Numer 12(402)    Grudzień 2018Numer 12(402)    Grudzień 2018
fot.Adam Bogdan
Mamy nadzieję że Moskwa się opamięta
tłum. Ałła Matreńczyk
BBC: – Czy pojawi się na Ukrainie autokefaliczna, niezależna prawosławna Cerkiew?
Arcybiskup Hiob: – Bez wątpienia, ponieważ takie jest postanowienie patriarchatu ekumenicznego.
– Kiedy to się stanie?
– Nie chciałbym snuć żadnych prognoz. Najważniejsze, że decyzja zapadła, a jej realizacja wymaga określonych procedur.
– Dlaczego decyzja nie zapadła powiedzmy w 2008 roku, kiedy już dość dużo mówiło się o ukraińskiej autokefalii?
– Wpłynęły na to różne czynniki. Proces rozpoczęło zwrócenie się Rady Najwyższej z prośbą o nadanie autokefalii w 2016 roku. Potem do Stambułu przyjeżdżali państwowi i cerkiewni urzędnicy, po Wielkanocy prezydent Poroszenko, co spowodowało, że proces przybrał na sile. Trzeba zrozumieć, że w prawosławnej Cerkwi granice administracji cerkiewnej pokrywają się z granicami administracji państwowej, ziemskiej – to nie ja wymyśliłem i nie patriarcha Bartłomiej, to twierdzi XVII kanon IV Soboru Powszechnego. Dlatego, kiedy pojawia się nowe państwo – nie musi, ale może prosić o autokefalię dla swojej Cerkwi.
– Wasi oponenci z Ruskiej Cerkwi Prawoslawnej (RCP) mówią, że pod omoforem aleksandryjskiego patriarchatu znajduje się obecnie ponad 50 państw Afryki i jeśli każdemu z nich przyznać autokefalię, to patriarchatów będzie więcej niż członków ONZ.
– Powtarzam, to nie jest obowiązkowe. W patriarchacie aleksandryjskim każda metropolia, tzn. każda diecezja zorganizowana jest w ramach jednego niezależnego państwa. Ale jeśli państwo nie chce autokefalicznego ustroju Cerkwi, ma do tego prawo (…).
– Od przedstawicieli RCP można usłyszeć, że postęp w zakresie ukraińskiej autokefalii to wynik zwykłego ludzkiego rozżalenia patriarchy Bartłomieja na to, że patriarcha Kirył zignorował dzieło całego jego życia i nie wziął udziału w panprawosławnym soborze na Krecie. Na ile to prawda?
– Zgodnie ze świętymi kanonami, którymi kieruje się Cerkiew, hierarcha, który cieszy się autorytetem i ma obowiązek zwoływać sobór, ma też prawo ukarać biskupów, którzy z bezpodstawnych przyczyn na nim się nie zjawili. Gdyby patriarcha Bartłomiej obraził się na patriarchę Kiryła, mógłby nałożyć na niego kanoniczną karę za to, że nie zjawił się na wielkim soborze, chociaż obiecał to w cerkwi w Chambesy w styczniu 2016 roku.
Patriarcha Bartłomiej na niego takiej kary nie nakładał, a kiedy patriarcha Kirył zechciał spotkać się z patriarchą ekumenicznym na Fanarze 31 sierpnia 2018 roku, patriarcha nie tylko pozytywnie odniósł się do tego życzenia, ale i go przyjął. I, jak się mówi, odbyło się to w bratniej atmosferze. (...)
– Czy uważacie hierarchów i duchownych RCP za swych braci, mimo że przerwali z wami łączność eucharystyczną?
– Konstantynopolitańska Cerkiew nie przerwała z nimi łączności. Cerkiew prawosławna jest jedna, dlatego wszyscy jesteśmy współbraćmi.
– Ukraińskie społeczeństwo po raz pierwszy dowiedziało się, że autokefalia jest bliska, w kwietniu tego roku, kiedy Rada Najwyższa z inicjatywy Petra Poroszenko przegłosowała zwrócenie się w tej sprawie do patriarchy ekumenicznego. Kiedy zaczął się ten proces?
– Wszyscy prezydenci Ukrainy, oprócz Janukowycza, odwiedzali Fanar, katedrę patriarchy ekumenicznego. W archiwach patriarchatu jest wiele materiałów poświęconych ukraińskiemu prawosławiu w XX wieku, tak że dla Fanaru ukraińska kwestia nie pojawiła się przedwczoraj, była analizowana przez dziesięciolecia.
