Numer 9(399)    Wrzesień 2018Numer 9(399)    Wrzesień 2018
fot.
Cerkiew misyjna
Eugeniusz Czykwin i Anna Radziukiewicz
– Na kontynencie amerykańskim prawosławna misja dotarła najpierw na Alaskę?
– Tak. Na Alasce znajduje się najstarsza prawosławna diecezja Stanów Zjednoczonych.
– Wtedy na ziemi rosyjskiej.
– Oczywiście. Posłano na Alaskę mnichów z Wałaamu, wśród których był św. Herman.
– Jeśliby Ojciec chciał najkrócej przedstawić historię misji na Alasce…
– Zwróciłbym uwagę na dwa bardzo ważne fakty. Pierwszy, że Alaskę sprzedała Rosja Stanom Zjednoczonym w 1867 roku, co kardynalnie zmieniło sytuację konfesyjną. Drugi, że w 1917 roku miała miejsce rewolucja. Po rewolucji w pełni zahamowano działalność misji prawosławnej i zaprzestano posyłania duchownych. W latach 50. 60. na całej Alasce służyło tylko pięciu-sześciu prawosławnych duchownych.
– A inne misje?
– Kiedy Alaskę sprzedano, przybyli tam misjonarze katoliccy i protestanccy, między innymi znany protestancki, bardzo wpływowy, również w kręgach politycznych, misjonarz, Sheldon Jackson. Co zrobił? Podzielił Alaskę. Najlepsze terytorium, jeśli chodzi o klimat i liczbę mieszkańców, wziął sobie. Był prezbiterianinem. Aleuckie wyspy dał prawosławnym – to najtrudniejszy teren – tam ani dopłynąć, ani dolecieć. Kodiak przeznaczył baptystom, katolikom północ.
– Co znaczy przeznaczył?
– To oznaczało, że prowadzenie misji na innym terytorium było trudne.
– A dziś jak wygląda prawosławie na Alasce?
– Mamy 97 parafii, życiem których kieruje władyka Dawid. Misja na Alasce jest trudna. To ogromne terytorium, pięć razy większe niż Polska, zamieszkałe jedynie przez 600 tysięcy ludzi i dojechanie do różnych miejscowości tej ziemi jest niezwykle złożone. Tam praktycznie nie ma dróg między miejscowościami. Gdy mówicie – pojadę z Hajnówki na Grabarkę, to wiecie, że zajmie to wam 50 minut. U nas odległości liczy się lotem samolotu. Pojadę, znaczy polecę. Ale zawsze należy brać pod uwagę pogodę. Nigdy nie można planować, że polecę, a jutro mam ważne spotkanie o dwunastej i wrócę na nie. Mgła osiądzie i nigdzie nie wrócisz. Samoloty wtedy nie latają. Kolejny nasz problem – parafii dużo, a duchownych bardzo mało, tylko trzydziestu. Obsługują po dwie, po trzy albo i cztery wspólnoty. Prawosławnych jest około 25 tysięcy. To głównie Aleuci, Innuici, Tlingici, czyli rdzenni mieszkańcy.
– Z jakimi problemami spotyka się współczesny człowiek na Alasce?
– Generalnie z tymi samymi, z jakimi zderza się w Polsce. Dlaczego? Proste, to – wskazuje na telefon – nawet na Alaskę dotarło. Możesz siedzieć w absolutnie głuchej wsi i żyć w wirtualnym świecie. Sto lat temu cerkiew stanowiła centrum wsi. Wszyscy do niej szli, bo tam było ciekawie, odświętnie, spotykali się mieszkańcy. Teraz nie jest to już ciekawe. Zadanie Cerkwi dziś to to, w jaki sposób donieść Ewangelię do współczesnego młodego człowieka. To bardzo duży problem, bo spływa na niego codziennie tak ogromny potok informacji, że trudno mu się w tym rozeznać. Każdy wirtualnie chce go sobie zagarnąć. Więc, jeśli nie poślę mu na Twiterze informacji, że dziś na przykład wspominamy św. Sergiusza Radoneskiego, przykryje go fala innych doniesień.
– Czy można nauczyć młodego człowieka, że szum informacyjny szkodzi?
– Bardzo trudno, ponieważ wszystkie te telefony z internetem znajdują się już w rękach dzieci. Moja dwunastoletnia córka włada takim telefonem lepiej niż ja. A medycyna udowodniła, że ma to wpływ na mózg dziecka, niektórzy porównują to do swego rodzaju narkotyku. W jaki sposób powiedzieć alkoholikowi, że alkohol go zabija? – Aha, no i co z tego? – odpowie. – I tak będę pić. Jak narkomanowi powiedzieć, że kokaina szkodzi. – Aha, i co dalej? Zaraza nie zna granic. Przecież diabeł nie mówi: – Ach, to Aleuta! Zostawię go w spokoju. Lepiej na Polaka napadnę. Ta zaraza dochodzi do nas może nie w takich rozmiarach jak w Nowym Jorku, ale też ogarnia.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token