Numer 7(397)    Lipiec 2018Numer 7(397)    Lipiec 2018
fot.
W prasie wobec burzenia
Anna Radziukiewicz
Konserwatyści z reguły nieufnie odnosili się do prawosławia, które postrzegali jako mniej wartościowe w porównaniu z rzymskim katolicyzmem, uważali, że łacińscy katolicy są bardziej lojalni wobec państwa polskiego niż prawosławni i że najlepszym rozwiązaniem dla Polski jest przejście prawosławnych na rzymski katolicyzm.
Ale różnili się co do sposobu osiągnięcia celu. Jedni chcieli go zrealizować natychmiast, czyli włączając gwałt, przymus i represje. Ale byli i tacy – tu prym wiódł Stanisław Cat-Mackiewicz – którzy uważali, że trzeba cierpliwie czekać na polonizację i latynizację prawosławnych, że gwałt dołoży młodej Polsce problemów. Ale że Polska powinna być katolicka, z tym zgadzali się wszyscy.
Stanisław Cat-Mackiewicz uważał się za jedynego polskiego publicystę, który głosił, że państwo powinno roztoczyć opiekę nad Cerkwią. Ale jego głos nie był słyszalny. Dbała o to cenzura. W latach 30. zdjęła z „Czasu” kilkanaście artykułów na ten temat.
Obrona Cerkwi przez Mackiewicza nie wynikała z sympatii do prawosławia – pisze Włodzimierz Mich. Traktował ją instrumentalnie. Uważał, że Polska powinna przeć na Wschód, odbudowywać imperium. I w tym procesie Cerkiew może być potrzebna. Bo jeśli Polska będzie rozbijać Związek Radziecki i zajmować jego terytoria, zamieszkiwane przez prawosławnych, to musi być dla tej ludności wiarygodna. Nie może iść do Białorusinów czy Ukraińców ze sztandarami niszczenia prawosławia. Dlatego już w 1936 roku pisał: „Oczywiście, że lepiej by było, aby wszyscy mieszkańcy Polski przyjęli katolicyzm i wyrzekli się prawosławia, ale tego na razie zrobić się nie da i nie trzeba stwarzać sytuacji, którą każdy prawosławny odczuje jako prześladowanie jego wiary. Po co nam to, na co nam to potrzebne! Mało mamy wewnętrznych kłopotów?”.
Konserwatyści widzieli Cerkiew jako konkurentkę Kościoła rzymskokatolickiego. Opowiadali się za szerzeniem katolicyzmu, siłą rzeczy za ograniczonym oddziaływaniem Cerkwi. Dlatego uważali, że powinna nastąpić rewindykacja świątyń katolickich i unickich, przejętych przez Cerkiew podczas zaborów. Akcji burzenia cerkwi towarzyszyło sprowadzenie do Polski ciała łacińskiego świętego Andrzeja Boboli. Klafkowski pisał wtedy, że powinno nastąpić zjednoczenie chrześcijan, czyli prawosławni powinni uznać zwierzchnictwo papieża, ponieważ prawosławie jest „serdecznie mało polskie”. Poza tym zauważył, że jego zdaniem Kościół katolicki nie uprawia na Kresach propagandy, a jedynie naucza. Tymczasem „natrętna propaganda prawosławia wchodzi dość daleko poza swe dotychczasowe ośrodki, wciska się nawet w zbiorowiska katolickie obrządku greckiego”.
6 lipca 1938 roku odbyła się debata sejmowa na temat burzenia cerkwi. Co pisano na jej temat? „Czas” relacjonował, ale nie komentował. Zacytował wystąpienie posła Marcina Wołkowa z Wołyńskiego Zjednoczenia Ukraińskiego. Ten mówił, że na Chełmszczyźnie „istnieją oddziały burzenia świątyń, które w ciągu jednego dnia burzą cerkwie kilkusetletnie”. Pozostałe pisma nie podniosły wątku albo komentowały go zdawkowo i ogólnikowo, na przykład „Słowo” o debacie: „Wykazała ona raz jeszcze, jak drażliwe są u nas kwestie wyznaniowe i narodowościowe. Jak łatwo doprowadzić w nich do ostrych sporów, jak łatwo rozbudzić namiętności i wywołać reakcje uczuciowe”. I przekonywano, że wystąpienia posłów ukraińskich „wniosły do dyskusji niepotrzebne momenty drażniące”. Rzecz dotyczyła głównie posła Stefana Barana, który mówił o prześladowaniu prawosławia. Chwalono natomiast przemówienie posła Emeryka Hutten-Czapskiego, który zmienił ton dyskusji na poważny.
