Numer 4(394)    Kwiecień 2018Numer 4(394)    Kwiecień 2018
fot.Anioł zjawiający się kobietom niosącym wonności. Ikona z końca XV wieku.
Odzyskiwana sztuka pięknego pisania
Dorota Wysocka
Odpowiedzią na głęboką zapaść kaligrafii stał się jej swoisty renesans. W dużych miastach mnożą się pracownie czy kursy kaligrafii, na których opanować można technikę czytelnego, ozdobnego, zgodnego z dawnymi zasadami pisania. Uczestnikami są nie tylko osoby profesjonalnie zajmujące się grafiką, ale i zainteresowani opanowaniem tej umiejętności jedynie na własne potrzeby.
Posługiwanie się pięknym, wyrazistym pismem jest niesłychanie ważne dla ikonopisców. Ikona musi być podpisana, bez tego nie istnieje. O. Paweł Florenski mawiał – ikony mają duszę, tą duszą jest podpis. Kładzie się go na samym końcu i jest to równoznaczne z jej oświęceniem. Ikonę – podkreśla się – obraz i podpis tworzą w równych częściach.
A z tym, jak powiedziałam, jest problem. Młode pokolenia nie tylko piszą niestarannie, bez znajomości zasad, ale często nie wiedzą co piszą, bo zwyczajnie nie znają cyrylicy.
Krakowska parafia Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny, siódmy już rok prowadząca kursy ikonograficzne, przez które przewinęło się kilkadziesiąt osób, na początku lipca ubiegłego roku po raz pierwszy zorganizowała warsztaty kaligraficzne, przede wszystkim z myślą o tych, którzy piszą ikony. Poprowadził je Oleksy Czekal (Oleksiy Chekal, tak się jego nazwisko zgodnie z europejskimi zasadami transliteracji zapisuje i tak się go we wszystkich drukach przedstawia), ukraiński historyk sztuki, kaligraf, designer, dyrektor artystyczny studia designu graficznego Panic Design, wykładowca w Charkowskiej Państwowej Akademii Designu, założyciel szkoły kaligrafii w Charkowie, artysta o uznanym dorobku, prezentujący swoje osiągnięcia na wielu wystawach w Europie, w tym w Polsce, prowadzący warsztaty kaligraficzne w kilku europejskich krajach.
– Takie warsztaty tu u nas bardzo były potrzebne – mówi o. Jarosław Antosiuk, proboszcz krakowskiej parafii. – Dla tych, którzy uczestniczą w naszych zajęciach i dla wszystkich zainteresowanych. Nie tylko wiedza o liternictwie jest wśród nich niewielka. Kursanci to przede wszystkim rzymscy katolicy, zresztą kiedy rozpoczynaliśmy warsztaty ikonograficzne, nie zgłosiła się ani jedna prawosławna osoba. Naukę trzeba było zaczynać od podstaw, od tego czym jest prawosławie, od wprowadzania w jego dogmaty i tradycje, od burzenia fałszywych wyobrażeń, od przestawienia ich na prawosławny tok myślenia o ikonie. I tak z każdą nową grupą. To ogromny wysiłek. Nie żałujemy jednak. Jesteśmy tutaj wizytówką prawosławia, pokazujemy osobom z zewnątrz czym ono jest, a i naszych parafian tą wiedzą wzbogacamy. Jestem pełen uznania pani Tatianie Dzierżędze, która już trzeci rok pracuje z początkującymi ikonografami, za serce i wytrwałość.
– Kaligrafia staje się modna. I atrakcyjna. W Krakowie działa prywatna szkoła kaligrafii, w Warszawie kilka. Szkół i warsztatów pisania ikon też jest już u nas kilka – mówi Tatiana Dzierżęga. – Niektóre przy kościołach, ale są też świeckie, traktujące ikonopisarstwo jako jeszcze jeden rodzaj malarstwa, o specyficznej technice. Nieprawda, że tylko rzymskich katolików trzeba edukować w kwestii ikon. Prawosławni też mają z tym problem. Przynoszą nam na przykład ikonę, Anioła Stróża albo Świętej Rodziny, i bardzo są zdziwieni: „Jak to niekanoniczna? Przecież kupiłam ją w Grecji”. W internecie można trafić na wiele fatalnych ikon.
Pani Tatiana jest także obecna na warsztatach kaligraficznych. Służy jako tłumacz, bo na warsztaty składają się nie tylko zajęcia praktyczne, ale i wykłady. Kilka tematów spisuję z programu: filozofia kaligrafii, pociągniecie jako podstawa ruchu, kiełkowanie litery i wydłużenia, rymy wewnątrz napisu, historia pisma greckiego, historia pisma cyrylicznego, zasady budowania więzi, więź grecka a słowiańska, wpływy łacińskie na cyrylicę i odwrotnie… To daleko nie wszystkie, rozpisane na sześć dni, po pięć godzin dziennie.
Krakowska cerkiew mieści się w starej kamienicy przy ulicy Szpitalnej. Jej murowane, sklepione piwnice datowane są na wiek XIV i to właśnie w nich, niedawno odremontowanych, odbywają się warsztaty. Dwadzieścia osób siedzi przy długich stołach, przed sobą ma kartki papieru, pisaki, tusze. Oleksy Czekal nieustannie krąży między nimi, koryguje prace i wraca za pulpit, by podjąć inny wątek wykładu. Każde polecenie jest skrupulatnie wykonywane, każdy dostaje swoją cząstkę jego uwagi.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Dorota Wysocka
fot. autorka
i archiwum Oleksego Czekala

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token