Numer 4(394)    Kwiecień 2018Numer 4(394)    Kwiecień 2018
fot.Anioł zjawiający się kobietom niosącym wonności. Ikona z końca XV wieku.
O „Bliskim mi Wschodzie”
Jelena Fiediukina
Pani Aniu,
dziękuję serdecznie za publikację „Bliski mi Wschód”.
Gratuluję dużego osiągnięcia. Jest to efekt, tak owocnej, Twojej wieloletniej pracy dziennikarskiej.
Piszesz trafnie, przekonująco i historycznie prawidłowo. Jestem zachwycony Twoją pracą. Bóg Ci na pomoc.
+ metropolita Sawa
Warszawa, 2 września 2017

Gratuluję wspaniałego, typowo prawosławnego opracowania i wydania albumu "Bliski mi Wschód"
o. Gabriel (Krańczuk)
Święta Góra Atos, wrzesień 2017

Cieszę się, że mam książkę po prostu z klasą, pod każdym względem, w pełnym tego słowa znaczeniu. Podziwiałem zawsze Pani kunszt dziennikarsko-pisarski, znajomość tematu i sposób patrzenia na sprawy naszej wiary nie tylko w Polsce, ale i w świecie, co służy wzmacnianiu naszych duchowych korzeni.
Mogę tylko wyobrazić, ile włożyła Pani trudu, mozolnej pracy, "dyskusji z samą sobą", aby w pierwotnym zamyśle to małe ziarenko przyniosło tak wspaniały owoc.
Nie jest to oczywiście lektura do poduszki. W tę książkę trzeba koniecznie się „wgryźć”. Czytając ją trzeba również wyostrzyć oko na obejrzenie wielkiej galerii cudownych zdjęć, w niej zawartych. One uzupełniają treść.
Gdy czytałem książkę, ożyły we mnie wspomnienia o bliskich mi osobach. Kilkakrotnie cytuje Pani o. dr Jerzego Klingera, naszego ulubionego profesora w seminarium duchownym i w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, który uczył nas, by być otwartym na dialog i dysputy i nie bać się intelektualnej konfrontacji z przedstawicielami innych wyznań, bo my, prawosławni, mamy wiele do zaoferowania.
Cytuje też Pani dobrze nam znanego profesora Antoniego Mironowicza. Przypominam z nim nasze kilkakrotne spotkania w Toronto. Kiedy siedzieliśmy w restauracji Polonez w polskiej dzielnicy Roncesville, zrodziła się myśl przeprowadzenia z profesorem wywiadu na temat życia prawosławnej Cerkwi w Polsce. Wywiad ukazał się po ukraińsku w naszej cerkiewnej prasie. Nasz torontoński władyka Jurij (Kaliszczuk) był nim zachwycony.
Nie wiem, jak odbierają Pani trud, tak doświadczonego dziennikarza, który pisze sercem dla dobra nas wszystkich, moi rodacy w Polsce. Wydaje mi się, że nie wszyscy jeszcze przełamali stereotypy o „gorszości” prawosławia. A czas najwyższy to uczynić. Daj Boże, aby z trudu Pani i oddanego wielkiej sprawie Waszego redakcyjnego kolektywu skorzystało jak najwięcej ludzi.
Pani Redaktor, w Kanadzie nie stawiają ocen w skali 1- 6, tylko w procentach. Gdybym był nauczycielem, moja ocena byłaby krótka – 99,9 procent.
o. Mikołaj Sidorski
Kanada, Toronto
15 stycznia i 20 lutego 2018

