Numer 11(401)    Listopad 2018Numer 11(401)    Listopad 2018
fot.
Świadek i wyznawca
Eugeniusz Czykwin
"Wiek XX dla Kościoła prawosławnego – napisał ś.p. arcybiskup Jeremiasz we wstępie do książki „Ajciec Kanstancin Bajko. Bohosłow, nastaunik, lekar” autorstwa Doroteusza Fionika – był wiekiem prześladowań i męczeństwa... Wśród wielu męczenników tego okresu należy wymienić ks. mgr. Konstantego Bajko”.
Najkrócej o tym, kim był o. Konstanty, można przeczytać na tablicy, umieszczonej na ścianie domu opieki św. Stefana w Cieplicach. „Dom jest wyrazem wdzięczności ks. mitratowi Konstantemu Bajko za Jego ofiarną pracę w Cerkwi Chrystusowej. Jest wyrazem hołdu złożonego Jego wytrwałości w męczeństwie za wiarę. Za wiarę w Boga był on torturowany, poniżany i więziony w stalinowskich obozach koncentracyjnych i więzieniach. Nawet tam nie ustawał w pełnieniu służby kapłańskiej”.
Przyszły duchowny urodził się w 1904 roku w Białowieży. Studiował teologię w Seminarium Duchownym w Wilnie, a następnie na Studium Teologii Prawosławnej na Uniwersytecie Warszawskim. O jego zdolnościach, ale także o poziomie nauczania na tych uczelniach, świadczy fakt, że biegle komunikował się w językach niemieckim, francuskim, rumuńskim. Znał grekę i łacinę i, oczywiście, rosyjski i polski, a z domu wyniósł białoruski.
O o. Konstantym pisaliśmy w Przeglądzie kilkakrotnie (m.in. w numerach 02/2005 i 05/2015). Dzięki inicjatywom nauczycieli i uczniów liceum białoruskiego w Bielsku Podlaskim, którzy zorganizowali szereg imprez – wystawa, uroczyste wieczornice – a także Doroteuszowi Fionikowi, kolejne etapy życia o. Konstantego są dość dobrze udokumentowane. Jednak by je poznać, trzeba sięgnąć do publikacji, a z tym nie tylko współczesna młodzież ma problemy.
Znacznie łatwiej obejrzeć spektakl teatralny. I także dlatego wyreżyserowana przez Joannę Troc sztuka zasługuje na szczególną uwagę i uznanie. Okazuje się, że nawet w krótkim czasie (spektakl trwa 45 minut) można wiarygodnie przedstawić osobę, w życiu której jak w soczewce skupiły się tragiczne losy (bieżeństwo, burzenie świątyń, represje i zabójstwa duchownych, zesłania i łagry) naszej Cerkwi w XX wieku.
Wiedza o losach, uwarunkowaniach i wyborach pokolenia o. Konstantego jest potrzebna, wręcz konieczna, dla zrozumienia obecnej sytuacji naszej Cerkwi. Wiedzę tę możemy czerpać z publikacji, ale teatr stwarza inną, polegającą na bezpośrednim oddziaływaniu na emocje widza, możliwość jej uzyskiwania. Pomysły inscenizacyjne Joanny Troc, przy bardzo ograniczonych środkach scenicznych, oddziaływują z wielką mocą. Chyba nikt z widzów nie pozostaje obojętny wobec przekazu o batiuszce łagierniku, ratującym w dzień Paschy drugiego współwięźnia.
„Ciężka była praca w kopalni, po czternaście-szesnaście godzin, bez dnia wolnego – przekazywała wspomnienia ojca jego córka Zoja, co w 2001 roku zapisała w PP Ałła Matreńczyk. O kąpieli nie było nawet co marzyć. Raz w tygodniu dostaniesz kubek z jakimś środkiem dezynfekcyjnym. Polewało się głowę, spłynęło trochę i na ciało. Tylko insekty nic sobie z mrozu nie robiły.
Dwa kubki pochlopki, 100 gram chleba – obozowa norma. We wrzątku pływały gdzieniegdzie zgniłe kartofle, chleb był z trocin. Gdy i jego zabrakło, musiała wystarczyć garść owsa do żucia. Ludzie z wycieńczenia padali.
Po trzech czy czterech latach o. Konstanty przeszedł zawał serca. Trafił do obozowego szpitala.
– Ty u nas tiepier felczerom rabotat’ budiesz – zaproponowali. Bo w szpitalu zorientowali się że ma medyczne wykształcenie.
O. Konstanty przystał na to z ochotą. Może wtedy zaczął sporządzać swoje zapiski? Z sześćdziesięciu tysięcy ludzi, którzy przewinęli się przez obóz, przeżyło czterysta osób – tak wynikało z jego obliczeń.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin
fot. Michał Skorbiłowicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token