Faktycznie, aktywniej Fanar zaczął się tym zajmować, kiedy nadeszła prośba Rady Najwyższej w 2016 roku.
W każdym kraju parlament składa się z deputatowanych, którzy wybierani są przez naród, podobnie jest w każdej demokracji. I każdy deputowany to głos swego narodu. Tak więc, kiedy większością głosów Rada Najwyższa zwróciła się do patriarchatu ekumenicznego, to znaczy że większość ukraińskiego narodu zwróciła się do patriarchatu z prośbą o przyznanie autokefalii.
Od tego czasu patriarchat zaczął rozpatrywać kwestię szczegółowiej. A ostatnim etapem była oczywiście wizyta prezydenta Poroszenki na Fanarze w kwietniu tego roku (…).
– Czy patriarchat ekumeniczny, inicjując ten proces, miał świadomość ryzyka radykalnego pogorszenia stosunków z Moskwą?
– Oczywiście. W latach 90., kiedy nastąpiło odrodzenie autonomicznej cerkwi w Estonii, Moskwa przerwała eucharystyczną jedność z Konstantynopolem, dlatego, oczywiście, reakcje Moskwy są zrozumiałe i spodziewaliśmy się ich. Ale nie możemy bać się pogróżek i pozostawać obojętni na zbawienie milionów ludzi tylko dlatego, że komuś się to nie podoba. Wszyscy powinni zrozumieć, że trzeba znaleźć wyjście z tej sytuacji. I tutaj mowa jest nie o interesach Konstantynopola czy Moskwy, lecz o zbawieniu milionów prawosławnych na Ukrainie, tutaj patriarchat ekumeniczny niczego nie zdobywa. Gdyby patriarchat chciałby cokolwiek zdobyć, mógłby powiedzieć: mamy prawo odtworzyć metropolię, która istniała w Kijowie do końca XVII wieku. Ale Konstantynopol tego nie chce. Chce podarować Ukrainie autokefalię, żeby miała własną Cerkiew.
Z drugiej strony Moskwa w zasadzie niczego nie traci, ponieważ ustrój istniejący dotychczas w Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu był faktycznie ustrojem autokefalii, a Cerkiew prawosławna na Ukrainie, która zostanie uznana przez patriarchat ekumeniczny za autokefaliczną, będzie nadal mieć łączność z innymi lokalnymi Cerkwiami.
I dzisiaj nie mogę zrozumieć: jeśli Konstantynopol jest gotów dać ukraińskiej Cerkwi status autokefalii, dlaczego biskupi Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu chcą zachowywać tę łączność z moskiewskim prestołem.
– Przedstawiciele RCP podkreślają, że Moskwa jest najliczniejszą Cerkwią na świecie i że swoją decyzją patriarcha Bartłomiej pozbawia się statusu duchowego przywódcy trzystumilionowej rzeszy wiernych. Że przynajmniej 150 mln prawosławnych nie będzie go uważać za swego zwierzchnika i że patriarcha Bartłomiej faktycznie doprowadza do upadku swego autorytetu i raskołu prawosławnej wspólnoty.
– Po pierwsze, w Cerkwi nie ma kryterium liczebności. W historii chrześcijaństwa nigdy Cerkwi nie dzielono na duże i małe. Każda jest ciałem Chrystusa w danym miejscu, dlatego nieważne, ile osób mieszka w tym miejscu, najważniejsze, że w tym miejscu jest obecny Chrystus i jest obecna Jego Cerkiew.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

tłum. Ałła Matreńczyk

Arcybiskup Hiob (Gecza) jest jednym z czołowych znawców kwestii ukraińskiej ze strony patriarchatu ekumenicznego. Od ponad dziesięciu lat obserwuje proces rodzenia się „ukraińskiego tomosu”. Ukrainiec z pochodzenia, urodzony w Kanadzie, nieraz bywał na Ukrainie i w imieniu Konstantynopola prowadził rozmowy zarówno z przedstawicielami świeckiej władzy, jak i Cerkwi niekanonicznych. Wywiad ukazał się 2 listopada w rosyjskojęzycznej sekcji BBC.
Skróty pochodzą od redakcji PP.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token