Numer 11(401)    Listopad 2018Numer 11(401)    Listopad 2018
fot.
Płacz, ale cicho
Aleksy Kordiukiewicz
Św. biskup Teofan Zatwornik w liście do męża jego umierającej siostry pisał: „Że umiera – to nic niezwykłego. W ślad za nią i my pójdziemy tą samą drogą. To ogólna droga nas wszystkich. Lecz mimo to śmierć poraża wszystkich i do wszystkich umierających odnosimy się tak, jakby umarli niespodziewanie.
Będziesz dalej wychowywał i urządzał dzieci, a ona odejdzie. Zaś tam wszystko co potrzebne i możliwe, przygotuje do spotkania ciebie. Bądź mężem silnym. Wytęż siły i bądź mężny. Przecież ona sama nie umrze; ciało umiera, a osoba umierającego pozostaje. Przechodzi tylko do innego porządku życia. W ciele leżącym pod świętymi ikonami i potem wynoszonym, jej nie ma i do mogiły jej nie chowają. Ona jest gdzie indziej. Tak samo żywa, jak i teraz. Przez pierwsze godziny i dni będzie obok ciebie. Tylko nie przemówi i zobaczyć jej też nie można, ale będzie tutaj. Pomyśl o tym. My, którzy pozostajemy, płaczemy nad tymi, którzy odeszli, a im od razu lżej: tamten stan jest szczęśliwszy. Ci, którzy umierali i wracali później do ciała, uznawali je za bardzo niewygodne mieszkanie. I ona będzie to czuła. Jej tak lepiej, a my zadręczamy się, jakby stało się z nią jakieś nieszczęście. Ona zaś patrzy i pewnie się dziwi.
Zawsze byłem takiego zdania, że po umarłym nie żałobę należy przywdziewać, lecz świąteczne ubrania i nie smutne śpiewać pieśni, lecz odprawiać dziękczynny molebien. U nas wszystko odwrócone do góry nogami. Że ciału umarłego należy oddać jakiś hołd, to jak najbardziej słuszne. Lecz dlaczego u nas do tego ciała zwracają się, jak do żywej osoby? Dziwić się trzeba. U Pana wszyscy żywi...
W celu podkreślenia nieszczęścia myślimy: umarł, zabrakło... A on i nie zamierzał przestawać być... I wszystko jest tak samo, jak było wczoraj, w przededniu śmierci. Tylko jemu gorzej było, a teraz jest lepiej. Że jego nie widać, to nie strata. Przecież bywa tutaj... Odchodzący poruszają się szybko, jak myśli...
My, chrześcijanie, nie płyniemy do nieznanego. Dlatego więc – jeżeli kogoś nie obciążają grzechy śmiertelne – bez wątpliwości wierzymy, że drzwi Królestwa są przed nim otwarte. Jeśli zaś do tego dołączyć jakieś dobro i jakieś ofiary w intencji Pana, to tym bardziej wątpliwości nie powinny mieć miejsca w sprawie błogosławionego udziału odchodzących...
Dlaczego, napatrzywszy się na umarłe ciało, jak ono niepiękne, nieurokliwe, wyobrażamy i samego umarłego takim, jak jego ciało? To samo oszustwo i rozdziera serce... Później przyjdzie do głowy wilgotna mogiła, ciemna... A on, umarły, w jasnym miejscu, w stanie pełnej radości.
Płakać lub jeszcze coś? Myślę, że należy cieszyć się za zmarłego. Chwała Ci, Panie! Nie będzie już więcej męczyć się na tej nudnej i skąpej dla wszystkich ziemi. Być może trzeba popłakać za siebie? Nie trzeba... Dużo już tutaj zostało? Któregoś dnia i sami tam pójdziemy...”.
Warto przytoczyć tu jeszcze fragment innego listu władyki
Teofana: „Nie umiem płakać po odchodzących, gdy jestem przekonany, że odchodzą do Pana. Jak martwić się, gdy oni się cieszą? Jeżeli nas widzą (a przecież widzą), to jak im niemiło widzieć nasze łzy! Powiedziałbym, że płaczemy nad sobą, że ich tracimy, i to nie jest dobre. Albowiem oni nie przestają być bliskimi nam, tylko niewidocznie, zamiast widocznego... stają się nam jeszcze bliżsi. Albowiem byt widoczny jest rozdzielony przestrzenią, a niewidzialne skraca odległości... Pojmując tak sprawę, nigdy nie płaczę i nie martwię się o umarłych... To od czasu śmierci taty i mamy. Umarli w przeciągu dwóch tygodni jedno po drugim... Gdy dowiedziałem się o tym... jaka przygniotła mnie ciężka i mroczna chmura! Lecz w tymże momencie przyszły myśli jasne i całą ciemność rozpędziły... Ucieszyłem się, i ani łezki... Wierzę, że podsunął mi to Anioł Stróż. Od tej pory, dzielę się tą wiarą ze wszystkimi”.
Zacytowane powyżej teksty odnoszą się w zasadzie do wszystkich najważniejszych problemów związanych ze śmiercią i na nich można byłoby nawet zakończyć ten artykuł. Spróbujemy jednak rozwinąć kilka szczególnie istotnych kwestii.
