Numer 8(398)    Sierpień 2018Numer 8(398)    Sierpień 2018
fot.Anna Radziukiewicz
O batiuszce który ma we Francji swoją ulicę
Olivier Clement
A urodził się z dala od nadbużańskiej ziemi, w Sankt Petersburgu, w pobożnej rodzinie Trochima i Paraskiewy z domu Biełow, w 1902 roku. Był najstarszym z trojga dzieci, siostra Antonina zmarła w wieku 21 lat, z młodszą Olgą nie rozstawał się aż do śmierci.
Dom był dostatni i ciepły, pełen książek – papa Trochim Chrol, urodzony w Parośli, absolwent studiów w Petersburgu, zajmował wysokie stanowisko w Państwowej Fabryce Banknotów.
Leonid był dzieckiem chorowitym, ale wszechstronnie uzdolnionym. Także muzycznie, wcześnie zaczął komponować, a w wieku dwunastu lat występował już z pianistycznymi koncertami dla żołnierzy, rannych na froncie pruskim. Uczył się doskonale. Rewolucja październikowa przerywa jego edukację w gimnazjum, burzy spokojne życie całej rodziny. Następuje ewakuacja urzędów, także mennicy. Razem z nią ewakuują się i Chrolowie. Cały majątek pozostaje w Petersburgu, Leonid zabiera ze sobą tylko dwie książki: „Życie Fryderyka Nietzschego” Daniela Halevy i „Życie Chrystusa” Ernesta Renana. Nietzschem będzie fascynować się dopóty, dopóki w wieku dwudziestu dwóch lat na nowo nie odkryje Boga. Rodzina dociera nad Morze Czarne i opuszcza Rosję jednym z ostatnich statków. Czeka ją znany emigracyjny szlak – Konstantynopol, Serbia, Bułgaria. I co dalej? Trochim Chrol decyduje się na powrót do Parośli, w granicach odrodzonej Polski. W rodzinnym domu mieszka brat Adam z żoną i pięciorgiem dzieci, gospodarzą na dziewięciu morgach. Chrolowie zatrzymują się w monasterze w Jabłecznej, bywali tu przed rewolucją, a Trochim edukację rozpoczynał w zbudowanej na monasterskiej ziemi cerkiewno-parafialnej szkole drugiego stopnia. Jest 15 grudnia 1921 roku.
Minęły czasy, gdy w monasterze w Jabłecznej modliło się i pracowało osiemdziesięciu mnichów, gdy monaster posiadał 1300 ha ziemi (z czego 70 proc. stanowiły lasy), a mnich Agapit, lekarz z zawodu, przyjmował, wypisując bezpłatne recepty, 1760 pacjentów rocznie, monasterska kuchnia wydawała 4500 obiadów dla najuboższych, a we wszystkich monasterskich szkołach uczyło się ponad czterystu uczniów…
Teraz w zniszczonym monasterze jest tylko dwóch mnichów – archimandryta Sergiusz (Korolow), który został monasterskim namiestnikiem jeszcze przed rewolucją i szczęśliwie powrócił z bieżeństwa, oraz o. Iow Dyczko.
Pojawienie się rodziny Chrolów w monasterze św. Onufrego nie uchodzi uwadze polskich służb specjalnych. „Trochim Chrol, s. Franciszka i Marty, ur. w 1872 roku w Parośli, były sekretarz rosyjskiej państwowej fabryki banknotów, przebywa w klasztorze w Jabłecznej od 15 grudnia 1921 roku w charakterze gościa”, donoszą w raporcie z 1922 roku.
Gdy powstaje ten raport, archimandryta Sergiusz jest już władyką – jego chirotonia na biskupa bialskiego, wikariusza chełmskiej diecezji, odbyła się 4 kwietnia. Rok później władyki nie było już w Polsce, w związku z jego sprzeciwem wobec autokefalii władze zmusiły go do wyjazdu do Czech.
Tymczasem Chrolowie pozostają w Jabłecznej. Zdolny i bystry Leonid zwraca uwagę biskupa Antoniego (Matczenko), który przyjeżdża do Jabłecznej. Zabiera młodzieńca ze sobą do Krzemieńca. Leonid jest jego kielejnikiem, a jednocześnie rozpoczyna naukę w tamtejszym seminarium, jednym z dwóch, które funkcjonują w odrodzonej Polsce.
W 1924 roku musi nagle wrócić do Jabłecznej – stan matki Paraskiewy gwałtownie się pogarsza, syn jest przy jej śmierci. Wieczorem po pogrzebie wyjeżdża do Pragi – także biskup Sergiusz pamięta o zdolnym Leonidzie. Władyka pozostaje w jurysdykcji dobrze sobie znanego metropolity Eulogiusza, najpierw jako proboszcz cerkwi w Pradze, potem jako jego wikariusz na Austrię i Węgry.
Biskup Sergiusz wynajmuje pokój w mieszkaniu „teticzki Frantiszki”, emerytowanej chórzystki Teatru Wielkiego. Pokój ten, z dużym stołem pośrodku i fotografiami jabłeczyńskiego i leśniańskiego monasterów na ścianach, jest jednocześnie gabinetem i sypialnią. W każdy czwartek władyka organizuje dni otwarte – na stole nie przestaje kipieć pękaty samowar, wokół niego stoją spodeczki z własnoręcznie usmażonymi konfiturami. Drzwi się nie zamykają, potrafi przyjść ponad sto osób… Biskup Sergiusz nigdy nie był krasomówcą, ale potrafił jednoczyć ludzi – znanych i nieznanych, wykształconych i prostych, bogatych i biednych, „prawych i lewych”, w dojrzałym wieku i studentów…
Nieraz zaglądał tam pewnie i Leonid. Chłopak kończy w Pradze gimnazjum rosyjskie ze złotym medalem. Zaczyna studiować filologię. Nie zapomina ani o grze na pianinie, ani o komponowaniu – wydaje się, że rozpoczęcie drugiego kierunku studiów to tylko kwestia czasu.
Tymczasem w rodzinie zachodzą duże zmiany. W 1925 roku papa Trochim przyjmuje święcenia kapłańskie, służy w Sławatyczach i Domaczewie. Wydaje się, że życie powoli się stabilizuje. Niestety, półtora roku później umiera córka Antonina, potem o. Trochim.
A tak cieszył się przed śmiercią, że Leonid wyjechał do Paryża, na studia w założonym przez rosyjskich emigrantów Prawosławnym Instytucie Teologicznym św. Sergiusza.
Instytut boryka się z wieloma problemami, ale skupia gigantów ducha i intelektu. Wykładowcami są o. Sergiusz Bułgakow, o. Gieorgij Fłorowski, Wasilij Zieńkowski, Siergiej Biezobrazow, Anton Kartaszow, Lew Zander, także metropolita Eulogiusz, były biskup chełmski, który tu, nad Sekwaną, przyniósł nie tylko tradycję, ale rozniecił życie cerkiewne w Europie Zachodniej.
Młody Leonid zaprzyjaźnia się z o. Sergiuszem Bułgakowem („powinienem zostać jego następcą na uczelni, ale sprawy przybrały inny obrót”, przyzna po latach) i Lwem Gilletem.
Gdy w 1930 roku kończy studia, mieszka już z siostrą Olgą, której udało się do niego dołączyć, malarką i dekoratorką, w malutkim mieszkanku na strychu, w domu Ignatiewych w St. Cloud.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego) 

Olivier Clement
Ałła Matreńczyk
fot. archiwum rodziny

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token