Numer 9(399)    Wrzesień 2018Numer 9(399)    Wrzesień 2018
fot.
Jak burzono cerkwie
Dorota Wysocka
O burzeniu cerkwi w 1938 roku pisaliśmy w Przeglądzie i w roku 1998, i 2008, i w tym, w numerze lipcowym. Nie znaczy to, że temat powraca na nasze łamy tylko z okazji okrągłych rocznic, wtedy jednak staraliśmy się przygotować edycje specjalne – zamawialiśmy opracowania u specjalistów lub omawialiśmy ich prace, przeprowadzaliśmy wywiady, zbieraliśmy relacje od pamiętających tamten czas świadków, tropiliśmy ślady nieistniejących świątyń, przytaczaliśmy dokumenty. Przez lata zebrał się już okazały plik tekstów – na książkę na przykład.
I książkę taką wydaliśmy. Złożyły się na nią materiały dziennikarskie, popularnonaukowe, źródłowe, także wcześniej niepublikowane.
Do kogo je kierowaliśmy? Do naszych czytelników. Nie tylko. Chcielibyśmy, by przeczytali je nieprawosławni, bo oni na ogół o tym co się wówczas zdarzyło na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu nigdy nie słyszeli, bo do niedawna o tych wydarzeniach nie pisała prasa, o podręcznikach do historii nie wspominając. Reagowali zatem niedowierzaniem, zdumieniem, zaskoczeniem. I wstydem.
Tamta akcja z dzisiejszej perspektywy – ale i ówczesnej także – była tak nieracjonalna, że wręcz szaleńcza. Oto państwo, arbitralnie określając, jaka grupa obywateli jest mu wroga i zagraża bezpieczeństwu, wykorzystując aparat nacisku, uderzyła w jej czuły punkt, świątynie.
Jako wrogich państwu polskiemu wskazano ogólnie Ukraińców, ale konkretnie prawosławnych, zwłaszcza ich duchownych. Grekokatolików, przynajmniej na razie, zostawiono w spokoju, stała za nimi siła Watykanu. Prawosławie za to zidentyfikowano jako relikt zaborów, bo dawni unici – w tym rozumieniu – byli wcześniej dobrymi Polakami, których przemocą zrusyfikowano i teraz trzeba ich jak najszybciej przywrócić i do właściwej wiary, i do narodu, od którego siłą ich odłączono.
Prawosławie źle się miało w całej II Rzeczypospolitej, wszędzie zamykano, odbierano, burzono cerkwie, jednak to co się wydarzyło na Lubelszczyźnie, przy wszelkich cechach szaleństwa, było chłodno, starannie przygotowanym, zaplanowanym działaniem.
Staraliśmy się w naszym opracowaniu ukazać i ból prostej, wiejskiej ludności, która nie rozumiała, bo i pojąć mógł to mało kto, sensu barbarzyńskiej napaści na świętości, i pozbawione emocji oceny historyków.
Niesłychana jest siła zamieszczonych w książce dokumentów, przede wszystkim wytworzonych przez wojsko. „Porażające” to łagodne określenie. Pokazują, to jakiego stopnia zidelogizowanie zaburza jasność myślenia i wbrew założeniom prowadzi do nieszczęścia, i tylko nieszczęścia.
Zamieszczamy i zdjęcia. Byłyby nie mniej porażające niż dokumenty, ale starannie pilnowano, by ich podczas burzenia nie robiono. Nieco ich jednak powstało, przed, w trakcie i po akcji. to też mocna strona naszej pracy.
Czasami piszemy o jakichś książkach, że to lektura obowiązkowa, niezbędna w każdym prawosławnym domu. Ta też do tej kategorii należy. To też książka, która powinna się znaleźć w domu każdego rzymskiego katolika. Nie po to, by go zawstydzać, ale by miał szansę zrozumieć, jakie mogą być skutki z góry przyjętych, bez oglądania się na rzeczywistość, założeń. Rok 1938 to rana wciąż nie zasklepiona i wciąż – jak mówią terapeuci – nie przepracowana.
Książka jest do nabycia głównie w sieci parafialnej i w siedzibie redakcji (Białystok, ul. Składowa 9, tel. 85 742 18 57).

Dorota Wysocka
1938. Jak burzono cerkwie, red. Eugeniusz Czykwin i Anna Radziukiewicz, wydawca Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego, Białystok 2018, ss.160.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token