Numer 6(396)    Czerwiec 2018Numer 6(396)    Czerwiec 2018
fot.
Wielkie stanie na Ugrze
Anna Radziukiewicz
Z dzwonnicy patrzę na granicę Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz Księstwa Moskiewskiego. Dawną. Wyrysował ją w 1408 roku moskiewski książę Wasilij Dmitrowicz, syn sławnego Dymitra Dońskiego, tego, który w 1380 roku prowadził ruskie wojska na Kulikowe Pole, gdzie rozegrała się decydująca dla ruskiej państwowości bitwa z tatarsko-mongolską Ordą.
Wtedy Ruś powiedziała – możemy się zjednoczyć, porwać do wspólnej walki skłóconych ruskich książąt – riazańskiego, twerskiego, moskiewskiego. Ale na Kulikowym Polu, w tulskiej obłasti, na południe od Moskwy, Ruś niewoli jeszcze nie zrzuciła. Ona tylko prostowała plecy. A pomagał jej w tym św. Sergiusz Radoneski, założyciel Troicko-Siergiejewskiej Ławry. To on błogosławił Dymitra Dońskiego na tę bitwę i posłał jeszcze na nią dwóch mnichów.
Jarzmo zrzuciła Ruś sto lat później. Gdzie, w jaki sposób? – tkwiły we mnie pytania. Kulikowe Pole jest sławne, owa Zadońszczyna, która weszła do historii świeckiej i cerkiewnej, pozostawiając choćby raditielskuju dmitriewskuju subbotu, kiedy wspominamy ludzi na pole brani za wieru i otczestwo żyzń położywszych i zmarłych rodziców – to dla upamiętnienia tamtej bitwy.
Wreszcie przed moimi oczami rysują się wydarzenia, które rozegrały się sto lat po Kulikowym Polu. Opuszczają mgłę niewiedzy, właśnie tu, nad Ugrą, rzeką niewielką, nie porównasz jej ani z Oką, ani Donem, ani Wołgą. Płynęła ponad pięćset lat temu jak dziś, niepozornie po płaskich łąkach. Nikt jej nie umacniał jak Oki, nie wznosił nad nią twierdz. Bo przecież od tej strony żaden wróg nie atakował do końca XV wieku moskiewskiego księstwa.
Aż przychodzi rok 1480 i nad Ugrą, atakując Moskwę od tyłu, staje potężne wojsko chana Ahmeda, podobno sto tysięcy zbrojnych, informują stare latopisy. Na stu kilometrach rozciąga chan swoje siły. Wie, że ta granica jest słaba, że tędy łatwo przedrze się, idąc na Moskwę i wreszcie zemści się na dumnym i niepokornym księciu Iwanie III Srogim i jego poddanych, którzy już niechętnie płacili chanowi daniny.
Chan jeszcze silny. Stoi na Ugrze i czeka na pomoc sojusznika. Jest nim król Polski i wielki książę litewski Kazimierz Jagiellończyk, zainteresowany osłabieniem Moskwy, władanej przez wybitnego księcia, rządzącego nią przez 43 lata, „zbieracza ruskich ziem”. A i Kazimierz panował nad ruskimi ziemiami, tworzącymi Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie i Żmudzkie, sfederowane od 1385 roku z Koroną. Iwan jest dla niego konkurentem. Dlatego proponuje król chanowi uderzenie na Moskwę od tyłu, gdzie nie ma żadnych umocnień, właśnie tu gdzie stoimy. Wrogiem Moskwy jest i Zakon Kawalerów Mieczowych, atakujący ziemie ruskie od zachodu, znad Bałtyku, usiłujący nawracać prawosławnych na rzymski katolicyzm.

Wiek rozdwajania Rusi
Wiek XV był decydujący dla ziem ruskich. Ruś mogłaby wtedy zniknąć na zawsze – moskiewska pod naporem Ordy i Kazimierza, litewska – katolicyzmu. Wiek XV to dzielenie Rusi na dwie metropolie, jej osłabianie. Już władcy Litwy Gedymin i Olgierd pragnęli w wieku poprzednim utworzenia własnej litewskiej prawosławnej metropolii, która zerwałaby łączność z Moskwą. Tego samego pragnął i Witold na początku XV wieku. W tych dążeniach bardzo pomógł krok Władysława Jagiełły, władcy Korony i Litwy, który sam przyjął katolicyzm i chciał narzucić go poddanym.
Władający Rusią zachodnią grozili Cerkwi, że jeśli nie nastąpi rozdzielenie metropolii, to na swych ziemiach wprowadzą unię. Witold zwołał nawet do Nowogródka prawosławnych władyków. Tam wybrano na metropolitę litewskiego Grzegorza Camblaka, posyłając go na sobór do Konstantynopola, do prowadzenia rozmów na temat wprowadzenia unii.
