Numer 11(401)    Listopad 2018Numer 11(401)    Listopad 2018
fot.
Odeszła Matuszka Eudokia
Dorota Wysocka
30 września, w Hajnówce, odeszła Matuszka Eudokia, w życiu świeckim Halina Lachocka, monachini w miru, czyli żyjąca poza monasterem.
Urodziła się w 1935 roku na Polesiu, gdzie proboszczem kilku prawosławnych parafii był jej ojciec, o. Eugeniusz. Wśród przodków miała wielu duchownych, także w rodzinie mamy, matuszki Julii z domu Maksymowicz. Duchownym został, po latach świeckiej pracy, także młodszy brat mamy, z którym wychowywała się wspólnie po tragicznej śmierci dziadka, proboszcza innej poleskiej parafii, i babci.
Rodzina Lachockich z końcem wojny opuściła Polesie, zatrzymując się na Chełmszczyźnie, w bardzo dramatycznym dla niej okresie, potem w Krakowie, z którym związała się na stałe. O. Eugeniusz otrzymał misję zakładania parafii na Ziemiach Zachodnich (wrócił w 1962 roku i został proboszczem krakowskiej parafii), bliscy zostali w mieście, gdzie mama dostała pracę w chórze filharmonii, a Halina ukończyła technikum budowlane (tata jej zawsze powtarzał, że przede wszystkim trzeba mieć fach w ręku), potem studia na Politechnice Krakowskiej. Inżynierskie przygotowanie wykorzystała w niewielkim stopniu, za najważniejszy etap swojego życia zawodowego uznając pracę jako tłumaczka na budowie elektrowni atomowej w bułgarskim Kozłoduju.
Bułgarskiego nauczyła się sama, podobnie jak kilku innych języków. Całe życie ciągnęło ją do humanistyki, spełniała się w pracy nad tłumaczeniami, zwłaszcza po roku dwutysięcznym, gdy przekładała książki Heleny Połońskiej i o. Sergiusza Bułgakowa. W Krakowie uczyła też przyszłych duchownych rzymskokatolickich i greckokatolickich języka cerkiewnosłowiańskiego.
Hajnowski etap życia rozpoczął się w latach dziewięćdziesiątych, gdy podjęła się pracy jako katechetka w tamtejszych szkołach. Początkowo dojeżdżała na zajęcia z Krakowa, potem wraz z mamą osiedliła się na stałe, kupując mieszkanie i niewielki drewniany domek, w którym urządziła kapliczkę, wyświęconą przez władykę Mirona. Tam grupa wiernych spotykała się na modlitwach i spotkaniach z duchownymi, organizowanych najpierw przez matuszkę Julię, potem przez nią.
O wyborze drogi mniszej myślała od dawna, czemu zapewne sprzyjała pobożna atmosfera domu i rodzinne tradycje. Nie chciała jednak iść do monasteru, pociągała ją rola monachini w miru, żyjącej między ludźmi. Wzorem dla niej była Helena Połońska, wybitna astronom, wychowana i wykształcona w II Rzeczypospolitej, która tuż po zakończeniu wojny repatriowała się, jako Rosjanka, do Związku Radzieckiego i tam przyjęła postrzyżyny, nie przerywając pracy naukowej.
Starzec Ilja z położonego obok Pustelni Optyńskiej żeńskiego monasteru Szamorodino radził jej wstrzymać się z tym, dopóki opieki wymaga jej mama. Kiedy zmarła, pojechała tam raz jeszcze, a starzec zarządził: Za trzy dni postrzyżyny. Nie było czasu wracać do Polski, na miejscu, pospiesznie, szyła szaty. – Tak byłam przejęta, że nawet nie pomyślałam, że powinnam zwrócić się o błogosławieństwo do metropolity Sawy – tłumaczyła.
Choć nie żyła w monasterze, nie przestała służyć Cerkwi i prawosławnej społeczności. Wciąż organizowała spotkania, pielgrzymki do Ziemi Świętej, kręciła filmy wideo, wkrótce pochłonęła ją praca translatorska.
Pierwszą książką były wspomnienia Heleny Połońskiej „Modlitwa otwiera niebo”, wydana przez białostocki Orthdruk, krakowskie wydawnictwo Homo Dei opublikowało „Dziennik duchowy” o. Sergiusza Bułgakowa, przygotowała, choć nie ogłosiła drukiem, książkę Heleny Połońskiej, poświęconą jej duchowemu mistrzowi. Także na łamach PP zamieściła kilka artykułów, wspomnienia o swoim ojcu i o Helenie Połońskiej, którą znała osobiście.
Jej postać stała się dla niej pod koniec życia najważniejsza. Matuszka Eudokia marzyła o jej kanonizacji, podjęła się zadania gromadzenia materiałów, poświęconych jej życiu, do wykorzystania przez przyszłą komisję kanonizacyjną. Nie robiła tego w pojedynkę, znowu skupiła wokół siebie grono zainteresowanych. Miała udział w przypomnieniu postaci uczonej i mniszki na jej rodzinnym Wołyniu, we wsi Sielec, niedaleko monasteru w Zimnem. Dostępne w Polsce materiały dotyczące Połońskiej zostały skompletowane, ale prace kanonizacyjne się nie rozpoczęły.
W ostatnim okresie życia Matuszka, od dłuższego czasu nie najlepszego zdrowia, czuła się szczególnie źle. Trafiła do szpitala i tam zmarła.
Uroczystości pogrzebowe odbyły się w soborze Świętej Trójcy, w rycie mniszym, po czym trumnę przewieziono do Telatycz, gdzie spoczęła obok swoich rodziców, przy cerkwi, w której w 1906 roku brali ślub jej dziadkowie.

Dorota Wysocka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token