Numer 11(401)    Listopad 2018Numer 11(401)    Listopad 2018
fot.
Człowiek ma nieskończoną wartość
rozmawia o. Włodzimierz Misijuk
O. Włodzimierz Misijuk: – Chciałbym zapytać o ojca „francuskie powiązania”. Gdy poznałem ojca podczas moich studiów podyplomowych w Prawosławnym Seminarium Teologicznym św. Włodzimierza w Nowym Jorku, nie wiedziałem, że są takie ścisłe i trwałe.
O. John Breck: – Wszystko zaczęło się w 1966 roku od udziału w seminarium o prawosławiu, organizowanym dla studentów teologii, zainteresowanych prawosławiem. Każdego roku, dwa tygodnie przed prawosławną Paschą, zaprasza na nie Instytut Ekumeniczny w Szwajcarii. Byłem wówczas protestantem. Uczestniczyliśmy w tym seminarium we trójkę – ja, moja żona Lyn i nasz trzymiesięczny syn Michael. Po tygodniu wykładów w Genewie przyjechaliśmy do Paryża i spędziliśmy cały Wielki Tydzień w cerkwi Prawosławnego Instytutu Teologicznego św. Sergiusza. Po raz pierwszy przekroczyliśmy próg prawosławnej świątyni. Ja i Lyn byliśmy nią zachwyceni. Przyjeżdżaliśmy tam każdego roku, dopóki nie ukończyłem studiów teologicznych (luterańskich) na Uniwersytecie w Heidelbergu. Potem, zamiast wracać do Stanów Zjednoczonych, pojechaliśmy do Paryża. Już wiedzieliśmy, że chcemy przyjąć prawosławie, co nastąpiło w roku 1973. Naszym duchowym opiekunem był o. Boris Bobrinskoy. On i jego żona Helen stali się naszymi bliskimi przyjaciółmi. Następne dwa lata spędziłem, studiując teologię prawosławną w Instytucie św. Sergiusza.
– Po czym wróciliście do Ameryki?
– Nie na długo. Lata 1975-1978 spędziliśmy na Alasce. Prowadziłem wykłady w tamtejszym niewielkim seminarium teologicznym św. Hermana. W 1977 roku przyjąłem święcenia kapłańskie, a w 1978 wróciliśmy do Paryża i rozpocząłem wykłady – poświęcone głównie Nowemu Testamentowi – w Instytucie św. Sergiusza. Pracowałem tam do roku 1984, po czym przyjąłem zaproszenie do pracy w Prawosławnym Seminarium Teologicznym św. Włodzimierza w Nowym Jorku. Pozostawałem tam do roku 1996, ale przez cały ten czas podtrzymywałem kontakty z Instytutem św. Sergiusza. W 1996 zdecydowaliśmy się opuścić seminarium św. Włodzimierza. Postanowiliśmy utworzyć swego rodzaju ośrodek dla duchownych i ich żon. Przez lata pracy w szkołach teologicznych zauważyliśmy, że wysyłamy młodych kapłanów na „pustkowie” bez wystarczającego duchowego wsparcia. Bardzo często potrzebują miejsca, do którego mogliby przyjechać, aby porozmawiać, wyciszyć się. Pracowaliśmy tam z duchownymi codziennie przez około dwanaście lat, po czym i dla mnie, i dla Lyn okazało się to zbyt uciążliwe – wiek zaczął dawać znać o sobie. Przez cały ten okres przyjeżdżałem do Instytutu św. Sergiusza dwa razy w roku na sześciotygodniowe cykle wykładów. Od 1999 roku przez kilka lat wykładałem również w Rumunii, głównie w Cluj Napoca i w Alba Iulia, ale też w innych miejscach. Niestety, ze względu na narastające problemy ze zdrowiem od roku 2008 do Rumunii już nie jeżdżę. Sześć lat temu postanowiliśmy podzielić nasze dalsze życie pomiędzy Stany Zjednoczone i Francję. Przed Wielkim Tygodniem przyjeżdżamy do Bussy-an-Othe, a w końcu września wracamy do Stanów. Tak więc nasze powiązania z Francją są głębokie i długotrwałe.
– Niech mi wolno będzie zapytać teraz o ojca „specjalizację”. Lista książek ojca autorstwa wskazuje na hermeneutykę, nauki biblijne, Nowy Testament w szczególności. Są pośród nich także tytuły z szeroko pojętą problematyką społeczną. Szczególne miejsce zajmują tu współczesne problemy bioetyczne. To bardzo rozległe sfery zainteresowań.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)



Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token