Konstantynopol był wtedy cieniem potęgi dawnego cesarstwa wschodniorzymskiego. Dogorywał przed ostatecznym ciosem, zadanym mu w 1453 roku przez Imperium Osmańskie. Szukał więc swego ocalenia w unijnych projektach, narysowanych przez sobór ferraro-florencki (1439).
Camblak schronił się w Mołdawii, unijnego projektu nie realizując. A wierni w Wielkim Księstwie Litewskim żyli ze świadomością, że są prawosławnymi Rusinami i bronili wciąż jedności ruskiej Cerkwi. Choć już nie długo.
Po soborze florenckim przybył do Moskwy, jako unita, metropolita Izydor. Papież nazwał go kardynałem Litwy, Łotwy, Rosji i Polski. Moskwa Izydora wygnała. Zwołała sobór ruskich biskupów i wybrała swego metropolitę, Ionę. Było to w 1448 roku. I mimo że przez dziesięć lat Iona zarządzał metropolią „całej Rusi”, czyli moskiewskiej i litewskiej, to rok 1448 roku uważa się za czas rozdzielenia ruskiej metropolii.
Unia florencka, choć odrzucona przez Moskwę i Wielkie Księstwo Litewskie, spowodowała wielkie pęknięcie w ruskiej Cerkwi, tym samym jej osłabienie. Wtedy unicki patriarcha Konstantynopola Grzegorz Mammas posyła na Litwę ucznia Izydora, Grzegorza Bułgarina. Król, jednocześnie wielki książę litewski, Kazimierz Jagiellończyk, przyjmuje Grzegorza i pozbawia Jonę władzy nad wiernymi prawosławnymi w Wielkim Księstwie Litewskim. Ba, żąda nawet, by moskiewski książę uznał Bułgarina za metropolitę kijowskiego i całej Rusi, czyli z władzą także nad Moskwą.
Moskwa daje odpowiedź. Zwołuje w 1459 roku sobór biskupów moskiewskich. Ci na piśmie składają przysięgę: „Nie odstępować od Świętej Cerkwi Moskiewskiej”. Po raz pierwszy mówiono tu o ruskiej Cerkwi jako moskiewskiej.
Był to znak utraty ponadnarodowego charakteru, poczucia jedności Ruskiej Cerkwi – pisze o. Witalij Borowoj.
Władycy Litwy przyjęli Bułgarina, ale nie przyjęli unii. Bułgarin też wrócił do prawosławia. Zmarł w Nowogródku w 1473 roku i tam został pochowany.
Zapewne zdążyła do niego dotrzeć przed śmiercią wieść, że w 1472 roku Orda nie zdołała przekroczyć Oki i musiała zrezygnować z ataku na Moskwę. Ale na pewno wiedział, w jakim niebezpieczeństwie znalazła się Moskwa.
Siedem lat po śmierci Bułgarina, w 1480 roku, Orda zebrała swoje siły i stanęła nad rzeką Ugrą.

Strach obudził się
w ruskich kościach
Tak do dziś mówią Rosjanie o tamtym Wielikom stojaniju na Ugrie. A stanie to nie zwykłe oczekiwanie. To obrona, mocna, silna aż do śmierci, tak jak stanie w wierze, w modlitwie, nieugięte, twarde.
Strach prostuje plecy, oręż przygotowuje, modlitwę do Boga zanosi. 6 lipca rozpoczęło się stojanije oraz długie i gorliwe modlitwy przed Włodzimierską Ikoną Bogarodzicy w Uspieńskim Soborze w Moskwie. Modlono się do listopada, przez cztery miesiące. – Kto mógł, szedł bronić ojczyzny, a mamuszki, babuszki, dzieduszki modlili się – słyszę, gdy patrzę na wielki obraz – dioramę, dla której powstało, obok cerkwi Włodzimierskiej Ikony Matki Bożej, muzeum wyzwolenia Rusi spod jarzma Ordy.
Wchodzę jak do beczki czasu. Słyszę wystrzały armat, stukot kopyt, głosy ludzi, śpiew ptaków, dźwięk dzwonów, zapach jesiennego listowia. To dodatkowe efekty dioramy, namalowanej przez wybitnego twórcę, kałużanina, Pawła Ryżenko. Na niej dolina rzeki. Rozdziela dwie siły. Tam wojska Ordy – namioty, nie kończące się ogniska. Tu – plan wyrazisty – kniaź, mnich, ze 150 postaci, cerkiew, świece, konie, armaty.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token