Numer 6(396)    Czerwiec 2018Numer 6(396)    Czerwiec 2018
fot.
Jedności nie da się wymusić
tłum. Ałła Matreńczyk
– Wasza Ekscelencjo, oświadczenie prezydenta o konieczności utworzenia jakiejś „jednej prawosławnej Cerkwi” wywołuje zdumienie i trwogę u wielomilionowej prawosławnej rzeszy wiernych Ukrainy. Wiemy, że w ciągu minionych lat z podobną inicjatywą zwracał się do Stambułu i Wiktor Juszczenko, i deputowani różnych partii…Wiadomo, że apele te nosiły nie tyle międzykonfesyjny, co polityczny charakter. I zawsze polityczni opiekunowie cerkiewnego porządku na Ukrainie otrzymywali w Stambule obietnice „wspólnych działań na rzecz uregulowania cerkiewnych podziałów”. Jak, waszym zdaniem, teraz wygląda sytuacja?
– Niedawne deklaracje Piotra Poroszenki są być może oparte na jakichś zapewnieniach ze Stambułu. Już nie po raz pierwszy w ciągu ostatnich dziesięcioleci obserwujemy, jak nasi politycy najpierw są uskrzydleni takimi zapewnieniami, a potem zaczynają odżegnywać się na samo wspomnienie cerkiewnej tematyki. Dlaczego? Dlatego, że politycy nie powinni zajmować się nieswoimi, mało dla nich zrozumiałymi, sprawami. To niepotrzebne. Przecież nic dobrego z tego nie wyszło. I po raz kolejny następują na te same grabie….
– Władyko, w oświadczeniach inicjatorów podobnych idei, polityków różnej rangi, argumenty z zewnątrz wyglądają bardzo szlachetnie – zjednoczyć prawosławnych w jedną lokalną Cerkiew…
– Cerkiew ma swoje prawo, zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne, głębokie, duchowne. Czasami nakłada się ono na powszednie zwykłe prawidłowości społecznego albo politycznego życia, ale nie jest tożsame. A politykom wydaje się, że oni wszystko w Cerkwi rozumieją, że mogą decydować według swoich szablonów, tak jak się do tego przyzwyczaili. Ale nic z tego nie wychodzi. Nasi politycy potrafią tylko tworzyć nowe raskoły, a nie je leczyć.
– Można wspomnieć inicjatywę Filareta w sprawie stworzenia Kijowskiej Cerkwi Prawosławnej – Kijowskiego Patriarchatu, kiedy zapewniał Leonida Krawczuka, że to nowe „cerkiewne dziecko” połączy pod jego omoforionem i Ukraińską Cerkiew Prawosławną, i Ukraińską Autokefaliczną Cerkiew Prawosławną i raskoł zostanie zlikwidowany. Ale raskoł tylko się pogłębił. Czyżby obecne władze tego nie rozumiały?
– W tym, że wszyscy bez wyjątku wysoko postawieni działacze UPC Kijowskiego Patriarchatu i Ukraińskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej podpisali nową „odezwę o autokefalii” nie ma nic nowego ani zaskakującego. Nie wiadomo, dlaczego prezydent tak się z tego cieszy. Przecież te struktury cały czas uważają się za autokefalistów. O co więc proszą Konstantynopol? O autokefalię? Nie. Oni i tak są „autokefalni”. Oni proszą o swoją legalizację i uznanie. Czy patriarcha Bartłomiej zdecyduje się na taki krok? Miejmy nadzieję, że nie. Przecież taka legalizacja nigdy nie zostanie przyjęta przez światowe prawosławie, a więc nie przyniesie pokoju, lecz nowe podziały. I patriarcha to doskonale rozumie.
– Ale jeśli hipotetycznie przyjąć, że patriarcha konstantynopolitański, wbrew kanonicznemu porządkowi prawosławnego świata, w jednostronnym porządku albo uzna, albo ponownie rukopołożyt ich „episkopat”, czym to grozi?
– Doprowadzi to do negatywnych skutków, zarówno w światowym, jak i ukraińskim prawosławiu. Powiedzmy kilka słów jedynie o ukraińskich następstwach takiego kroku. Poprzez taką legalizację zostanie ostatecznie przypieczętowany cerkiewny podział w naszym kraju. Teraz pytanie o ukraińskie raskoły jest otwarte i wcześniej czy później, jestem przekonany, że wszystkie zostaną uzdrowione w kanoniczny sposób. Jeżeli będą dwie równoległe kanoniczne prawosławne struktury w Ukrainie, to nigdy się nie zjednoczą. Żadna z nich nie będzie miała ku temu silnego bodźca. Popatrzcie na Cerkiew Prawosławną w Ameryce. Tam jest wiele kanonicznych narodowych Cerkwi prawosławnych i nikt nie myśli o zjednoczeniu. I Ukraina także ryzykuje, że nigdy nie osiągnie struktury jednej prawosławnej Cerkwi.
Niektórzy politycy rozumieją to od początku i mogą spróbować starać się poprzez siłowe metody nakłonić do takiej sztucznej jedności miliony niezgadzających się na to prawosławnych. Czym to się może zakończyć, dopowiedzcie sami. Prześladowaniami religijnymi na dużą skalę. Czy nasz naród, nasz kraj jest zainteresowany takim scenariuszem? Oczywiście, że nie. Nie chce się wierzyć, że prymitywna krótkowzroczność naszych polityków wyrządzi, być może nienaprawialną, szkodę naszemu społeczeństwu. Mam nadzieję, że Pan nie dopuści do takiego scenariusza dzięki modlitwom milionów prawosławnych ludzi, którzy stanowią duchowe jądro naszego narodu.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Na podstawie pravoslavie.ru
tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token