Numer 10(400)    Październik 2018Numer 10(400)    Październik 2018
fot.
Miejsce łaski pełne
Eugeniusz Czykwin
Właśnie do tego monasteru wraz z o. Włodzimierzem i Tatianą Misijukami oraz ich córką Niną dotarliśmy wieczorem 12 września.
Głównym celem naszego wyjazdu – pielgrzymki do Bussy było wręczenie o. Johnowi Breckowi nagrody im. księcia Konstantego Ostrogskiego. Kapituła uhonorowała o. Johna, duchownego Cerkwi Ameryki, profesora teologii, za bogaty dorobek w dziedzinie badań nad egzegezą biblijną i spuścizną Ojców Kościoła, za analizę bioetycznych problemów z punktu widzenia prawosławnej myśli i duchowości. Nasz tegoroczny laureat z uwagi na wiek i stan zdrowia, choć jak nas zapewnił bardzo chciał, nie mógł przyjechać do Polski. Choć na stałe mieszka w Ameryce, to w tym roku na kilka letnich miesięcy przyjechał i zamieszkał tuż przy monasterze, na dziedzińcu którego nas przywitał. Wraz z nim czekała na nas – czym byliśmy mile zaskoczeni – siostra Paisja z Polski, która od dziesięciu lat niesie posłuszanije w tym szczególnym miejscu.
Szczególnym z wielu względów, ale dla nas już pierwsze, uzyskane od siostry Paisji informacje, są prawdziwym zaskoczeniem. Okazuje się, że mniszki Pokrowskiego monasteru pochodzą z wielu krajów i kontynentów. Ihumenią jest matuszka Emilianija, rodowita Angielka, która – jak nam powie w bezpośredniej rozmowie – prawosławie przyjęła, będąc dorosłą osobą. Sióstr jest dwadzieścia sześć, a wśród nich jest Japonka, Chinka, są siostry z Rosji, Białorusi, Rumunii, Bułgarii, Węgier, Hiszpanii, Egiptu, no i z Francji. Siostra Tichona, która prowadzi nas do domu, w którym będziemy nocować, na pytanie o narodowość odpowiada, że jej ojciec jest Polakiem, mama Białorusinką, a ona przyjechała z Łotwy. Gdy pytamy ihumenię, czy taka różnorodność narodów nie stwarza problemów, odpowiada z uśmiechem, że Chrystus nie przyszedł tylko do Rosjan, Francuzów, Polaków i że ponownie także przyjdzie do nas wszystkich.
Ale to nie narodowe zróżnicowanie sióstr jest powodem, dla którego do monasteru przyjeżdża tak wiele osób z Europy i świata. Pielgrzymów i osób zainteresowanych prawosławiem było coraz więcej i monaster nie był w stanie zaproponować im ani noclegów, ani innych pomieszczeń. Znaleźli się jednak ludzie, którzy kupowali opuszczone domy w Bussy i ofiarowali je klasztorowi. Obecnie monaster ma ich sześć. Tego także było za mało i prawosławni Francuzi zaczęli kupować domy – ceny nieruchomości w Bussy gwałtownie wzrosły – do których przyjeżdżają z rodzinami w czasie wielkich świąt i spędzają w nich urlopy. Takich „prawosławnych” domów jest już ponad trzydzieści, a miejscowi Francuzi żartują, że nazwę ich miejscowości z Bussy-en-Othe (Othe to nazwa jednego z największych lasów we Francji, przy którym znajduje się miejscowość) trzeba będzie zmienić na Bussy-en-Russe.
Rodzi się pytanie, dlaczego w do głębi zsekularyzowanej Francji, gdzie stoją setki opuszczonych kościołów – w pięknym gotyckim, z XII wieku kościele w Bussy msze są odprawiane raz, bywa że rzadziej, w miesiącu, gdyż na ponad dwadzieścia okolicznych parafii jest jeden ksiądz – do Pokrowskiego monasteru przyjeżdża, często z bardzo daleka, tylu ludzi?
Do pustej studni – głosi ludowe przysłowie – nikt po wodę nie pójdzie, więc odpowiedź na takie pytanie może być prosta: bo ludzie odczuwają w tym miejscu błagodat’ (łaskę), ale zaraz rodzi się następne pytanie – jak to się stało, że w miejscu, które nie było w jakiś szczególny sposób wskazane przez świętych, czy jak w odniesieniu do Atosu wybrane przez Bogarodzicę, powstał monaster, na którym tak odczuwalnie spoczęło Boże błogosławieństwo?
Częściową odpowiedź znajdziemy, poznając historię monasteru i życiorysy osób, które go założyły i w nim się trudziły, a których przykład jest inspiracją dla obecnie w nim żyjących sióstr.
Każdego, kto choć pobieżnie zna historię rosyjskiej emigracji, zadziwia, jak ludzie wygnani z ojczyzny, często w skrajnej biedzie i niedostatku, odnajdywali uniwersalne, nieprzemijające wartości, dzięki którym ich życie było pełne twórczych działań. Zadziwiają ich osiągnięcia i ogromny wkład do ogólnoeuropejskiej i światowej kultury, w szczególności w jej duchowo-religijny komponent. Nazwiska prawosławnych teologów – o.o. Sergiusza Bułgakowa, Aleksandra Schmemanna, Johna Meyendorffa, myślicieli i filozofów Nikołaja Bierdajewa, Włodimira Łosskiego, Iwana Aleksandrowicza Iljina – są powszechnie znane, ale wśród tysięcy opuszczających ogarniętą wojną domową Rosję było też wiele dobrze wykształconych, utalentowanych, mądrych kobiet. O nich wiemy znacznie mniej, a to one, często w skrajnym ubóstwie, niosły pomoc nie tylko współrodakom, ale wszystkim potrzebującym. Wiele z nich, idąc za Chrystusem, zostawało mniszkami.
Były wśród nich cztery siostry, które założyły monaster w Bussy. Trzy pochodziły z Rosji, jedna z Grecji. Każda zasługuje na uwagę, ale bliżej poznaliśmy historię jednej, pierwszej ihumenii monasteru, matuszki Ewdokiji.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Eugeniusz Czykwin


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token