Numer 8(398)    Sierpień 2018Numer 8(398)    Sierpień 2018
fot.Anna Radziukiewicz
Chrześcijanie Wschodu
Dorota Wysocka
Bliski Wschód jest kolebką chrześcijaństwa, stamtąd rozprzestrzeniało się na Zachód i Wschód. Przetrwało tam prześladowania rzymskie, przez kilkaset lat było religią dominującą, by po muzułmańskich najazdach spaść do roli ledwie tolerowanego. Wyznawcy Chrystusa stali się obywatelami drugiej kategorii, obciążanymi dodatkowymi podatkami, niedopuszczanymi do państwowych posad, przy każdej okazji obdzieranymi z dóbr. Część dawnych chrześcijan przyjęła islam, część trwała niezłomnie przy tradycjach przodków. Tworzyli odrębną niż muzułmańska większość kulturę.
Nie byli wyznaniowym monolitem. Do podziałów dochodziło już pod rządami Bizancjum. Na tle teologicznych sporów o naturę Chrystusa wyłonili się nestorianie, potępieni przez sobór powszechny w Efezie (rok 431), i zwolennicy monofizytyzmu, potępieni na soborze w Chalcedonie (rok 451).
Ci pierwsi głosili, że nie może być mowy o jedności natury Boskiej i ludzkiej w Chrystusie. One współistniały, ale jako odrębne. Maria, matka Jezusa, nie może być zatem nazywana Matką Bożą, Theotokos, a jedynie Matką Chrystusa, Christotokos. Większość nestorian wyemigrowała do Persji, skąd chrześcijaństwo w wersji nestoriańskiej promieniowało na Daleki i Środkowy Wschód, odnosząc ogromny sukces misyjny, który jednak załamał się w XIV stuleciu. Wciąż jednak istnieją nieduże Kościoły, podtrzymujące nauczanie nestorian.
Monofizyci uważali, że Chrystus ma wprawdzie dwie – Boską i ludzką – natury, stopiły się one jednak, ściślej ludzka rozpłynęła się w Boskiej, niczym kropla wina w morzu. Potępieni przez sobór, okazali się wystarczająco silni, by założyć i utrzymać odrębne Kościoły w Syrii, Egipcie i Armenii, określane współcześnie jako dochalcedońskie.
Do dalszych podziałów na Bliskim Wschodzie zaczęło dochodzić podczas wypraw krzyżowych, potem w XVI i XIX stuleciu. Część Kościołów wchodziła w unię z Rzymem, część się na tym tle dzieliła. Później aktywną działalność prozelityczną rozwinęły Kościoły protestanckie, wyszarpując sobie wiernych.
Przybyszom z zewnątrz trudno było się w tym rozeznać – Kościoły melchickie, jakobickie, chaldejskie, asyryjskie, maronickie… W samym Damaszku urzęduje pięciu patriarchów antiocheńskich. Nad tym wszystkim górowało jednak poczucie chrześcijańskiej wspólnoty, wzmacniane przez wrogie otoczenie.
W miarę stabilna sytuacja zmieniła się w XXI wieku. Wojna w Iraku, tak zwana arabska wiosna, która miała przynieść demokratyzację, a pogłębiła zamęt, wojna domowa w Syrii, działalność tak zwanego Państwa Islamskiego, o długotrwałym konflikcie w Palestynie nie wspominając, sprawiły, że chrześcijanie, rdzenna ludność tamtych ziem, jest zabijana i wypędzana. Wraz z nią zanikają lokalne odrębności, tradycje, cała wypracowana od Narodzenia Chrystusa kultura.
Europa przygląda się temu dość obojętnie, problem uchodźców postrzegając głównie w kontekście własnych zagrożeń i wygody. Nie rozróżnia, nie wie, nie rozumie…
Czy można jej to objaśnić? Całe przydługie wprowadzenie służyło przywołaniu jednej z prób przypomnienia, kim są chrześcijanie Wschodu i jak znaczącą rolę odegrali w dziejach chrześcijaństwa.
Jesienią ubiegłego roku w paryskim Instytucie Świata Arabskiego (Institut du Monde Arabe, IMA) otwarto wystawę „Chrześcijanie Wschodu – 2000 lat historii”. Wschód w tym ujęciu to Izrael, Jordania, Syria, Liban, Irak, Egipt z niewielkimi wycieczkami do wschodniej Turcji (rejon Tur Abdin) i Sudanu.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Dorota Wysocka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token