Alfons Klafkowski w „Poznańskim Dzienniku” poparł akcję rewindykacji cerkwi, twierdząc że jest ona aktem sprawiedliwości, jako że jedynie odwraca skutki działań zaborców. Pisał o jej znaczeniu dla polonizacji Kresów, dowodząc: „Na Kresach Polak i katolik są synonimami”. Krytykował uporczywe trzymanie się kalendarza juliańskiego, „podrzucanego przez rusyfikatorów”, mimo że w Polsce obowiązuje kalendarz gregoriański. Pisał: „Prawosławie w Polsce ma być polskie. Polski ma być duch cerkiewny, polska hierarchia prawosławna i polski w tej cerkwi język, oczywiście z wyłączeniem staro-cerkiewno-słowiańskiej liturgii”. Taką politykę realizuje na Polesiu wojewoda Wacław Kostek-Biernacki, „ale już w czterech pozostałych diecezjach prawosławnych jest gorzej, a na Wołyniu i Chełmszczyźnie jest już nawet źle”.
Mackiewicz polemizował: „Wszystko to nie ma sensu. Polska ma dość kłopotów społecznych i narodowościowych – dość tych kwestii żydowskich, niemieckich, ukraińskich, aby wszczynać jeszcze wojnę religijną. Można by powiedzieć, że te ataki na Cerkiew prawosławną inspirowane są przez żydów, celem odwrócenia uwagi od spiesznego załatwienia kwestii żydowskiej”.
Mackiewicz uważał, że trzeba poczekać z pięćdziesiąt lat, zamiast sztucznie przyspieszać proces, aż prawosławie samo się spolonizuje.
Klafkowski odpowiadał, że nie ma sensu czekać na żadną ewolucję, bo to będzie oznaczać brak sprzeciwu wobec zła.
Polskie władze zabiegały o to, by skutecznie zapobiec upowszechnianiu informacji na temat przebiegu burzenia cerkwi. Skonfiskowały nawet orędzie Soboru Biskupów Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego z 16 lipca 1938 roku, z powodu „tendencyjnego i nieodpowiadającego faktycznemu stanowi rzeczy oświetlenia w tym orędziu sprawy likwidacji zbędnych obiektów prawosławnych na terenie niektórych powiatów woj. lubelskiego” (Polska Agencja Telegraficzna).
Klafkowski opowiedział się za konfiskatą orędzia, ponieważ w nim „duchowieństwo prawosławne przekroczyło ramy elementarnej przyzwoitości wobec Państwa, z którego kas bierze uposażenie”. Pisanie o likwidacji świątyń uznał za przejaw złej woli prawosławnych biskupów.
Zupełnie inne stanowisko wobec polityki rządu zajął Mackiewicz. Ale nie mógł go ujawnić. Polskie władze dość swobodnie decydowały o tym, jakie opinie i informacje mogą być publikowane. Te o burzeniu cerkwi były zdejmowane z łamów. Nie docierały więc ani do współczesnych czytelników, ani potomnych. Wyjątkiem jest pierwszy i najważniejszy artykuł Mackiewicza na ten temat, „Dzieci na semaforach i zwrotnicach”, który miał być opublikowany w sobotę 30 lipca 1938 roku, ale po skonfiskowaniu go ukazał się w druku dopiero w 1988. Autor podał w nim, że w czerwcu i lipcu zburzono na terenie wschodnich powiatów województwa lubelskiego 114 cerkwi i domów modlitwy. Wśród nich były świątynie zbudowane w latach 30. Nie były więc to obiekty należące wcześniej do unitów.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
Na podst. Włodzimierz Mich, Prasa konserwatywna wobec akcji burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu w 1938 roku, w: Akcja burzenia cerkwi nba Chelmszczyźnie i Południowym Podlasiu, Chełm 2009

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token