Numer 9(399)    Wrzesień 2018Numer 9(399)    Wrzesień 2018
fot.
Lżejszy kaliber
Paweł Krysa
Współczesny świat utkany z materiału bazującego na laickiej osnowie, oblepia nas jak wata. Ściska kokonem codzienności bez Boga i religii, dusi obręczą materializmu. Jesteśmy zanurzeni w nim po uszy. Może macie Państwo to szczęście, że mieszkacie w takim zakątku Polski, gdzie jest inaczej. Ja takiego szczęścia nie mam, podobnie jak chyba większość z nas.
W czasie wakacji miałem możliwość sporo pojeździć po naszym kraju, pooglądać, pogadać, poobserwować. I na tej właśnie podstawie piszę te słowa. Odwiedziłem wiele wspaniałych miejsc i odbyłem wiele cudownych rozmów. Ale spotkałem też masę osób budujących swoje własne chrześcijaństwo, bo ani prawosławiem, ani katolicyzmem raczej to nie było. Słyszę o tym zresztą na co dzień, również z ust jak najbardziej zaangażowanych, inteligenckich.
W największych polskich miastach chodzenie do kościoła stało się niemalże objawem wstecznictwa i ciemnogrodu, podobnie jak powoływanie się na wartości lub etykę chrześcijańską. Coraz powszechniej są one wyśmiewane i wydrwiwane, okraszane mianem „średniowiecza”. Kiedyś grupę turystów oprowadzałem po Krymie. Byliśmy w Inkermanie, w którym nauczał św. Kliment, tam został umęczony i pochowany. Opowiadałem więc o jego życiu i o cudownym odnalezieniu świętych relikwii. I w tym momencie jeden z uczestników wycieczki nie wytrzymał: Masz wiedzę, siwe włosy i dwa fakultety. Ale to nie upoważnia cię jeszcze do opowiadania takich bajek. Przecież i my też mamy rozum i wykształcenie. Chłopie, jest dwudziesty pierwszy wiek, więc bądźmy poważni! – zakończył dobitnie, wielu potakiwało głowami, a mnie języka w gębie zabrakło.
Przyczyna takiego stanu rzeczy wielokrotnie była opisywana na tych łamach, więc podarujmy sobie kolejną analizę. Współczesny człowiek wiedzę czerpie z wszechobecnych mediów, a te karmią go tym, czym możni tego świata chcą, by go karmiono. No bo spróbujcie sobie na przykład przypomnieć, kiedy po raz ostatni widzieliście w TV jakiś film lub serial, w którym ludzie tak po prostu chodzili do kościoła/cerkwi, modlili się, żegnali? Pomijam tu cykl zekranizowanych opowieści biblijnych, filmów o świętych (rzymskokatolickich rzecz jasna) lub o papieżu Polaku. Chodzi mi o taki „normalny film”, którego akcja dzieje się tu i teraz. Może i są. Nawet w znakomitym „Ranczu” ksiądz przedstawiony jest w zasadzie jako politykujący cwaniak – fakt, naprawdę sympatyczny. Prawosławia w telewizorni oczywiście nie uświadczysz, a jeśli nawet jest, jak choćby w przypadku kultowej wręcz trylogii „U Pana Boga…”, to batiuszka przedstawiony jest jako jakiś kacapski półgłówek…
Zostawmy jednak kino, bo poradzić tu nic nie jesteśmy w stanie, ale już z literaturą to chyba i owszem. I znów zapytam: czy znaleźliście może gdzieś w księgarni prawosławną powieść? Osobiście bowiem jestem w stanie podać tylko dwa tytuły: „Laur” Jewginija Wodołazkina (Zysk i S-ka) oraz cieplutką „Drogę Kasandry” Julii Wozniesienskiej (brawo ojcze Piotrze!). Innych prawosławnych powieści po polsku nie spotkałem. Ale nawet jeśli coś jeszcze się ukazało, to przyznacie Państwo, że to i tak przysłowiowa kropla w morzu potrzeb, a sprawa przecież niebagatelna. Dla tych bowiem z nas, którzy książki czytają – a wbrew obiegowej opinii jest ich masa – stanowią one bez wątpienia jeden z punktów odniesienia do rzeczywistości. Jakżeż często wpływają również na nasze postrzeganie świata oraz na dokonywane przez nas wybory.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Paweł Krysa


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token