Numer 6(396)    Czerwiec 2018Numer 6(396)    Czerwiec 2018
fot.
Tajemnica powołania
o. Konstanty Bondaruk
NIE WY MNIE WYBRALIŚCIE

Powyższe słowa Ewangelii skłaniają myśl ku Bożemu powołaniu zarówno poszczególnych ludzi, jak i całych narodów. O niektórych ludziach, mając na względzie ich szczere i pełne oddanie swej profesji lub zajęciu, o kapłanach, lekarzach, nauczycielach mówimy, że są to ludzie „z powołaniem”. W ten sposób akcentujemy jednak czynnik ludzki, pomniejszając rolę tego skąd wyszedł impuls do obrania takiej drogi życiowej, czyli Boży wybór. Już w Starym Testamencie sam Bóg ustanawiał proroków, w szczególności Abrahama i Mojżesza, oraz królów, pierwszego Saula, a po nim Dawida. W Nowym Testamencie sam Jezus Chrystus powołał i ustanowił grono swych najbliższych uczniów. Podkreślił przy tym: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię Moje (J 15,16). Spośród wielu zwolenników, słuchaczy i ludzi wdzięcznych za cudy uzdrowienia, Chrystus powołał jedynie dwunastu uczniów – apostołów, co oznacza „posłany”. Byli to ludzie, wedle ludzkich wyobrażeń, ze wszech miar prości i przeciętni. W wyborze galilejskich rybaków uwidoczniła się diametralna różnica pomiędzy Chrystusem i rabinami. Żydowskie elity były wybierane według pochodzenia, reputacji, wpływów i poparcia ze strony uznanych autorytetów. To przypominało nasze współczesne wybory radnych, posłów i prezydentów. Trzeba dodać, że w starożytności to właśnie uczniowie wybierali sobie nauczyciela, a nie na odwrót. Spośród ówczesnych mędrców, filozofów i oratorów ten, kto cieszył się większym autorytetem, erudycją, wiedzą i renomą, zwykle miał więcej uczniów. Nie było to pozbawione sensu. Wszak z powodu niezwykłości Jego nauki, Chrystusa zawsze otaczały tłumy ludzi.
Jednak najbliższymi uczniami Jezusa Chrystusa nie zostali ludzie, którzy sami podjęli takie postanowienie. Oni nawet nie prosili o to, aby Nauczyciel pozwolił im iść za Nim. Decydującym było Jezusowe powołanie. „Pójść za Chrystusem” oznaczało coś więcej niż tylko towarzyszyć Mu częściej niż sporadyczni słuchacze, niekiedy wręcz usiłujący przyłapać Jezusa na jakimś nierozważnym słowie. Wielu ludzi szło za Nauczycielem z Nazaretu, ponieważ , jak twierdzili, „żaden człowiek dotąd nie przemawiał tak jak ten człowiek”. Często była to zwykła ciekawość, niekiedy wdzięczność za cud, czekanie na nowy cud albo też zwyczajne pragnienie sensacji. Jednak w Ewangelii, z powodu bogactwa greki, wyraźnie odróżnia się tych, którzy „chodzili za Nim” od tych, którzy „poszli za Nim”.
CHRYSTUS PREFERUJE PROSTYCH LUDZI

Niezwykle pouczające jest dla nas powołanie pierwszych uczniów. Chrystus nie szukał swych uczniów i współtowarzyszy w pałacu królewskim, wśród ówczesnych elit narodu, ale na brzegu jeziora. Andrzej i jego brat Szymon-Piotr byli jednymi z około tysiąca rybaków, bo też i jezioro nie było imponujące: zaledwie 21 kilometrów długości i 13 kilometrów szerokości. Przyglądając się codziennej pracy i krzątaninie rybaków, Chrystus wybrał Swych uczniów spośród nizin społecznych, z grona prostych, niewykształconych, ale pracowitych i uczciwych ludzi. Nie jest to uhonorowanie ubóstwa i prostactwa, lecz raczej Boża tajemnica, podparta prawdą psychologiczną. Bogaci, wykształceni ludzie są częściej niż rzadziej pyszni i zadufani w sobie. Bóg nie szuka wyniosłych pyszałków, lecz skromnych i pokornych, bo ci lepiej rozumieją ludzką słabość i Bożą wszechmoc. Chrystus nie wybiera Apostołów z grona ówczesnych filozofów i znawców Pisma, którzy spędzali móstwo czasu na jałowych dysputach, lecz ludzi ciężkiej pracy, w trakcie ich codziennych zajęć. Chrystus wyżej ceni banalne zajęcie rybaków niż uczone teorie i hipotezy ówczesnych mędrców. Jak słusznie pisał starzec Sylwan z Atosu, „żadna praca nie przeszkadza człowiekowi żyć duchowym życiem, natomiast lenistwo czyni człowieka podatnym na pokusy i głuchym na Boży zew”. Dodatkowo, Chrystus wybrał w charakterze uczniów nie tylko pracowitych ludzi, ale i obeznanych z niebezpieczeństwami morskiego żywiołu. Stąd u Rosjan wzięło się porzekadło, że „ kto nie pływał po morzu, ten i prawdziwie się nie modlił”.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


o. Konstanty Bondaruk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token