Numer 6(396)    Czerwiec 2018Numer 6(396)    Czerwiec 2018
fot.
Dawaj z siebie wszystko
Anna Radziukiewicz
– Nie macie szczęścia – mówi do mnie i Eugeniusza Czykwina o. Aleksy Mierkiszin. – Proboszcz naszej parafii, o. Siergiej Prawdolubow, jest teraz w szpitalu. A on i jego ród skupiają w sobie historię ruskiej Cerkwi.
Prowadzi nas do bocznego predieła, św. metropolity Iona, w cerkwi Żywonaczalnoj Trojcy, znajdującej się w moskiewskiej dzielnicy Troicko-Goleniszczewie. Pokazuje ikony. Dziewięć. W centrum ikona Bogarodzicy.
– To są ikony nowych męczenników. Wszyscy są spokrewnieni z naszym proboszczem. Niektórzy mają nazwisko, jak on, Prawdolubow.
Ośmiu świętych w jednej rodzinie! – nie mogę ogarnąć zdumiewającego zjawiska.
– Tak – potwierdza o. Aleksy. – Ale w rodzinie naszego batiuszki od trzystu lat, po ojcu i matce, wszyscy byli duchownymi. Po rewolucji i komunizmie ocalały pojedyncze takie rody. Ojciec Siergiej dostarczał komisji kanonizacyjnej materiały na temat swoich przodków, których za wiarę rozstrzeliwano, posyłano do łagrów, skąd nie wracali. Postarał się o napisanie ich ikon do naszej cerkwi. Służy w dniach ich predstawlenija. Jest strażnikiem ich pamięci. Opublikował dużą część materiałów, pozostawionych po przodkach. Na przykład kilka wydań miała książka, napisana przez prostego batiuszkę z jego rodu z wiejskiej parafii w riazańskim rejonie, W cziom kajatsia na ispowiedi. Okazała się pożyteczna dla współczesnych ludzi wielkiej Moskwy.
– O. Siergiej Prawdolubow ma wielki wpływ na to, w jaki sposób wyznaję wiarę – mówi o. Aleksy. – To człowiek gorący, z temperamentem. Zawsze wymaga – nie tylko bądź obecny podczas nabożeństwa, ale dawaj z siebie wszystko! I to „dawaj” rozciąga się na Liturgię, spowiedź, śpiew, remont cerkwi, katechezę, rozmowę z parafianinem.
Ojciec Ioann Krestiankin, starzec, to wielka postać współczesnego ruskiego duchowego świata. Zanim trafił, jako mnich, do Pskowsko-Pieczerskiej Ławry, służył w riazańskiej obłasti. Przyjaźnił się z ojcem batiuszki Siergieja Prawdolubowa.
– Ojciec naszego batiuszki „przykleił” swego synka Sierożę do ojca Ioanna, jak się okazało, na całe życie – mówi o. Aleksy. – Nasz batiuszka zwykł mówić: – Są święci i wielcy święci. Starzec Ioann Krestiankim jest wielkim świętym, choć jeszcze przez Cerkiew nie kanonizowanym.
W jaki sposób spotkał o. Aleksy ojca Siergieja Prawdolubowa?
O. Aleksy, syn profesora elektroniki, dobry z matematyki i fizyki, gdzież miał iść na studia? Na elektronikę naturalnie, w latach 70. i 80. tak modną. O inżynierach śpiewano nawet piosenki, jak Inżynierskij put’. Skończył, ale specjalnego powołania do „inżynierskiej drogi” nie miał. Był początek lat 90. Walił się Związek Radziecki. Zachwiane imperium nawet nie wiedziało, co zrobić z inżynierami. Nastał czas smutny, nieciekawy.
Ale studia zasiały w ojcu Aleksym ziarno. I to duchowe. W komunistycznych czasach? Istniała budowlana studencka grupa. Należał do niej. Grupa kilka razy jeździła na Sołowki. Ich zadanie? Restaurować Sołowki, nazywane wtedy Krasnyje Sołowki. Grupa istniała od lat 60. przy fakultecie fizycznym Uniwersytetu Moskiewskiego.
