Numer 6(396)    Czerwiec 2018Numer 6(396)    Czerwiec 2018
fot.
O czynieniu dobra
Aleksy Kordiukiewicz
Wizyta w Wielkiej Synagodze w Tykocinie zainspirowała mnie do zainteresowania się micwą cedaki. Otóż w judaizmie micwa to wyprowadzone z Tory 613 przykazań obowiązujących każdego dorosłego Żyda – 248 to nakazy, a 365 zakazy. 248 symbolizuje liczbę kości w ludzkim organizmie, zaś 365 jest liczbą dni w roku.
Żydzi uważają, że cokolwiek posiadamy, tak naprawdę nie należy do nas. Mówią, że jesteśmy tylko skarbnikami i wszystko co przechodzi przez nasze ręce jest nam dane, aby użyć tego na dobre cele. Jest wśród nich też obdarowywanie ludzi, którym brakuje na spełnianie ich potrzeb. W tradycji żydowskiej nazywa się to dawaniem cedaki (słowo cedaka tłumaczy się w zasadzie jako sprawiedliwe postępowanie). Chodzi o umieszczanie swojej własności tam, gdzie naprawdę jest jej przynależne miejsce. Pieniądze przyniosą ci największy plon i przyniosą ci największe dobro, gdy przeznaczysz je na dobry cel.
Gdy w IV wieku cesarz rzymski Julian postanowił założyć w każdym mieście domy gościnne dla podróżnych, jako przykład podał Żydów „wśród których żaden obcy nie odchodzi bez otrzymania pomocy”. Od zawsze, gdziekolwiek mieszkali Żydzi, istaniały darmowe fundusze pożyczkowe, stołówki, przytułki dla starców, fundusze na wesela, opieka nad młodymi matkami, fundusze dla wdów, opieka nad sierotami, szpitale czy darmowa edukacja. Nie było Żyda, który nie byłby albo dawcą, albo przyjmującym, a często bywał jednym i drugim.
Szukając informacji na ten temat na jednej ze stron judaistycznych trafiłem na anegdotę, która doskonale oddaje sens cedaki, istotę bycia dobrym człowiekiem.
– Jak człowiek staje się np. murarzem? – Przez murowanie. – A rybakiem? – Przez łowienie ryb? – A skrzypkiem? – Przez granie na skrzypcach.
W ten sam sposób człowiek staje się dobry wyłącznie poprzez czynienie dobra. Przy czym bycie dobrym nie jest bynajmniej cechą wrodzoną, lecz nabytą umiejętnością i realizowanym w praktyce działaniem. Cedaka jest dla Żyda codziennym obowiązkiem, a nie jedynie chwilowym kaprysem czy wynikiem nastroju serca pobudzonego akurat do współczucia na przykład widokiem żebrzącej matki z dzieckiem. Podkreśla się, że „jak często” jest ważniejsze od „jak wiele”. Lepiej dać codziennie po złotówce, niż raz 365 złotych.
„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” – mówi Chrystus pod koniec swojej ziemskiej wędrówki (J 13,34). W ten sposób przekazuje uczniom swoje ostatnie wskazówki. Przede wszystkim daje im najważniejsze przykazanie, które powinni przestrzegać – przykazanie o wzajemnej miłości. Przy tym przykazanie o miłości Chrystus nazywa nowym nie dlatego, że wcześniej nie uczył ich kochać jeden drugiego, lecz dlatego, że mówi tutaj jak Król, tworzący swoje królestwo. Jego nowe królestwo założone na nowych podstawach – właśnie przede wszystkim na miłości, która staje się głównym prawem życia członków tego królestwa. W innych, ziemskich, ludzkich, królestwach były inne podstawy, przede wszystkim baza egoizmu państwowego, przez co ofiarą stawała się ludzka osobowość. W bardzo szerokim zakresie doskonale ilustrują to słowa dwudziestowiecznego poety: „jednostka niczym, jednostka zerem”. Tak było na długo przed Chrystusem, tak było podczas Jego ziemskiego życia, tak jest i teraz. Jednak w królestwie Chrystusa każda osoba zachowuje wszystkie swoje prawa, jako obraz i podobieństwo Boga.
Przykazanie o miłości, jakie daje Chrystus, jest też nowe w stosunku do przykazania o miłości istniejącego już w Starym Testamencie (Księga Kapłańska XIX,18 – „będziesz miłował bliźniego jak siebie samego”). Pan jednak mówi tutaj nie tylko o bliźnim, którego należy kochać, a ogólnie o ludziach: „abyście się wzajemnie miłowali”. To znaczy, że wśród uczniów Chrystusa nie może być ludzi, którzy nie byliby nam bliscy, że wszystkich powinniśmy kochać, jak swoich bliźnich.
Miłość w duchu Chrystusowym powinna być wolna od wszelkiej stronniczości i nietolerancji w stosunku do ludzi niewyznających naszej wiary. Nikt nie jest bliżej, nikt nie jest dalej. Należy – oczywiście – zaczynać od miłości do ludzi bliskich nam więzami pokrewieństwa i ducha, lecz następnie iść coraz dalej i dalej w rozszerzaniu sfery miłości. Powinna ona bez wątpienia wznosić się do poziomu miłości do wszystkich ludzi, nawet do naszych wrogów.
Warto tutaj przytoczyć praktyczne porady św. Symeona Nowego Teologa (Filokalia – Rozdziały praktyczne i teologiczne): „Nie zbawia to, że ktoś kiedyś i komuś jednemu okazał miłosierdzie, to zaś, że ktoś choćby jednemu tylko okazał pogardę, czyni godnym ognia wieczystego. Albowiem: łakną i pragną – powiedziano nie o jednym przypadku i nie o jednym dniu, lecz aby wskazać na całe życie. Podobnie: nakarmić, napoić, przyodziać, itd. – wszystko co należy, nie na jednorazową sprawę wskazuje, lecz na trwającą stale i obowiązującą wszystkich”.
Tenże św. Symeon mówi również: „Kto ma nakazane, by traktował bliźniego swego jak samego siebie, ten oczywiście nie jednego dnia, ale przez całe życie tak go powinien traktować. Także i ten, co ma przestrzegać przykazania by dawać każdemu, który prosi, przez całe życie ma tak postępować i spełniać przykazanie. Tak samo i od pragnącego, by inni czynili mu dobro (ma się rozumieć, że zawsze) – żąda się, aby i on czynił to samo dla innych.”
Czyż nie przypomina to wcześniejszych słów o tym, że w życiu można być dawcą, można być przyjmującym, ale też jednym i drugim?

Aleksy Kordiukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token