Numer 7(397)    Lipiec 2018Numer 7(397)    Lipiec 2018
fot.
Miało być bardzo źle
Anna Radziukiewicz
Redakcja: – W tym roku mija 80 lat od burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu. Żyją świadkowie tamtych wydarzeń?
Arcybiskup Abel: – Pojedynczy staruszkowie, którym albo pamięć zawodzi, albo byli zbyt małymi dziećmi, by cokolwiek zapamiętać.
– Z archiwalnych dokumenów wynika, że burzono cerkwie czynne.
– Oczywiście. Zgodnie z relacją ówczesnego metropolity Cerkwi w Polsce Dionizego, zburzono 50 funkcjonujących cerkwi. Burzono cerkwie także zbudowane w okresie międzywojennym, a w Sawinie tuż po kapitalnym remoncie przeprowadzonym wiosną 1938 roku, dofinansowanym przez starostwo powiatowe.
– Jak w ogóle doszło do tak haniebnego burzenia chrześcijańskich świątyń w chrześcijańskim kraju?
– To nie było przypadkowe działanie, lecz zaplanowana akcja, realizowana przez władze administracyjne i samorządowe. Już pod koniec 1936 roku powołano do tego celu Komitet Koordynacyjny przy Dowództwie Okręgu Korpusu nr II (Lublin), któremu przewodził gen. bryg. Mieczysław Smorawiński. Bezpośrednio akcją na Chełmszczyźnie kierowali dowódcy 3 Dywizji Piechoty Legionów z Zamościa – gen. bryg. Brunon Olbrycht, następnie płk. Marian Turkowski. Akcja polonizacyjno-rewindykacyjna miała dwa cele: konwersję prawosławnych na katolicyzm i polonizację Cerkwi.
– Żeby ogarnąć skalę oczyszczania z prawosławia Chełmszczyzny i Południowego Podlasia od 1938 roku do 1947, o jakich liczbach należałoby wspomnieć?
– W końcu międzywojnia na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu żyło około 250 tys. prawosławnych. Po zakończeniu drugiej wojny teren diecezji w latach 1944-1945 dotknęła akcja przesiedleńcza na wschodnią Radziecką Ukrainę, potem pozostałych autochtonów prawosławnych wysiedlono w ramach Akcji Wisła. Te dwie inicjatywy niemalże oczyściły z prawosławnych te ziemie. Ci co zostali, dosłownie jednostki, prawie nie mieli duchownych i wielu popadło w zwątpienie i rezygnację. Mimo wszystko, na tym pogorzelisku, w rozproszeniu, pozostali, może nieliczni, prawosławni, dzięki którym prawosławia nie udało się doszczętnie zlikwidować. To rysuje obraz wielkiej martyrologii prawosławnych na tych terenach.
– Czy cerkiew zostawiano, gdy prawosławni jakiejś wsi przechodzili na katolicyzm?
– Oczywiście, bo był już zrealizowany „plan misyjny”. Od połowy lat 20. władze administracyjne, przy zaangażowaniu siedleckiego rzymskokatolickiego biskupa Henryka Przeździeckiego, narzuciły prawosławnym projekt neounii. Kiedy godzili się na przyjęcie duchownego unickiego, dostawali zapewnienie, że cerkiew będzie czynna i nie dotknie ich żadna akcja rewindykacyjno-polonizacyjna. Gdy natomiast ludzie bronili swej wiary, burzono im i cerkwie, i nawet domy modlitwy, do których przenosili się po zburzeniu ich świątyni, oddając na sakralne cele i swoją posesję, i dom.
– To jak za czasów unickiego biskupa Jozefata Kuncewicza w Witebsku w latach 30. XVII wieku. Gdy zburzono cerkwie w grodzie, wznosili mieszczanie za miastem szałasy, w których się gromadzili na modlitwie. Ale i te burzono.
– Tak było.
– Ludzie buntowali się przeciw burzeniu cerkwi?
