Numer 11(401)    Listopad 2018Numer 11(401)    Listopad 2018
fot.
Pan prostuje ludzkie ścieżki
tłum. Ałła Matreńczyk
– Wasza Eminencjo, zgodnie z konstytucją Ukrainy Cerkiew jest oddzielona od państwa. Kiedy na początku XX wieku bolszewicy przyjęli taką ustawę, wielu wiernych potraktowało ją jak religijną katastrofę. Wkrótce stało się jasne, że bolszewicy zrobili to tylko po to, żeby zająć się likwidacją Cerkwi. Potem, na początku lat 90., sytuacja się zmieniła, komuniści zeszli z historycznej areny, dla Cerkwi nastąpiły lata odrodzenia. I wtedy ustawa o rozdziale Cerkwi i państwa odegrała, w pewnej mierze, pozytywną rolę. Cerkiew mogła się rozwijać niemal bez nacisków władz. A teraz, kiedy władze starają się wpłynąć na rozwiązanie cerkiewnych problemów, jak Wasza Eminencja skomentowałaby takie zachowanie? Czy rząd może przyczynić się do utworzenia jednej lokalnej Cerkwi? I jak powinien na to wszystko zareagować wierzący człowiek?
– Prawo o rozdziale Cerkwi od państwa jest wynikiem rewolucyjnych zmian, które dokonały się na początku XX wieku. Bolszewicy chcieli pokazać, że państwo wstąpiło na nową, ateistyczną drogę rozwoju. To prawo było też niezbędne władzy radzieckiej, by w walce przeciwko Cerkwi, której ostatecznym celem było jej całkowite zniszczenie, mieć wolne ręce. Walka ta przebiegała pod hasłem „Cerkiew wrogiem państwa”. Jednak Pan tak wszystko urządził, że rozdział Cerkwi od państwa przyczynił się do jej potężnego rozwoju. I my pokornie dziękujemy Bogu za taką miłość do nas, niegodnych dzieci Jego świętej Cerkwi.
Teraz niektórzy politycy starają się utworzyć Jedną lokalną cerkiew na Ukrainie. Tę cerkiew czasami nazywają prawosławną, a czasami – po prostu – „lokalną Cerkwią”.
Politykom jest wszystko jedno, oni nie specjalnie się orientują, a i nie starają się zorientować. Tragedia takich starań polega na tym, że po pierwsze politycy ze swej natury nie są w stanie leczyć duchowych raskołów, ze swej natury mogą jedynie dzielić ludzi. Tylko duchowni, za sprawą modlitwy, pokory i Bożej miłości, są w stanie zjednoczyć ludzi o różnych temperamentach, charakterach, światopoglądach w jedną wspólnotę, która nazywa się Cerkiew Chrystusowa. Po drugie, państwo, niestety, wstąpiło na drogę wytyczoną po rewolucji, to znaczy na drogę oddalającą człowieka od Boga.
Ktoś może zaoponować i powiedzieć, że nasi politycy są wierzący, modlą się i chodzą do świątyń. Nie przeczę, tak jest. Ale są siły, które zmuszają naszych wierzących polityków do przyjmowania prawa, które przyczynia się do upowszechnienia i uprawomocnienia grzechu. Jeśli politycy uprawomocniają bezprawie, to mimo że wierzą w Boga i chodzą do cerkwi, występują przeciwko Chrystusowi. Odciągają i siebie, i ludzi, którzy ich słuchają, od Boga. Tacy politycy także Cerkiew chcą wbudować w rytm swego życia. Chcą stworzyć jedną lokalną prawosławną Cerkiew, która by im potakiwała i kierowała ludzi, idących do Boga, na drogę, którą oni sami, niestety, poszli.
Lubimy i szanujemy swoich polityków, ale iść w ślad za nimi nie możemy. Inaczej przestaniemy być Cerkwią, zamienimy się w polityczną organizację i z woli Bożej dni naszego bytu zostaną policzone.
A na pytanie, jak my, wierni, powinniśmy reagować na próby utworzenia jednej lokalnej prawosławnej Cerkwi, odpowiem tak – ten, kto wierzy w Boga, ale przy tym jest owładnięty uporczywym dążeniem do otrzymania lokalnej Cerkwi, nie zawierza Bogu, a żyje według własnego rozumu. Przy takim podejściu wkrótce dojdziemy do tego, że każda siła polityczna zechce mieć swoją lokalną Cerkiew, która we wszystkim podporządkowywałaby się tej partii i zmuszała Boga do spełniania jej politycznych dążeń.
