Numer 9(399)    Wrzesień 2018Numer 9(399)    Wrzesień 2018
fot.
Na cmentarzu
Anna Radziukiewicz
Ale w środku nadal odsłaniała ubóstwo. W ubiegłym roku proboszcz parafii Narodzenia Bogarodzicy w Gródku, o. Mikołaj Ostapczuk, wraz z radą parafialną postanowili, że odnowią cerkiewkę i wewnątrz. Skąd wziąć pieniądze, przecież w tej parafii remonty i inwestycje trwają nieustannie, od kiedy w 1990 roku objął ją swoją duchową opieką o. Mikołaj – cerkiew główna przeżyła remont od fundamentów po kopuły, ze zbiciem starych tynków, naprawą więźby dachowej, przekryciem duchu i wszystkich kopuł. Otoczono ją, rzec można, nowym parkanem, ze starego biorąc kamienie jako materiał. Odremontowano dom parafialny i dwa małe, będące na stanie parafii, oraz świetlicę. A ileż kupiono nowych utensylii, z ogromnym panikadiłem włącznie, nowe kioty ufundowano! Nowy cmentarz założono i ogrodzono.
– Ale ludzie znów okazali się żertwiennyje – mówi o. Mikołaj, jak za każdym razem, gdy trzeba było ich prosić o pomoc.
W tym roku, od razu po Chrzcie Pańskim, choć zima była sroga, do cmentarnej cerkiewki wszedł Jerzy Kozłowski, którego o. Mikołaj nie nazywa inaczej jak „złota rączka” albo „majster wszechstronny”. Wstawił jakieś dmuchawy ciepłego powietrza, by „złote rączki” nie kamieniały od mrozu. Wszedł razem z sąsiadem Janem Lachowiczem i Eugeniuszem Konończukiem. Do batiuszki mówił: – Po co nam wynajmować ludzi. Trzeba im płacić za pracę. Sami zrobimy.
Jerzy Kozłowski przez kilka miesięcy dzień w dzień remontował cerkiew za darmo. Mieszka niedaleko. A w domu ma maszyny do obróbki i drewna, i metalu. Ach, jakich tam narzędzi nie ma! To przecież on był głównym wykonawcą cerkwi, o rozmiarach tej cmentarnej w Gródku, w Bobrownikach, która wita przekraczających białorusko-polską granicę.
Tu wszystko trzeba było odnowić i uporządkować. Podłogę należało wyrównać, gdzie trzeba, wstawić nowe deski, wycyklinować, zaimpregnować. Starą boazerię, o wąskich deszczułkach, przypominającą PRL, już wykoślawioną, zamieniono pięknym rytmem – tym samym na ścianach i suficie – szerokich boazeryjnych desek, pomalowanych na świetlisty, popielaty kolor, z prześwitami naturalnej faktury drewna. Sufit solidnymi belkami ozdobił – tak ozdobił, bo deski imitują solidność belek – stolarz Roman Kardasz, regularnie wnoszący swe stolarskie ofiary na rzecz parafii, w tej cerkwi ofiarowując drzwi, a całą boazerię fundując tak, by tylko robotnikom za jej obróbkę zapłacić.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token