Numer 8(398)    Sierpień 2018Numer 8(398)    Sierpień 2018
fot.Anna Radziukiewicz
I ty przejdziesz do innego świata
Aleksy Kordiukiewicz
"Żegnaj, siostro! Niech Pan błogosławi koniec twój i drogę twoją po twoim końcu. Przecież nie umrzesz. Ciało umrze, a ty przejdziesz do innego świata, żywa, pamiętająca siebie i poznająca cały otaczający świat. Tam spotkają cię tata i mama, bracia i siostry. Pokłoń się im, przekaż im nasze pozdrowienia i poproś o pieczę nad nami. Otoczą ciebie twoje dzieci ze swoimi radosnymi pozdrowieniami. Będzie ci tam lepiej, niż tutaj. Zatem nie bój się, widząc przybliżającą się śmierć. Będzie ona drzwiami do lepszego życia. Twój Anioł Stróż przyjmie duszę twoją i poprowadzi ją drogami, jakimi Bóg pozwoli. Grzechy będą przychodzić – kajaj się we wszystkich i bądź silnej wiary, że Pan i Zbawiciel zaciera wszystkie grzechy kajających się grzeszników. Zatarte są i twoje, jeśli pokajałaś się. Tę wiarę jak najżywiej przywróć w sobie i bądź z nią razem. Niech Pan daruje ci spokojny koniec! Któregoś dnia i my będziemy z tobą. Zatem nie martw się o pozostających. Żegnaj, Pan z tobą”.
To słowa świętego Teofana Zatwornika (Pustelnika) z listu do jego umierającej siostry.
Tydzień po udanej operacji, podczas miesięcznego pobytu w szpitalu, stan mego Ojca zaczął gwałtownie się pogarszać. Gdy Tata leżał podłączony do respiratora, niedługo przed jego śmiercią przyszedł lekarz i powiedział, żebyśmy nie dali się zwieść wynikom widocznym na monitorach. To ułuda, wynikająca z chwilowego działania silnych leków. Tak naprawdę wyniki drastycznie się pogarszają, a organizm wkrótce przestanie reagować na chemię. Zaraz po tej rozmowie z lekarzem opowiedziałem Tacie o liście świętego Teofana Zatwornika. Powiedziałem, że przejdzie do innego świata, że będzie wszystko pamiętał i tam spotka się ze swoimi rodzicami, którzy już na niego czekają, spotka się z Lonią (starszym bratem, który zginął jako młody chłopak na wojnie i pozostała po nim tylko fotografia na dołguju i dobruju pamiat’), z Zoją (siostrą bliźniaczką), z Iwanem (młodszym bratem) i z innymi. Poprosiłem o opiekę nad nami...
Nie wiem, ile z moich słów dodarło do Taty świadomie, ile podświadomie. Nie wiem, na ile te słowa ułatwiły mu rozstanie się z tym światem. Chociaż już wcześniej zdał się na wolę Bożą i chyba nie bał się śmierci: da budiet wola Twoja... Wiem tylko, że przed śmiercią trzykrotnie uścisnął moją córkę, a swoją wnuczkę za rękę. Wnuczkę, która nieco wcześniej pytała, czy Dziadek słyszy, co do niego mówimy. Podobno słuch u ludzi umierających wyłącza się najpóźniej ze wszystkich zmysłów...
Byliśmy przy nim do ostatniego uderzenia serca, które najpierw z godziny na godzinę robiło się coraz słabsze, a podczas ostatniej minuty coraz wolniejsze i wolniejsze. Aż w końcu przestało bić.
Stojąc jak wryty obok łóżka zobaczyłem na kardiomonitorze techniczny obraz śmierci bardzo bliskiego człowieka. Niesamowite wrażenie dla inżyniera elektronika, dla którego przebiegi i charakterystyki to rzecz elementarna.
Najważniejsze jednak, że Tata nie umierał w samotności. Myślę, że cieszyła i uspokajała go nasza obecność. Umierający nie chce – jak twierdzą mądrzy ludzie – pozostawać sam. Chociaż czasami bywa, że przed ostatnią minutą niektórzy proszą wszystkich o oddalenie się, to i tak nie należy pozostawiać w samotności umierającego. Nie należy smucić go rozmową o przedśmiertnej walce, a podczas ostatnich chwil – wstrząsać, niepokoić pytaniami, wspominać mu o bliskich, których zostawia. Nie należy też głośno płakać czy rozpaczliwie wzdychać. To z jednej strony. A z drugiej nie należy uciekać od umierających, bo przecież i sami któregoś dnia umrzemy!
Ojciec Sergiusz Bułgakow w książce „Życie za grobem” pisze, że śmierć człowieka jest tylko dopustem Bożym. Dojrzewa w nim przez całe życie, następuje jednak wtedy, gdy nadejdzie jej godzina. Śmierć, choć naturalna w swej zgodności z prawami przyrody, jest przeciwna naturze, weszła bowiem w świat przez grzech. Z tym związany jest nieprzezwyciężony lęk przed śmiercią, nieodłącznie przypisany ludzkiemu jestestwu. Lęk ten nieobcy był nawet Chrystusowi: smutna jest moja dusza aż do śmierci (Mt 26,38), Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mk 15,34). Skrajny smutek śmiertelny, uczucie opuszczenia przez Boga (w zadziwiający sposób harmonizuje z łączeniem się z Bogoczłowiekiem w Jego współumieraniu z nami) towarzyszy śmierci niczym czarny cień. I nasza Cerkiew w pieśniach obrzędów pogrzebowych nie pomniejsza ogromu smutku śmiertelnego.
Chrześcijaństwo traktuje śmierć jako rozdzielenie duszy i ciała i objawienie świata duchowego. Śmierć ciała nie jest końcem istnienia człowieka, lecz przejściem osoby czy też duszy od jednego stanu do drugiego i ze świata materialnego do świata duchowego. Śmierć to najważniejsze wydarzenie w życiu człowieka. Dzieje się tak nie dlatego, że umiera ciało, lecz że po wyjściu z ciała dusza przechodzi do innego świata i zaczyna drugą część swego życia – bezcielesną.
Św. Jan Kasjan bardzo wyraźnie pisze o czynnym stanie duszy po śmierci ciała. „Dusze umarłych nie tylko nie tracą swojej świadomości, lecz i nie tracą swoich skłonności, to jest nadziei i strachu, radości i smutku, i zaczynają smakować już coś z tego, czego oczekują dla siebie na Sądzie Powszechnym... Stają się jeszcze żywsze i jeszcze gorliwiej oddają się wychwalaniu Boga”.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Aleksy Kordiukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token