– To nie tyle był bunt, ile w pewnych miejscowościach silny opór. W Bublu Starym koło Białej Podlaskiej służył wielki obrońca prawosławia, o. Symeon Kamiński, niezłomny autorytet dla prawoslawnych. Jakich by tam nie używano nacisków, podchodów, misji, on trwał w prawosławiu, a razem z nim parafianie. W Chmielku koło Biłgoraja pobito obrońców cerkwi, osadzono w areszcie i nałożono na nich grzywnę.
– Znane jest zachowanie o. Nikona Potapczuka w Kostomłotach.
– O roku 1938 w Kostomłotach wiele razy słyszałem od o. Nikona dramatyczne wspomnienia o burzeniu tamtejszej domowej cerkwi. Gdy do wsi przyszli oprawcy, na czele ze starostą i wójtem, zabrano się za burzenie domu modlitwy św. Mikołaja. Rozebrany ikonostas położono na furmankę. Na prestole zostały Święte Dary. Zmuszano o. Mikołaja (świeckie imię archimandryty Nikona), by zabrał tę wielką relikwię. Odmówił. Wtedy starosta z wojskowymi przeniósł pokrywało i Dary na furmankę. Położył na ikonostas. Ojcu Nikonowi, ówczesnemu psalmiście, kazano siąść na furmankę i wieźć wszystko na stację kolejową do Terespola. Odmówił. Wtedy przywiązano go do wozu. Konia popędzono, a on biegł za furmanką. Padał, wleczono go, wstawał. Był tak poraniony, że blizny na ciele nosił do końca życia.
– Czy odnotowano w okresie międzywojennym akty nielojalności prawosławnych wobec państwa?
– Prawosławni byli zawsze pokorni, a swój protest wobec burzenia cerkwi wyrażali łzami i modlitwą.
– I postem.
– Tak, do postu i modlitwy nawoływało memorandum – orędzie wydane w połowie lipca 1938 roku przez Święty Synod Biskupów naszej Cerkwi.
– Znane są reakcje innych autokefalicznych Cerkwi na akcję 1938 roku?
– Patriarcha rumuńskiej Cerkwi Miron, wtedy w randze premiera rządu, na znak protestu oddał wszystkie nagrody i odznaczenia, które otrzymał od polskiego rządu, gdy składał w naszym kraju wizyty. Było przesłanie rządu Japonii do rządu polskiego, reagujące na tę akcję, ale jego tekstu jak na razie nie znaleźliśmy. Znany publicysta, redaktor naczelny „Słowa Wileńskiego”, Stanisław Cat-Mackiewicz, oficjalnie występował w obronie prawosławnych, a jego brat, Józef Mackiewicz, na znak protestu przeciwko polityce państwa w 1938 roku przyjął prawosławie i do lat 70., do śmierci, był wiernym parafii prawosławnej w Monachium. Konsternacja, oburzenie i ból panowały w niektórych środowiskach polskich i katolickich. Znane jest stanowisko prof. Tadeusza Chrzanowskiego, znanego krakowskiego historyka sztuki, zaś prof. Andrzej Chojnowski stwierdził w jednym ze swoich artykułów, że akcja władz wywołała na tych terenach atmosferę wojny religijnej.
– Kurs był wyznaczony i interwencje niewiele pomagały, nawet skargi do Ligi Narodów.
– Gdy nie ma silnej opozycji, trudno przebić się ze swoimi racjami.
– Jak reagowali katolicy we wsiach, w których mieszkali obok siebie prawosławni i katolicy?
– To zależało od katolickich duchownych. Przyjechała na przykład ekipa do burzenia pięknej, nowej jeszcze, bo z początku XX wieku, murowanej cerkwi w Sławatyczach nad Bugiem. A rzymskokatolicki ksiądz powiedział: „Najpierw zacznijcie od burzenia kościoła”. Odstąpili. Znane jest zajście w Szczebrzeszynie, kiedy oprawcy przyjechali do rozbiórki najstarszej cerkwi Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny, ordynat Murycy hr. Zamoyski nie dopuścił do tego barbarzyństwa.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token