Spodobały się młodemu Aleksemu te wyjazdy. Patrzył na mury byłego monasteru jak na wykwit wielowiekowej okrzepłej ruskiej kultury. I jakoś wydawało mu się, że jej byt jest niewzruszony, że nawet komuniści go nie zburzą, nie spalą, nie zmiotą. Człowiek nie może przecież przejść obojętnie wobec chrześcijańskiej kultury – już wtedy mu się wydawało.
Rozpoczął teologiczne studia w moskiewskim Uniwersytecie św. Tichona. Był prisłużnikiem w cerkwi Żywonaczalnej Trojcy. Poznawał jej historię, już w końcu XIV wieku będącej podwor’jem metropolitów i patriarchów ruskiej Cerkwi. Tu była podmoskiewska wieś, a nie jak teraz, jedna z centralnych dzielnic 12-milionowej Moskwy. Przyjeżdżał tu metropolita Cyprian, który kierował aż przez 30 lat, do 1406 roku, jeszcze nie podzieloną Cerkwią, jako metropolita kijowski i całej Rusi. Choć czasy były bardzo trudne, ponieważ władcy Polski i Litwy, państw przy nim sfederowanych, naciskali na utworzenie oddzielnej metropolii dla Polski i Litwy i oddzielnej dla Moskwy. A on, Bułgar z pochodzenia, tyrnowski arystokrata, pragnął utrzymać jedność ruskiej Cerkwi.
O. Aleksy pamięta cerkiew bez ikon, z podłużnymi wyżłobieniami w murze, znaczącymi piętra, na które podzielono świątynię. Była składem. Wiodąca wytwórnia filmowa czasów sowieckich, Mosfilm, której siedziba znajduje się po drugiej stronie ulicy, zabrała stąd mnóstwo ikon. Grały, jako eksponaty, w antyreligijnych produkcjach. Do dziś adres cerkwi to Mosfilmowskaja 18a. Po przemianach, pracownicy wytwórni handlowali tymi ikonami za granicą. A na pytania o nie duchownych i parafian z naprzeciwka odpowiadali: „Wszystko należy do narodu. Nie wiemy, gdzie są ikony”.
Ikony w dzisiejszej cerkwi są znakomite. Są nowe, ale oparte na najlepszych cerkiewnych kanonach pisania ikon i jeszcze zapieczętowanym w sobie natchnionym artyzmie ikonopisca.
Kim jest ikonopisiec?
Wyrastał w domu, sąsiadującym z cerkwią. Bawił się koło świątyni. Pewnego dnia wiedział, że zbyt długo. Wracał do domu ze strachem. I wtedy wymyślił test na istnienie Boga. „Jeśli Bóg jest, to mama nie będzie dziś na mnie krzyczała”.
Nie krzyczała.
– Bóg jest! – odkrył chłopiec. A był to Aleksiej Wroński, jeden z najlepszych współczesnych ikonopisców, którego ikony trafiają także na inne kontynenty – do Ameryki, Australii, na wiele wystaw. To on pisał ikony do ikonostasu cerkwi, która w jego dzieciństwie była składem.
Po niedzielnej Liturgii wspólny obiad w parafialnym domu dla duchownych, matuszek, śpiewaków i innych ludzi – filarów tej moskiewskiej parafii. Przy długim stole, skromnie zastawionym – jest Wielki Post – toczą się ściszone rozmowy, a ludzie przy nim jakby w kiście winogron skupieni.
Jest i Jurij Iwanow. – Jurij według dowodu, Gieorgij na chrzcie – mówi o sobie. Jurij redaguje parafialny „listok”, jak określa, który okazuje się być dość poważnym miesięcznikiem. Mówi: – Ludzi uczonych, umiejących mądrze mówić w naszej parafii, jest dużo. Ale trzeba mieć szczególny talent, by mówić prosto i żywym językiem o rzeczach złożonych. Taki talent ma właśnie nasz proboszcz, o. Siergiej.
A Jurij/Gieorgij, jak trafił do Cerkwi? Był wtedy dziennikarzem „Moskiewskiej Prawdy”, posłanym jako korespondent do podmoskiewskiego regionu.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token