Numer 6(396)    Czerwiec 2018Numer 6(396)    Czerwiec 2018
fot.
Ja go widziałem!
Tadeusz Wyszomirski
Był czas wojny. Na warszawskiej Pradze stało sowieckie wojsko. Po drugiej stronie Wisły dopalały się zgliszcza. Do katedralnego soboru św. Marii Magdaleny przyszedł rozradowany sołdat. Szukał takiego małego batiuszki, ubranego na czarno, z niewielką siwą brodą.
– Nie ma u nas takiego – odpowiadali duchowni, nikt ze znanych im nie odpowiadał rysopisowi poszukiwanego.
– Jak to nie ma! – oburzył się żołnierz. W pewnej chwili odwrócił się i jakby olśniony zauważył ikonę.
– O jest, prawie podobny do tego!
– Nigdy nie słyszałeś o świętym Mikołaju Cudotwórcy?
– Coś obiło mi się o uszy. On jest podobny do tamtego batiuszki, którego szukam i chcę mu podziękować za ocalenie.
– Człowieku, święty Mikołaj żył w IV wieku. Od jego czasów minęło wiele stuleci. Oblicz sobie.
– Co wy mi opowiadacie – zaśmiał się wojskowy. – Przecież ja go na własne oczy wczoraj widziałem, rozmawiałem z nim. Znajdowałem się w niebezpieczeństwie, stojąc na polu minowym. Bałem się poruszyć nogą, paraliżował mnie strach. Czułem, że właśnie pod Warszawą zakończę mój wojenny szlak, a moi bliscy na Syberii nie będą nawet wiedzieli, gdzie znajduje się mój grób. Moja matka tak się zawsze za mnie modliła.
Patrzyłem, jak miny przeciwczołgowe wysadzały w powietrze moich kolegów. Myślę – tak za chwilę stanie się ze mną. Wówczas pojawił się ten batiuszka. Sam byłem zdziwiony: skąd się tutaj wziął pop? Stąpał pewnie, jakby płynął. Podszedł do mnie, uśmiechał się łagodnie. Jaki on nieustraszony – myślałem, patrząc na niego. Zaraz i mnie opuścił strach. Powiedział po rosyjsku: „Nie bój się mileńki, podaj mi rękę, ja cię stąd wyprowadzę”.
Szedłem za nim jak gdyby we śnie, nawet nie wiem, w jakim momencie się ocknąłem, jego już nie było. Wiedziałem jedno, muszę go odnaleźć, przecież pop na pewno będzie w cerkwi. Jak tutaj doszliśmy, ucieszyłem się na widok tych kopuł. Pierwszy raz widzę cerkiew, gdzie się odprawia. Niedaleko naszej wsi w miasteczku też kiedyś była cerkiew. Starzy ludzie pamiętają jeszcze, jak w niej śpiewali. Zwalili z niej krzyże, kopuły. Gwiazdy zaglądają na posadzki. Babcie klękały i modliły się przed jej zamkniętymi drzwiami. My młodzi, przechodząc z rewolucyjnym śpiewem, obrzucaliśmy je często wyzwiskami: „Durne baby, modlą się do cerkwi. Spasy nas cerkwo, spasy” – przedrzeźnialiśmy staruszki. A one tylko biły głębokie pokłony. Śmieliśmy się z nich, rechotaliśmy jak stado świń. „Popów nie zbawiła to i was nie zbawi! Darmozjady, poszli na łagrową polewkę. Dzięki Stalinowi!”. Krzyczałem najgłośniej z nich wszystkich. Dzisiaj wiem, nie miałem racji.
– No dobra, teraz zaprowadźcie mnie do tego batiuszki, co mi życie uratował, trzeba mu podziękować.
– Stoisz właśnie przed tym batiuszką – powiedział mu duchowny, wskazując ikonę św. Mikołaja. Żołnierz odpowiedział tylko tyle.
– Nic z tego nie mogę zrozumieć!
– Zrozumiesz jak Hospod’ da ci łaskę wiary.
– Ja wierzę, chociaż jest we mnie tyle niewiary. Wierzę w modlitwy mojej matki.

Na Wschodzie wierzą sercem

Tatiana Goryczewa w swoim czasie stała się postacią znaną na Zachodzie. Rosyjska dysydentka, prześladowana przez sowieckie władze, odkryła dla siebie nieoczekiwanie chrześcijaństwo i wartość modlitwy, a stało się to, kiedy świadomie, po raz pierwszy, zetknęła się z tekstem Ojcze nasz. Był to przełom w jej życiu. Rodzice – przekonani ateiści w drugim pokoleniu, wyrzekli się córki, przekonani, że zwariowała. Później udała się na emigrację.
Jej spotkanie z Zachodem stało się okazją dla wielu niewesołych refleksji. Jak pisała – nie spodziewała się w krajach wolnego świata spotkać takiej obojętności religijnej, jaką widziała wokół siebie.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Tadeusz Wyszomirski




Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token