Już lepiej oddać te pieniądze biednym.
Dlaczego on, ona, oni mają taki drogi samochód? Przecież lepiej jest pomóc sierotom albo starcom. Poznajecie te głosy? Oj, to nie umiłowanie skromności i człowieka kieruje naszym językiem przy tych rzeczach. To zarodek Judasza z głębi serca. Jeszcze się nie narodził, a uczy się rozmawiać.
Zaprawdę skąpstwo, zawiść i mroczna złość wyróżnia wśród ludzi tych, którym nie jest obcy duch Judasza. Dlatego nie możemy przyjąć priczaszczenija, jeśli nie powiemy: „Ani też nie ucałuję Ciebie jak Judasz”.
On jest wzorem niedokończonego pokajanija. Pieniądze oddał, rzucając pod nogi arcykapłanom. Winę swoją wyznał: Sprzedałem – mówi – krew niewinną. Wynika z tego, że to za mało wyznać winę i rzucić pieniądze, zarobione na połowę z grzechem. Trzeba jeszcze znieść tęsknotę i rozpacz i czekać, kiedy ucieszy duszę Jezus Chrystus.
Przecież On ucieszyłby duszę Judasza, gdyby ten doczekał Zmartwychwstania. Podobnie stało się przecież z Piotrem. Trzykrotne wyrzeczenie się Pana nie było dalekie od zdrady, do której przyznano się publicznie. Jednak Piotr zwyciężył rozpacz, a Judasz padł jej ofiarą.
Mówić o nim dużo nie trzeba. Ale i milczeć o nim nie można.
Przed Płaszczenicą
Stańmy dobrze, chrześcijanie, stańmy z bojaźnią! Stańmy pobożnie w domu Boga naszego przed grobem Zbawiciela, jak przed otwartą księgą.
Oto koniec ziemskich trudów Syna Bożego, który grzechu nie popełnił i niczemu nie był winien… Miłość do ludzi sprowadziła Go z nieba na ziemię, a złość ludzka doprowadziła na mękę. Ale nie zabili Go tak po prostu, najpierw osądzili, nadając zbrodni wymiar prawa. I nie tak, po prostu, Go torturowali i męczyli, ale drwili i okazywali złośliwą satysfakcję, jakby ujawniając poprzez uczynki swoje pokrewieństwo z demonami.
Wszystko ma swój kres. Także cierpienia Sprawiedliwego. Widzimy Go leżącego tak wyraźnie, jakbyśmy stali u stóp Golgoty, a obok w winnicy grób, gdzie Go położą.
Jego nogi zamarły, nogi, które obeszły Świętą Ziemię, stąpały po wodach jak po lądzie. Nogi, po których ucałowaniu i wytarciu swoimi rozpuszczonymi włosami jawnogrzesznice otrzymywały wybaczenie grzechów.
I Jego ręce zamarły. Ręce, od dzieciństwa przyuczone przez Józefa do trzymania piły i hebla. Nim pojawiły się na nich rany od gwoździ, były na nich typowe dla cieśli odciski. Te ręce łamały i pomnażały pięć chlebów dla pięciu tysięcy ludzi. Te ręce dotykały niewidzących oczu, trędowatych ciał i brały za rękę umarłych. Od dotknięcia tych rąk otwierały się oczy, ustępował trąd i byli wskrzeszani zmarli. Teraz są skurczone od konwulsji, z ranami na wylot od gwoździ…
Zamknęły się oczy, przed którymi nie ukryły się żadne tajemnice człowieczego serca, oczy, od których spojrzenia odwraca się przewrotny grzesznik. Jeszcze przed śmiercią oczy Chrystusa nabiegły krwią „od uderzeń kułakiem, pociemniały od bólu i zakrwawiły od ran, naniesionych przez cierniowy wieniec. Teraz są zamknięte”.
Zamknięte są i usta, które tyle nowego i cudownego powiedziały. Woli tych ust nie sprzeciwiały się ani fala morska, ani straszna choroba, ani męczący człowieka demon. Śmierć też słuchała głosu tych ust. Teraz, jakby w odwecie, śmierć zamknęła je i związała milczeniem.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Andrej Tkaczew


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token