Numer 6(396)    Czerwiec 2018Numer 6(396)    Czerwiec 2018
fot.
Nienasycenie
o. Andrej Tkaczew
Jakie społeczeństwo grozi eksplozją? Takie, które składa się z chronicznie niezadowolonych ludzi. A jacy ludzie są chronicznie niezadowoleni? Nienasyceni i niewdzięczni. Mówię „chronicznie”, ponieważ od czasu do czasu niezadowolony bywa najłagodniejszy i najbardziej promienny człowiek. Taki zachmurzy się i rozchmurzy, pokłóci się i pogodzi, popłacze i się pocieszy. Nie spowoduje dużej biedy. Dużą biedę wywołają ludzie chronicznie nienasyceni i niewdzięczni.
Te krótkie słowa wymagają wyjaśnień. Nienasycony wiecznie dąży do tego czego nie ma, lekceważąc to co ma. Nienasycony to najbiedniejszy człowiek, który wiecznie cierpi z powodu niedoboru. Nienasycony jest z konieczności zawistny, patrzy bowiem na to, co mają inni, a on nie. W społeczeństwie konsumpcyjnym nienasycenia wzniecane są przez styl życia, w którym najwyższą wartością jest konsumpcja. Reklama pali krtań jak niektóre napoje, specjalnie wyprodukowane dla wzmagania, a nie zaspokajania pragnienia. Zaryzykuję stwierdzenie, że idealnym członkiem konsumpcyjnego społeczeństwa jest wiecznie nienasycony i wiecznie niezadowolony człowiek bez metafizycznych pytań, rzucający się na każdą nowinkę i każdą zabawkę jak rozpieszczone dziecko, pokazujące palcem: „chcę”.
Dopóki mowa wyłącznie o towarach i usługach, sprawa rozbija się o zdolność nabywczą. Jeżeli natomiast nienasycenie razem z zawiścią szuka pożywki w społecznym rozwarstwieniu, niezaspokojonej żądzy sławy, w pozornym umiłowaniu prawdy, w ideologicznej nienawiści, to grozi to eksplozją. Jak uspokoić człowieka, któremu wszystko co ma wydaje się nudne albo byle jakie, a wszystkiego co cudze pragnie jak lisica wysoko wiszącego winogrona? Kto z nas nie słyszał, nie uczestniczył w podobnych dialogach na najróżniejsze tematy?
– U nich (w kraju domniemanego szczęścia) wszędzie jest czysto, a u nas nawet zwałów śmieci nie zamiatają.
– Nieprawda. U nas także zamiatają.
– Tak, ale u nich zamiatają i myją, a u nas tylko miotłą wymachują.
– Skądże? U nas też myją.
– Ale u nas wodą, a u nich szamponem.
– Poczekaj, u nas szamponem też wkrótce będą myć
– No tak…. U nas szampon ukradną albo rozcieńczą…
I tak dalej, i tak dalej… Wiecznie niezadowolony człowiek jest niewdzięczny. Lekceważy to co ma, a ci, dzięki którym korzysta z tego, nie zasługują w jego oczach na wdzięczność. Po zamianie powiedzmy sutereny na pokój we wspólnym mieszkaniu komunalnym bardzo szybko zapomni o wilgotnych piwnicach i zacznie narzekać na nowe warunki. To zrozumiałe. Człowiek stale dąży do wyższych standardów. Ale gdy z czasem otrzyma samodzielne mieszkanie, nie potrafi docenić pozytywnej dynamiki zmian. Pojawi się pragnienie apartamentu w ekskluzywnym domu. To też nic. W wymuszonej biedzie nie ma piękna. Ale i w przytępionym od słodyczy smaku też nie ma nic dobrego.