Ech, droga Pani Aniu, zamieszała mi Pani w głowie okrutnie…
Wprawdzie brzmi to wieloznacznie, ale też Pani arcyciekawa książka w swoich parametrach i treści, i formy przedstawia mi się właśnie taka. Nawet gdybym był wprawnym recenzentem, nie podjąłbym się jej oceny – tyle w niej wątków, rozważań, impresji, wikłających naszą czytelniczą uwagę nie tylko w jej temat, to znaczy w sens, wartość i piękno prawosławia tak głęboko, że jakieś uczciwe zanurzenie się w jej meandry i tonie wywołuje w moim umyśle uczucie zauroczonej bezradności. Jakbym słyszał ów “pomruk grzmotu przed burzą” [str. 255] przestrzegający mnie przed zuchwalstwem podmiotowym: nie tobie przenikać jakiekolwiek sprawy boskie!
Szkopuł w tym, że one są. Zatem nie odbiegają daleko od siebie, nie trzymają nawet nas, prostaczków na dystans, lecz kuszą swoiście, zawęźlając się, wzbogacając się wzajemnie eschatologiczną przestrzenią myśli i czynu, określaną ryzykownie jako tajemnica wiary. Ogromny to dla mnie obszar, pani Aniu, więc na jutro odkładam ciąg dalszy mojej próby.
11 grudnia 2017
Cała książka Pani jawi się przede mną takim bogatym obszarem. Najpierw rozległym geograficznie i historycznie.
Nie obciążajmy się jednak winą tylko naszych krwawych czasów. Wszystko zaczęło się już od początku, niejako od pierwszego słowa naszego zadziwiającego świata, którego antropologia i uczona gnoza przywiodła myśl człowieczego rozbitka do poszukiwań przystani Logosu w tej zaiste groźnie rozbełtanej galaktyce. Nie mogę jednak pominąć naszej przestrzeni nieba, w którą z taką wrażliwością wpatruje się Pani na Synaju z Ojcami Prawosławnej Prawowiernej Cerkwi. I nie mówi Pani do końca, co się udało wypatrzyć w tym lustrze drugiej rzeczywistości, w gwiazdozbiorze wszechświata i nie dziwota, bo jak można zobaczyć cokolwiek w makronieskończoności okiem niewidocznego mikroba? Zapewne tam, w pustynnym krajobrazie rozsypanych idei bardzo chce się zrozumieć Chrystysa, który staje po stronie człowieka wraz z jego krótkotrwałym bytem a nieograniczonym cierpieniem. W nim źródło wszelkiej niepewności, która swój ciąg dalszy nawija na dzieje cywilizacji chrześcijańskiej niczym mityczną nić Ariadny. I kryje dobro i zło w swej nierozłączności. Rozwinęła Pani tę deprymującą panoramę z rozmachem, u boku hezychastów szukając ocalenia w sensie modlitwy na Górze Atos. Moje wędrówki Pani śladem przynoszą tylko połowiczne rezultaty.
Spróbujmy zatrzymać się na Słowiańszczyznie.
A tymczasem dobranoc.
12 grudnia 2017
W przestrzeni i potrzebie życia publicznego najtrudniej jest sobie poradzić z polityką. Wciska się wszędzie, bywa natrętna, cyniczna, przekupna, gra na najniższych ludzkich uczuciach, także, niestety, religijnych. Korzysta z nich dla swoich celów, które mieszczą się przede wszystkim w pojęciach władzy. Wielka to sprawa w naszych dziejach – i dawnych, i bliskich – odnotowuje je Pani najwyraźniej w historii powstawania i rozwoju naszego państwa. Wątek bizantyński, grecki, cyrylo-metodiański, włączony do początków polskiego chrześcijaństwa, sprezentowany nam bardzo interesująco, wręcz malowniczo, wart jest tego zabiegu, wypełnia bowiem lukę w naszej historiografii, omijaną dość konsekwentnie, idącą właśnie wtedy na skróty, wprowadzając polskość w świat niecierpliwie łaciński, współtworząc nową narodową historiozofię, kurczowo trzymającą mitu obrońców chrześcijaństwa.
Konsekwencje tego wyboru dramatycznie objawiły się po trzech wiekach na Litwie, a ściślej w rewolucji historycznej całej Europy wschodniej. Polsko-litewski Akt Wołkowyski z roku 1386 wywraca na nice wizję państwa litewsko-ruskiego, czego wielowiekowym aż po dzień dzisiejszy następstwem jest los tej Rzeczypospolitej Wschodniej, profetycznie zapowiedziany przez mego wuja Mikołaja, łaskawie cytowanego w Pani dziele [str. 217].
Dzielące się niestrudzenie chrześcijaństwo, choć głoszące wciąż ewangeliczną jedność, szczękiem oręża i przelewem krwi dowodziło swoich wyznaniowych racji, na rozległych terenach najdroższych nam ziem niemal zawsze katolicko-prawosławną wojną demonstrując swoje przywiązanie do Boga. Wszelkie pakty, unie i ugody tak się mniej więcej kończyły, a gdy Pani sięga na zaplecze tych wydarzeń, ich porządek “patriotyczny” jest porażająco smutny. Splata się bowiem z najistotniejszą bodaj cechą człowieka, jaką jest jego podmiotowa i społeczna kultura…

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Jelena Fiediukina
Moskwa, 3 lutego 2018

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token