Innymi słowy, ludzie wierzący w Boga, ale nie zawierzający siebie Bogu, chcą sobie Boga podporządkować i myślą, że można to zrobić poprzez utworzenie jednej Cerkwi lokalnej.
Ale jeśli człowiek nie tylko wierzy Bogu, ale i się Jemu zawierza, podporządkowuje się Mu, zawsze szuka woli Bożej, rozumie, że wszyscy ludzie są Bożymi dziećmi. On chce żyć ze wszystkimi w pokoju i znaleźć w swoim życiu Chrystusa, który jest naszym życiem, pięknem naszego życia i jego sensem. Tacy ludzie nie szukają lokalnej Cerkwi, lecz każdego dnia tworzą i upiększają swoją wewnętrzną świątynię duszy.
Żyjcie bogobojnie, pracujcie nad tym, żeby podporządkować siebie Chrystusowi, żeby spełniać Jego święte przykazania, które są dla nas światłem, drogą, prowadzącą do wiecznego życia. Na tej drodze znajdziecie swoją osobistą autokefalię, tj. wolność od grzechu. A być może spotkacie także Cerkiew lokalną, ale ona będzie zupełnie niepodobna do tej, którą starają się wam zbudować politycy. Będzie pełna miłości, spokoju i radości w Panu. Będzie nie siłą polityczną, lecz Cerkwią Chrystusową, Cerkwią, której nigdy nie przemogą bramy piekła.
Jeśli tomos o uznaniu przez patriarchat konstantynopolitański raskolników zostanie wydany, to zrodzi on nowe raskoły, jeszcze większe i głębsze. Te raskoły dotkną nie tylko naszej Ukrainy – lecz całej prawosławnej Cerkwi na świecie.
Wyjaśnię pokrótce, dlaczego tak się stanie.
Po pierwsze, zgodnie z prawosławnymi kanonami, ciesząca się naszym szacunkiem konstantynopolitańska Cerkiew nie ma prawa nadawać autokefalii Cerkwi, która obecnie nie należy do jej jurysdykcji. Tytuł Matki-Cerkwi, którym ona teraz często operuje, nie daje jej kanonicznego prawa ingerowania w duchowe życie Cerkwi-Córki, która już dawno, dawno temu oddzieliła się od Matki i de facto prowadzi samodzielne duchowe życie.
A jeśli wziąć pod uwagę, że Cerkiew-Matka sama cierpi z powodu własnego najgłębszego raskołu, w następstwie którego bizantyńskie prawosławne imperium zamieniło się w państwo, w którym wyznaje się islam, to właściwe będzie przypomnienie słowa ze św. Ewangelii: „Lekarzu, ulecz samego siebie” (Łk.4,23).
Jeśli zaś lekarz, który, niestety, sam jest poważnie chory, a więc nie ma prawa leczyć innych, mimo wszystko odważy się działać, to z tego zrodzi się jeszcze większe bezprawie w postaci światowego raskołu prawosławia.
Jak odnosić się do religijnych organizacji, które rodzą się z bezprawia, powiem słowami proroka Dawida: „By sprawiedliwi nie wyciągali rąk swych ku bezprawiu” (Ps124, 3).
– W Piśmie Świętym jest powiedziane, że „wszelka władza od Boga”. Jak należy rozumieć te słowa? Na przykład, jeśli władza od Boga, to czy chrześcijanin powinien w pełni podporządkować się tej władzy? Jeśli tak, to w jakich sytuacjach? A jeśli władza jest taka jak pięćdziesiąt lat temu, jak wówczas trzeba było ją traktować? W jakich sytuacjach chrześcijanin może i powinien nie wykonywać poleceń władz?
– Rzeczywiście, każda władza od Boga. Ale Bóg daje władzę w nasze ręce nie dla naszej samowoli, nie po to, żebyśmy robili to co chcemy, a po to, żebyśmy wypełniali to, czego chce Bóg. Żebyśmy sami żyli według przykazań Bożej miłości i uczyli tak samo żyć swoich podwładnych.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

tłum. Ałła Matreńczyk

Wywiad opublikowany został w piśmie „Pastyr’ i pastwa”

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token