Potem, kiedy da Bóg także kolejne marzenie się spełni, wyobraźnia podsunie dom za miastem, jacht, pałac w Miami (wyobraźnia może narysować wszystko, co szatan pokazywał Chrystusowi na Górze Kuszenia), a niewdzięczne serce odmówi stopniowego wspinania się ku górze. Niezwykle cennych słów „chwała Bogu” także nie będzie się wypowiadać. Ze strony otoczenia dynamikę zmian zauważą wszyscy. Ludzie powiedzą: „szczęściarz”. A sam szczęściarz będzie nachmurzony, rozdrażniony, burkliwy i gotów na wszystkie zło, ponieważ dominantami zgniłego serca są nienasycenie i niewdzięczność.
Z dalekiej i niedostępnej w bliską i znajomą zamieniała się nam w krótkim czasie zagranica. Miliony naszych obywateli osobiście sfotografowało wszystkie wspaniałości świata, wszystkie znane budowle architektury, od wieży Eiffla do osobliwych pagód Wschodu. W moim dzieciństwie nikt nawet o tym nie marzył. Ale o jakiejś szczególnej wdzięczności za znaczący wzrost poziomu życia nie słyszałem. I wy pewnie też nie. Nie jesteśmy nauczeni okazywania wdzięczności. Nauczeni jesteśmy utyskiwania i szukania nowych przyjemności.
Wszystko co powiedziałem, do bólu przypomina mi bajkę „O rybaku i złotej rybce”.
Tak z ręką na sercu, trudno nie rozpoznać siebie w babie. Nikt z nas rybek nie łowił i z kurnej chaty do komnat się nie przenosił. Pod deszczem nieoczekiwanych łask serce okazuje nienasycenie, złą nieograniczoność i niewdzięczność. Wyobraźcie siebie na miejscu baby. Być może wasze sumienie wam powie: „Też zachowałbyś się w ten sposób”...
Jeszcze na etapie pragnienia małżonki zamiany w szlachciankę rybak mógł walnąć pięścią w stół i ustawić żonę na miejscu. I nawet jeśli był pantoflarzem, kierowany moralnym uczuciem mógł poprosić: „Zamień ją, Pani Rybko, w żabę. Nienasycona, chciwa jest i dobrze się to nie skończy”. Ale o to nie prosił.
W literaturze znany jest jeszcze jeden wartościowy utwór, z rybą i rybakiem i skomplikowanymi bilateralnymi stosunkami. Mam na myśli „Starego człowieka i morze” Hemingway’a. Trudno sobie wyobrazić, że gdyby złowił nie marlina, a Złotą Czarodziejkę, zachowywałby się podobnie jak jego rosyjski kolega. Ten staruszek był surowy. On by i żonę ustawił, i Złotej Rybki o niezliczone głupstwa nie prosił. Ale odszedłem od tematu…
Ważne, by wyciągnąć wnioski. Nie trzeba cały czas się kłócić i wszystko krytykować. Sedno polega na tym, że ile byśmy się zewnętrznie nie bogacili, wciąż mało będzie. Żeby uspokoić się, podziękować za to co jest, nie domagać się większych dochodów czy apanaży jeśli gotówki wystarcza, trzeba bogacić się wewnętrznie. Pismo Święte mówi: w Bogu się bogacić. Jeśli trzos pęcznieje, a myśli pozostają okrojone, to człowiek (społeczeństwo) rozwija się ekstensywnie, zjada zapasy. Taka jest cała współczesna cywilizacja, w której etyka pozostała w tyle za techniką, a metafizykę przepędzono. I człowiek, żyjący zgodnie z prawami tej cywilizacji, skazany jest na nieszczęście. Syty, ubrany, otoczony wykonującymi za niego prace maszynami, jest niezadowolony, nie wie bowiem po co żyje, nie rozwija się wewnętrznie. Pozostało jedynie zazdrościć tym, którzy mają coś, co jest dla nas niedostępne. Społeczeństwo biednych wewnętrznie i niezadowolonych na zewnątrz ludzi to niebezpieczne społeczeństwo.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


o. Andrej Tkaczew
tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token