Numer 8(398)    Sierpień 2018Numer 8(398)    Sierpień 2018
fot.Anna Radziukiewicz
Kronika Michała Bołtryka
Michał Bołtryk
Kilka opinii przed wyborami samorządowymi:
- Grzegorz Rydlewski, autor książki „Coś więcej niż spór o model rządzenia”: „Po roku 2015 odwołania do interesu narodowego są stałym elementem wystąpień przedstawicieli rządzącego obozu politycznego. Dyżurnym narzędziem uzasadniania swojej polityki i atakowania adwersarzy politycznych przez rządzących polityków jest wyrażenie „my, Polacy”. Ile jest w tym korzystania z prawa politycznej większości, zwłaszcza jej przywódców, do definiowania stanowiska polskiego społeczeństwa, a ile niedopuszczalnej uzurpacji? W którym momencie taka autoprezentacja staje się nadużyciem? Rzecz jest tym bardziej intrygująca, że takie legitymizowanie swoich poglądów ma miejsce nie tylko w relacjach z reprezentantami innych państw i narodów oraz struktur międzynarodowych. Jest ono wykorzystywane także w polemice z przedstawicielami innych polskich ugrupowań politycznych i społecznych. Zwrot „my, Polacy” brzmi dość absurdalnie, gdy jest wypowiadany (czy wykrzykiwany) w polemice z uczestnikami wielotysięcznych kontrmanifestacji, bez wątpienia także Polakami... Kto i na jakich warunkach ma prawo przemawiać w naszym imieniu? Co z tymi, którzy są i czują się Polakami, a mają inne poglądy czy polityczne sympatie niż dzierżący najwyższe urzędy publiczne w Polsce?...”.
- Stanisław Kwiatkowski, organizator i pierwszy dyrektor CBOS: „W wyborach łatwo przeoczyć nieobecnych, milczących, biernych, niezabierających głosu w sprawach publicznych. Tymczasem „milczący” nie są niemi. Ich milczenie nie oznacza, że w ogóle wykluczają się z polityki, że nie trzeba się z nimi liczyć. Mają demokratyczne prawo do wyboru miejsca na uboczu. Wiadomo z badań opinii i dotychczasowych głosowań, że duży wpływ na frekwencję ma motywacja negatywna, tzn. chęć sprzeciwu, protestu, odwetu na przeciwnikach lub rządzących. Krótko mówiąc, część głosującego elektoratu raczej protestuje, niż dokonuje wyboru. Chodzi na wybory poruszona emocjonalnie, pod wpływem zdenerwowania, traktuje wybory jako okazję do porachunków z rządzącymi, w obawie przed konsekwencjami zwycięstwa niechcianych polityków albo „na złość” wybiera konkurencję. Podobnie część nieobecnych w lokalach wyborczych w dniu głosowania traktuje to jako formę protestu („Nie głosuję, bo mam ich gdzieś”).
- Prof. Wojciech Łukowski, pracownik Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych w Ośrodku Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego: „Mamy w Polsce podział emocjonalny i on też ma swój wymiar lokalny. Wzmocniony przez 500+, bo ten program wprowadziło PiS, a nie inna partia. Często jest to też skorelowane z pokoleniowością. Kandydaci prawicy są przeważnie z pokolenia 30-latków. Czyli tego, które teraz w sposób naturalny powinno przejmować stery. I przy pewnej ich inteligencji lokalna scena polityczna po wyborach może być bardziej upartyjniona. Nastąpi większa ideologizacja lokalnej przestrzeni. Pomniki jednego rodzaju, święta jednego rodzaju, nazwy ulic jednego rodzaju. To już trwa. Od pewnego czasu obserwuję wypłukiwanie lokalnych społeczności z miejscowego kolorytu. Mieszkańcy mniejszych miast dużą część swojej tożsamości budowali na pamięci o lokalnych działaczach, osobach dla tej społeczności zasłużonych. Teraz ta część tradycji przestaje być ważna. My jesteśmy częścią wielkiego narodu! Jesteśmy małym miasteczkiem, ale jesteśmy w Polsce. To jedyna oś tożsamościowa. A ten lokalny aspekt, historyczno-tożsamościowy, gdzieś tam zostaje wypłukany”.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token