Numer 11(401)    Listopad 2018Numer 11(401)    Listopad 2018
fot.
Mesjasz i pełnia czasu
Grzegorz Jacek Pelica
Z modlitwą i śpiewem wystąpiła Schola Duszpasterstwa Akademickiego i Symcha Keller z lubelskiej Jesziwy, a prowadzącym był o. Tomasz Dostatni OP. Dominikanin we wprowadzeniu do debaty przypomniał, że gdy w Lublinie w 1616 roku miały miejsce debaty między katolikami a Braćmi Polskimi, na zachodzie Europy trwały wojny religijne.

Mesjasz jest panem czasu
Pytanie o przełom czasu rabin Boaz Pasz połączył z judaistycznym rozumieniem pojęcia Mesjasz. Zanim jeszcze świat o tym pomyślał, już pojawił się Mesjasz (myśl lub zamysł zbawienia świata – GJP). To oznacza, że świat nie może istnieć bez Mesjasza. Nie chodzi o konkretnego w sensie fizycznym człowieka, ale raczej o koncept filozoficzny… Dlaczego my, którzy jesteśmy tak ograniczeni czasem, ciągle zajęci, szukamy wieczności? Żeby uczynić coś, co zostaje na zawsze (dzieci, wnuki, książka). Bo chcemy kontrolować czas. Bo jest on bestią, która nas atakuje. Najwyższy, Mesjasz, nie jest kontrolowany przez czas, bo On jest Panem czasu. On ma czas (było, będzie, jest). Spróbujmy żyć w ten sposób, jak On żyje. Żyć jakby nie było wczoraj ani jutro, nie ma dzisiaj. Chcemy żyć wiecznie, chcemy zmartwychwstawać. Teraz, od razu!
Przywołał też hagadę o błądzeniu po lesie, gdy człowiek, odpowiadając na pytanie napotkanego o drogę wie tylko tyle, że ta, którą sam przyszedł, nie jest dobra. Podobnie jest na targowisku konfesji, gdy widzimy „tylko swoją ofertę, a nie duchowość czy wieczność; mamy tylko różne sposoby sprzedaży. I wtedy o wszystkim decyduje …algorytm i ci, którzy wiedzą lepiej, co jest dobre dla ludzi. Duchowość tłumaczymy na algorytm i według tego zaczynamy żyć” – mówił rabin.

Czas wypełniony Bogiem
Arcybiskup Grzegorz Ryś rozpoczął od złożenia życzeń z okazji nowego roku, który niedawno rozpoczął się w kalendarzu żydowskim. Wyszedł od przypomnienia, że chrześcijanie od VI wieku mierzą czas ery Chrystusowej (przed Mesjaszem i po Mesjaszu): – W Nowym Testamencie ta nowa jakość jest opisywana słowem pełnia (Ga 4,4: Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał Syna swego…). Jezus mówił, rozpoczynając swoją działalność, że czas (kairos: moment, ta chwila – GJP) się wypełnił. Nawracajcie się, słuchajcie Ewangelii. Św. Antoni komentował to: „Czas jest pełny wtedy, gdy jest wypełniony Bogiem; czas bez Boga jest pusty”.
Z Jezusem Bóg wszedł w ludzką historię najpełniej. Po Chrystusie historia biegnie inaczej. I o swoim życiu mówimy przed spotkaniem Chrystusa i po spotkaniu z Nim (kairos zmienia wszystko, bo Go spotkałem i idę za Nim – GJP). Nie jest tym samym dla mnie: znać Go i nie znać Go! – podkreślił mówca. Przypomniał, że Kaplicę Zygmuntowską na Wawelu (gdzie przez cztery lata służył arcybiskup) zbudowano po to, aby w niej codziennie – niezależnie od okresu liturgicznego – była śpiewana Msza roratna. – Po to, by nam uświadomić, że nigdy nie kończy się nasze czekanie. Bo jesteśmy ludźmi, którzy żyją nadzieją. Ona zawiera dwa rozumienia czasu: chronos (czas, który biegnie) i kairos (chwila). Ta chwila jest pełna przeszłości i nadziei. Dlaczego? Bo wiemy, że Jezus jest tu obecny. Ta chwila jest pełna treści, która przychodzi do nas z naszej przeszłości, historii. Czas Liturgii czyni nas uczestnikami wydarzeń przeszłych, które stają się obecne w naszym życiu; trzeba być z Jezusem od Jego wejścia do Jego wyjścia. Jak to zrobić? Trzeba żyć Liturgią – odpowiadał arcybiskup Ryś rabinowi.
– Historia jest czasem, w którym Bóg stał się najważniejszym aktorem i Stwórcą. Bóg jest obecny w naszej historii od Abrahama… Ale potrzebna jest też pamięć zbawienia, bo można mieć historię i jej nie pamiętać. Historia staje się naszą pamięcią. Co ta pamięć z nami zrobi? Nasza historia zbawienia jest naszą pamięcią zbawienia – konkludował łódzki metropolita, przypominając że nadzieja jest swoistym napięciem i świadomością, że „Bóg się w pełni zaangażował w ludzki czas, ale człowiek się zupełnie nie zaangażował w spotkanie z Nim”, bo Bóg przeprowadza swój lud, a człowiek wywołuje np. wojny światowe. Mimo to Bóg wypełnia go nadzieją, prowadzi, przekształca, jest wierny. Szczególnie wyczuwamy to wtedy, gdy czytana jest Apokalipsa. Bo apokalipsa to nie katastrofa, lecz odsłonięcie czegoś, co jest zasłonięte, czyli pełni czasu. Bóg, który wszedł w historię ludzką, jest zasłonięty tym, jak żyjemy. Dlatego pytają ludzie: gdzie jest ten Bóg, gdzie był Bóg, gdy działo się to czy tamto. Może dlatego tyle zła wylewało się wśród ludzi przed okrągłym rokiem tysiącznym. Gdy wszędzie toczą się wojny, wylewa się zło i śmierć, możemy „sobie zaradzić” czytając Apokalipsę. Bo gdy nawet nie ma nadziei, ostatni głos należy do Boga. Jan Hus zauważył, że zła już tyle narosło, że człowiek nie może mu zaradzić, a wtedy przychodzi On. I to jest ta chrześcijańska nadzieja. Pan przyjdzie i zacznie wszystko na nowo.

