Numer 7(397)    Lipiec 2018Numer 7(397)    Lipiec 2018
fot.
Z pomocą wojska
Dorota Wysocka
W tej sytuacji najlepszym realizatorem wypływających z takich założeń działań wydawało się wojsko. Jego udziałowi w akcji rewindykacyjno-polonizacyjnej we wschodnich i południowych powiatach województwa lubelskiego w latach 1937-1939 przyjrzał się prof. Jan Kęsik, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego. Swoje ustalenia przedstawił w artykule zamieszczonym w 2014 roku w Kwartalniku Historycznym, najstarszym polskim periodyku naukowym, poświęconym historii, wydawanym przez Polską Akademię Nauk.
Profesor analizował archiwalne dokumenty, przede wszystkim wojskowe, dostępną literaturę, starając się dostrzegać racje skonfliktowanych stron i zachować chłód obiektywnego badacza.
Wszystkie decyzje – zauważył na wstępie – były częścią programu polityki narodowościowej wobec mniejszości ukraińskiej, nie zaś Cerkwi prawosławnej jako takiej. Czemu zatem represje nie skierowały się także wobec Cerkwi unickiej, która przybrała charakter ukraińskiego Kościoła narodowego, a jej duchowni w swoich wystąpieniach wprost atakowali państwo i jego struktury? Bo chociaż ukraiński, był to Kościół katolicki, stał za nim Watykan, który na żadne uszczuplenie swego majątku się nie godził. Owszem, duchowni uniccy bywali zatrzymywani, odwoływani z parafii, ale parafii nie zamykano, a na ich miejsce natychmiast przychodzili następni, nieraz jeszcze radykalniejsi w postawach wobec władz państwowych. Zatem to Cerkiew prawosławną, powtórzę, której hierarchowie postępowali z daleko posuniętą ostrożnością, starając się unikać wszelkich zadrażnień, zidentyfikowano jako głównego wroga i wzięto na cel.
W działaniach wojska wobec prawosławnych podstawową rolę odegrał Komitet Koordynacyjny przy Dowództwie Okręgu II w Lublinie, któremu podlegały komitety powiatowe i gminne, a także lokalne oddziały Towarzystwa Rozwoju Ziem Wschodnich, powołanej w 1935 roku organizacji społecznej o szczytnych celach działania, mającej służyć przede wszystkim postępowi gospodarczemu i kulturalnemu tak zwanych województw kresowych, by przyspieszyć ich awans cywilizacyjny, zrównać pod tym względem z ziemiami Polski centralnej i zachodniej. Do TRZW należeli przedstawiciele polskiej inteligencji, ziemianie, zamożni rolnicy, duchowni rzymskokatoliccy.
W regulaminie Komitetu Koordynacyjnego zaznaczono, że ma on „wzmóc, uporządkować i skoordynować, a przez to skuteczniejszymi uczynić wysiłki społeczeństwa, zmierzające do podniesienia potęgi militarnej i gotowości wojennej państwa”. Wymagało to konsolidacji społeczeństwa wokół zadań rewindykacyjnych, gdyż – jak głoszono – wszystko co polskie ma do Polski wrócić.
Realizacja akcji rewindykacyjno-polonizacyjnej powierzona została stacjonującej na tym terenie 3 Dywizji Piechoty Legionów. Dowodził nią generał Brunon Olbrycht, a od 21 maja 1938 roku pułkownik Marian Turkowski.
Dowódca dywizji nakazywał, aby powiatowi kierownicy akcji polonizacyjnej przeprowadzili dokładną analizę sytuacji narodowościowej na swoim terenie, z danymi o strukturze narodowościowej i wyznaniowej każdej wsi oraz granicach parafii prawosławnych. Chodziło też o ustalenie, w których miejscowościach znajdują się nieoficjalne (nieetatowe) parafie i nieczynne cerkwie, a nawet z jakiego materiału zostały wykonane, co pozwala domniemywać, że już wtedy wojsko brało pod uwagę ich rozbiórkę.
W kolejnej instrukcji zobowiązywał, aby Komitety Koordynacyjne konsolidowały polskie organizacje społeczne wokół działań polonizacyjnych. Szczególną rolę do odegrania miało TRZW, traktowane jako narzędzie realizacji planów wojska.
W niedatowanych i niepodpisanych „Podstawowych wytycznych do polonizacji Chełmszczyzny”, powstałych przed połową maja 1938 roku, a zachowanych w zespole akt 3 DPL, znalazły się już o wiele bardziej zdecydowane propozycje polonizacji. Od duchownych prawosławnych wymagano zatem całkowitego podporządkowania się akcji polonizacyjnej, a jakiekolwiek podejrzenia o wspieranie ukraińskiej działalności narodowej miały być zwalczane „wszelkimi sposobami”. Ważną rolę wyznaczono duchowieństwu katolickiemu. Winno ono, między innymi, wciągać na lekcje religii rzymskokatolickiej dzieci prawosławne, a zmieniających wyznanie zwalniać z opłat z tytułu chrztu, ślubu czy pogrzebu.
Czynnikom wojskowym szczególnie zależało, aby tego rodzaju działania miały przynajmniej pozory wsparcia ze strony miejscowego społeczeństwa polskiego. W związku z tym instruowano: „a) organizować akcję społeczną przeciw kazaniom prawosławnym i nauce religii oraz posługiwaniu się przez popów innym językiem jak język polski. Powinność tę dokonywać w formie publicznych zbiorowych wystąpień i deklaracji. b) Na terenach o obojętności religijnej popierać uchwały o likwidacji cerkwi nieczynnych. c) Zwalczać małżeństwa mieszane, o ile nie są zawierane w kościele rzymskokatolickim”.
Konkretne działania poprzedzały zebrania organizacji społecznych, kombatanckich, paramilitarnych oraz ugrupowań politycznych, na których podejmowane miały być rezolucje domagające się od władz państwowych reakcji na zaangażowanie duchowieństwa prawosławnego w ukraińską działalność narodową. Zgodnie z instrukcją każde należało rozpocząć odśpiewaniem hymnu narodowego, a zakończyć pierwszą zwrotką Roty.
Gen. Olbrycht sformułował jedenaście postulatów, od których spełnienia zależeć miało, „czy wschodnie części województwa lubelskiego zostaną polskie, czy też ukraińskie”.
Postulował między innymi natychmiastowe rozebranie lub przekazanie katolikom 54 zamkniętych dotąd cerkwi. Pomysł rozbiórki nieczynnych cerkwi oczywiście pojawiał się już wcześniej, ale dopiero od tego momentu zaczęto mówić o konkretnych liczbach. Równocześnie powołanych miało zostać 38 nowych parafii rzymskokatolickich oraz trzy nowe klasztory – reformatów w Chełmie, franciszkanów w Soli i jedno zgromadzenie w powiecie hrubieszowskim.
Datę rozpoczęcia zmasowanej aktywności oraz samych rozbiórek wybrano nieprzypadkowo. Dobiegały właśnie końca, toczone od wielu lat, rozmowy na temat statusu prawnego Cerkwi w Polsce. Metropolita Dionizy wspierał, a nawet inspirował działania, których celem było usankcjonowanie, wbrew miejscowym władzom, działania nieetatowych parafii. Liczył, że taktyka faktów dokonanych ułatwi ich zalegalizowanie. I rzeczywiście w ramach mieszanej komisji rządowo-cerkiewnej uzgodniono legalizację większości z nich.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Dorota Wysocka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token