Spotkanie ze śmiercią wstrząsa całym jestestwem człowieka. Nikolas Vasiliadis w książce „Misterium śmierci” pisze: „Jakże ma nie wybuchnąć płaczem człowiek, widząc swojego bliskiego, przekształconego nagle albo po długiej chorobie i męczącej agonii w zimnego, pozbawionego życia trupa, nieruchomego i pozbawionego oddechu, głuchego na jęki żywych i obojętnego na łzy?” Człowiek nie może nie żałować śmierci bliskiego. „Sam Chrystus wskazał to, gdy zapłakał nad Łazarzem. Postępuj tak i ty: płacz, ale cicho, tak jak przystoi, z bojaźnią Bożą” – powiada św. Jan Złotousty. Chrystus widział wszystkie klęski człowieczeństwa w tym jednym człowieku i straszne znaczenie śmierci. Widział przed sobą wszystkich lamentujących i wszystkie mogiły. To nad nami zapłakał, a łzy pokazują Jego troskę o każdego człowieka.
Cerkiew nie zabrania nam opłakiwać umarłych. Łzy przynoszą ulgę i łagodzą ból, zaś tłumiony usilnie smutek może doprowadzić tylko do problemów ze zdrowiem i kondycją psychiczną. Nasza Cerkiew nie pomniejsza smutku śmiertelnego i nie podejmuje żadnych prób, aby ukryć bolesną rzeczywistość śmierci. Trumna pozostaje otwarta podczas Liturgii i obrzędu pogrzebowego (otpiewanija). Kiedy najbliżsi podchodzą, aby ostatni raz pocałować zmarłego, dla wielu jest to na pewno bardzo smutna i trudna chwila. „Weselcie się z tymi, którzy się weselą. Płaczcie z tymi, którzy płaczą” – naucza apostoł Paweł i wzywa do zgodności we wzajemnych uczuciach (Rz 12,15). W tym płaczu nie wolno jednak popadać w przesadę.
Warto więc streścić główne myśli o pobożnym zachowaniu wobec śmierci, zawarte we wspomnianej wyżej książce Nikolasa Vasi-
liadisa.
1. Św. Jan Złotousty z szacunkiem wyrażał się o poganach rozpaczających i płaczących w obliczu śmierci. Nawet oni, nie wiedząc nic o Zmartwychwstaniu, pocieszają się wzajemnie słowami „Znoś mężnie to, co się zdarza, bo płaczem nie sposób tego ani zmienić, ani poprawić. A ty, wysłuchawszy najwyższych nauk i prawd, czyż nie wstydzisz się być bardziej małoduszny niż poganie? Nie mówimy ci: znoś to mężnie, bo tego, co się zdarza, nie sposób odmienić; mówimy: znoś to mężnie, bo zmarły niewątpliwie zmartwychwstanie”.
2. Nadmierne łzy i lamenty obrażają Bogoczłowieka, który zwyciężył śmierć. Św. Jan Złotousty pyta; „Czemu płaczesz na próżno? Śmierć nie jest niczym innym niż snem. Dlaczego użalasz się i szlochasz?”. Nadmierny żal, płacz i lamenty zrównują wierzącego z niewierzącym. A przecież jest oczywiste, że zmarli zmartwychwstaną.
3. Bazyli Wielki pisał: „Pociesz się, bowiem to, co się nam przydarza, nie zdarza się bez zgody Bożej Opatrzności, poza Jej mądrym i zbawiennym planem. Tak więc to, co się stało z nami, stało się z woli Tego, który nas stworzył. A kto może przeciwstawić się woli Boga? Znieśmy więc wszystko, co nas dotknęło. Żalem nie poprawiamy tego, co się stało, a nadto gubimy samych siebie”. Zatem śmierć daje nam szansę pokazania różnicy między nami a niewierzącymi, daje szansę wykazania się chrześcijańskim męstwem, pokazania miłości do Boga.
4. Ojcowie Cerkwi nauczają, że każdy, kto nadmiernie użala się i płacze z powodu śmierci swoich bliskich, walczy sam ze sobą. Wszak swoimi łzami i lamentami wywołuje w sobie burzę, podczas gdy zmarły „kieruje się do przystani spokoju”. Przeszedł do życia, w którym nie ma żadnego zła. Ponadto nadmierny żal hańbi zmarłego, a żywych skłania do lęku i drżenia przed śmiercią. Pobudza ich do ganienia szczodrobliwego Boga za to, jakoby przyczynił ludziom wiele zła. Św. Jan Złotousty uważa, że nadmierne łzy, żal, jęki i rwanie włosów z głowy nie przynoszą honoru odchodzącemu, lecz są skrajnie obraźliwe. Chwałę przynoszą mu święte pieśni, psalmy i dobre życie odprowadzających. Jeżeli bowiem odchodzący do innego życia żył pobożnie, to odejdzie z aniołami, choćby nikogo nie było przy jego ciele. Zaś człowiek rozwiązły, choćby go odprowadzało i całe miasto, nie będzie miał z tego żadnego pożytku.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Aleksy Kordiukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token