Między judaizmem
a chrześcijaństwem
Rabin Boaz przypomniał pytanie, które stawiają mu często media – jaka jest różnica pomiędzy judaizmem a chrześcijaństwem? – Udzielałem kilkunastu odpowiedzi, ale mój rabin zawsze powtarzał: jeżeli masz więcej niż jedną odpowiedź na to samo pytanie, to znaczy, że nie masz dobrej odpowiedzi. Ja też jestem grzesznikiem, ale u nas nie wolno się z nich spowiadać człowiekowi. Grzech to nasza wina, moja i Jego. Bo On też jest trochę winien, dając mi na przykład siłę, aby grzeszyć.
Rabin Boaz wyjaśniał, że Bóg według starotestamentowego pojmowania ma pewien współudział w ludzkim grzechu i nie jest bez winy (ma to swoje konsekwencje w chrześcijaństwie – Chrystus bierze na siebie nasze grzechy i pozwala się za nie ukrzyżować – GJP).
I nie powinno się za dużo mówić o grzechu (anglosaski mnich św. Beda Czcigodny mawiał: Gdy człowiek wypowie swój grzech, to już doświadcza wyzwolenia; póki go nie wypowie, grzech go trzyma w ryzach).
Dzisiaj ludzie mają wręcz skłonność do nadmiernego otwierania się, ale i tak ukrywają to, co jest istotą ich problemu. Prawdziwy zaś Kościół nie zostawia grzesznika z jego grzechem i dlatego mówimy „my”, ale w odniesieniu do nas, grzeszników w Kościele. Gdy nie chcę wziąć odpowiedzialności za grzech drugiego, to zrywam logikę Chrystusa: moja wina za grzechy ludzi. Jest Święty, ale bierze mój grzech na siebie – mówił arcybiskup Grzegorz Ryś.
– Ale to nawet nie jest mój grzech, że Żydzi 2000 lat temu zabili Jezusa – ripostował rabin Pasz. – Wystarczy mi moich własnych grzechów. Ale też nie mogę się zajmować tylko grzechem. Gdy mi mój rozmówca wytłumaczy, co to jest miłość, prawda, Mesjasz, Bóg, to ja wytłumaczę mu, co to jest wieczność. To są pojęcia niedefiniowalne przez człowieka. Tak doświadczamy wieczności! – podkreślił rabin Boaz.
– Wierzymy, że Bóg wcielił się w Jezusie Chrystusie i to jest ta różnica. Tych różnic nie jest za dużo, bo z was wyrastamy – odpowiedział arcybiskup Ryś, podkreślając różnicę między Stwórcą a stworzeniem. – Życie wieczne nie polega na życiu nieustającym tutaj, tylko na tym, że jest czymś jakościowo innym, jest życiem Boga, ale do tego trzeba żyć poza czasem.
Dorastamy do wieczności, kiedy wypełniamy się Bogiem; gdy odsłaniamy przed Bogiem wszystkie sfery naszej osobowości: „Dokąd we mnie jest zło, dotąd nie jestem w pełni przynależności do wieczności”.
W dyskusji zabrał głos m.in. ks. prof. Andrzej Szostek, pytając o tradycję oczekiwania na Mesjasza i cytując Prolog z Ewangelii św. Jana, który mówi, że Mesjasz-Logos był na początku i od wieków.
– Niektórzy odpowiadają tak: Mesjasz jeszcze nie przyszedł, bo osioł, na którym ma przyjechać, jeszcze nie został stworzony. Osioł, czyli po hebrajsku fizyczność, materia. Mesjasz, który jest duchowy, nie przychodzi, bo materialność jeszcze nie jest na to przygotowana. Na razie więc czekamy na osła – z lekkim humorem zakończył rabin.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Grzegorz Jacek Pelica
fot. autor

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token