Numer 8(398)    Sierpień 2018Numer 8(398)    Sierpień 2018
fot.Anna Radziukiewicz
Wszystko w ręku Boga
Anna Radziukiewicz
– Władyko, przed chwilą rozmawialiście z przewodniczącą Bractwa Młodzieży Prawosławnej. Sami przez osiemnaście lat byliście duchowym opiekunem Bractwa. Z młodzieżą macie kontakt jako wykładowca Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Nasza młodzież się zmienia? Europeizuje?
Arcybiskup Jakub: – Sięgnę gdzieś do roku 1989, czyli zmian politycznych, a wraz z nimi pojawienia się nowych możliwości pracy z młodzieżą w Cerkwi. Młodzież przyjmowała zmiany z zapałem, lgnęła do Cerkwi i przycerkiewnej działalności. Minęło około trzydziestu lat i zmieniły się relacje między ludźmi, mentalność naszej młodzieży, myślę, że głównie pod wpływem zmian technologicznych i wzorców płynących z Zachodu, w szczególności materialistycznego podejścia do życia. Niestety, Zachód wciąż jawi się jako wzór do naśladowania. Żyjąc w dobrobycie i opacznie pojmując wolność, człowiek uważa, że ma wszystko i Bóg nie jest mu potrzebny. A nawet przeszkadza, ponieważ ogranicza jego wolność. A brak konieczności modlitwy prowadzi do obojętności i biernego ateizmu. Ciekawe jest to, o czym pisze o. Paweł Evodokimov, że teraz ateizm jest inny – nie jest buntowniczy, wojujący, narzucany. Nikt do niego nie zmusza. Jest bierny.
– I takiemu ulega młodzież? Także nasza?
– Tak. Ulega wewnętrznym procesom, najpierw nudzie, obojętności, które prowadzą do duchowej śmierci człowieka.
– Ateizm nie zawsze jest bierny i indywidualny. Bywa narzucany. Na nowym osiedlu, zamieszkałym przez młodych, słyszę, jak ciszę niedzielnego przedpołudnia rozrywają kosiarki albo stukot młota o kładziony w ogródku bruk.
– Niestety tak jest. Nawet za czasów komunistycznych społeczeństwo bardziej szanowało ten dzień, modlitwy a nie pracy.
– Czy młodzi nie tracą kontaktów między sobą? Na przerwie w ogólniaku w Hajnówce nie widziałam społeczności, tylko jakiś zbiór indywiduów, podłączonych do swojej komórki.
– Młodzież mamy dobrą. Ale możliwości technologiczne, wbrew ich woli, zmieniają ich podejście do życia i kontaktów z innymi. A przecież bez właściwych, bezpośrednich relacji z drugą osobą nie zbudujemy relacji z Bogiem. Bo kto miłuje bliźniego, ten miłuje i Boga. Kto bliźniego nienawidzi, a mówi, że miłuje Boga, ten jest kłamcą – tak mówi apostoł Jan. Najpierw więc trzeba nauczyć się kochać bliźniego.
– Chcą się młodzi spotykać ze sobą?
– Bólem młodzieży z zarządu Bractwa jest to, że ich rówieśnicy praktycznie nie interesują się nawet integracyjnymi spotkaniami, kiedy wszystko jest zorganizowane włącznie z dojazdem.
– A jak jest z Grabarką majową, jak zwykło się określać pielgrzymkę młodzieży na Świętą Górę?
– Obserwuję ją od dwudziestu lat. Kiedyś przyjeżdżało więcej młodzieży, wśród niej takiej, która tu szukała rozrywki i potrzebowała „opieki” policji albo firmy ochraniarskiej. Teraz przyjeżdżają ci, którzy potrzebują modlitwy i szukają rozmowy. I nie potrzebują towarzystwa służb mundurowych. Ale takich jest mniej. Poza tym, młodzi szukają teraz wygody – łóżka, prysznica, łazienki, a tego pod namiotami na pielgrzymce nie ma. Często więc bywa, że przyjeżdżają samochodami na jeden dzień albo kilka godzin i wracają do domowych wygód. Nie chcą uczestniczyć, w ich pojęciu, w szkole przetrwania. Ale z praktyki też wiem, że zaangażowanie młodzieży w działalność Bractwa ma trochę charakter sinusoidalny. Zawsze po małym spadku przychodzi ożywienie.
– Wśród młodych ludzi obserwujemy teraz plagę rozwodów. Po wystawnym, nieraz olśniewającym weselu, zaraz rozwód. Dotyczy to już statystycznie co trzeciego związku.
– Po zawarciu związku małżeńskiego dochodzą obowiązki i problemy. Wkracza nuda. Jeśli człowiek wie, że małżeństwo ma znaczenie dla wieczności, będzie robił wszystko, żeby trwało. Będzie unikał tematów, które drażnią małżonka, wiedząc że przecież trzeba przeżyć życie razem do końca, będzie mu służyć – bo małżeństwo powinno być służbą drugiemu człowiekowi. Ale teraz stawia się problem – dlaczego ja mam z nim czy z nią żyć, jeśli ten związek mi nie odpowiada. Na pierwszym miejscu stawiam moje prawa, a nie – jak mówi św. Jan Złotousty – wzajemną pomoc małżonków w osiągnięciu Królestwa Bożego. I w takim związku stawia się na swoim, drąży się temat, który boli małżonka, a w konsekwencji wygasa miłość.
– Nie dając szansy na rozwój przyjaźni.
– Profesor Jerzy Kopania, filozof, miał ciekawy wykład na temat praw człowieka. Tragedią się stało, stwierdził, że zaczęto mówić jedynie o prawach, a zapomniano o obowiązkach. Skupianie się na prawach prowadzi do rozpadu małżeństwa i całego społeczeństwa. Brak obowiązków wobec żony, męża, brata, ojca, matki, dziadków, wnuków, prowadzi do tego, że obok siebie zaczynają żyć obce sobie osoby, z wybujałymi pretensjami wobec własnych praw.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

fot. Anna Radziukiewicz


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token