Numer 12(402)    Grudzień 2018Numer 12(402)    Grudzień 2018
fot.Adam Bogdan
Rekonstrukcja ruin?
Wasilij Anisimow
O zaturkanym narodzie

A tu we wszystkich kanałach uderzyli w podniosłe tony: hura, hura, chwała Ukrainie, powracamy do złotego wieku państwowości, do jej cerkiewnych atrybutów! A jaki to „złoty wiek”? Oczywiście, Poroszenko miał na myśli nie kraj swego imiennika – Piotra Wielkiego, też Aleksiejewicza, wzorzec 1718 roku, a kresy Rzeczypospolitej przed 1686 rokiem, przed przekazaniem kijowskiej metropolii konstantynopolitańskiego patriarchatu Ruskiej Cerkwi. Wówczas żadne państwo Ukraina, z jego atrybutami, po prostu nie istniało. Była, oczywiście, lokalna Cerkiew – konstantynopolitańska, w postaci kijowskiej metropolii, 83 pod względem statusu w patriarchacie, znajdująca się też w ruinie.
Upadek państwa był wywołany rusko-polską wojną, która rozpoczęła się zaraz po ponownym zjednoczeniu Rusi przez Bohdana Chmielnickiego, wojną, która wymęczyła obie strony. Zawarto rozejm andruszowski, lewy brzeg Dniepru i Kijów przechodziły do Moskwy, która zapłaciła Polakom za lewy brzeg milion złotych, po czym wykupiła Kijów za 146 tys. rubli. Centrum obecnego naszego ukraińskiego wszechświata – Winnica, Kamieniec i całe Podole – należały do Turcji, od Czerkas po południowe morza panował Krymski Chanat. Geograficznie państwowość, powiedzmy to wprost, nie miała się o co zaczepić.
Tragedia polegała na tym, że walki potężnych mocarstw odbywały się na naszym terytorium, aktywny w nich udział brali kozacy. Walczyli razem z Ruskimi przeciwko Polakom, Turkom i Tatarom, razem z Tatarami przeciwko Polakom i Ruskim i razem z Polakami przeciwko Tatarom i Ruskim. Czasami mieliśmy jednocześnie trzech hetmanów i kozacy bili się po obydwu stronach. Panowie walczyli, ludziom czuby skwierczały. Weźmy siedemnastowieczny Kaniew Szewczenki – w 1625 roku został spalony przez Tatarów, w 1630 przez Polaków, a w 1678 roku wzięty szturmem przez Tatarów i Kozaków Jerzego Chmielnickiego, mieszkańcy skryli się w Uspienskim Monasterze, gdzie mimo to zostali spaleni razem z obitielą. I podobną historię mają wszystkie nasze stare sioła i miasta, z Kijowem włącznie.
Katastrofalna była też sytuacja demograficzna. Podstawą gospodarki Osmańskiego Imperium i Krymskiego Chanatu było niewolnictwo, państwa te dostarczały na rynki Krymu i Turcji corocznie tysiące chrześcijan – niewolników. W Turcji utrzymało się to do końca XIX wieku. Są dane, że np. w 1688 roku wywieziono 70 tys. niewolników. Dla porównania ludność Kijowa w końcu XVII wieku wynosiła 10-12 tysięcy. Uważa się, że Tatarzy i Turcy łącznie wzięli do niewoli od jednego do trzech milionów mieszkańców Rzeczypospolitej i ruskiego cesarstwa. Krymscy Tatarzy byli w tamtych czasach nie obrońcami prawa, a zahartowanymi wojami, zburzyli i Kraków, i Moskwę, i Wilno, ziemie obecnej Ukrainy były korytarzem przejściowym. Kozackie kroniki piszą o corocznych tatarskich najazdach, przy czym Tatarzy przychodzili jak do ogrodu, ziemia zamarzła albo podeschła – i cała naprzód, po zdobycz. Zabierali wszystko, co urosło – ludzi, konie, owce, krowy, inną żywność, skazując jednych na ciężką pracę i zagładę w niewoli, innych na głodową śmierć. Kres tej wielowiekowej grabieży i niewoli położyła Katarzyna Wielka, która wypędziła Turcję za Morze Czarne i włączyła Krymski Chanat do Rosji.
Tę epokę sprzed trzystu lat ruiną, w ślad za kronikarzem Samowidcem, nazwał Mikołaj Kostomarow. W mowie o narodzie pojawił się przymiotnik zaturkany – zduszony, zagnany, zastraszony. Taki był nasz naród poroszenkowskiego „złotego wieku”.

Szerokie morze łez i krwi
Powróćmy teraz do cerkiewnych „atrybutów” tych czasów. Jak wiadomo, w 1596 roku wszyscy biskupi konstantynopolitańskiej kijowskiej metropolii Rzeczypospolitej z konstantynopolitańskim kijowskim metropolitą Michałem Rogozą bez macierzystego tomosu przeszli pod władzę Rzymu, zdradzili prawosławie i razem z katolicką władzą ogniem i mieczem zaczęli wprowadzać unię. Rozpoczęła się najkrwawsza epoka w historii obecnej Ukrainy, kiedy – jak pisał Taras Szewczenko – wylano „szerokie morze łez i krwi”, z niezliczonymi kozackimi powstaniami i powszechnym zniszczeniem… Kniaź Konstanty Ostrogski potrafił przywrócić do prawosławia dwóch biskupów, ale walec unii był już bezlitosny i do 1620 roku w Rzeczypospolitej nie został ani jeden prawosławny biskup. A gdzie nie ma biskupa – nie ma i Cerkwi. Trzeba podkreślić, że konstantynopolitańska metropolia w polsko-litewskim państwie zdegradowała się do takiego stopnia, że oprócz zaporoskich kozaków (istnych rozbójników, według Polaków) bronić jej nie było komu.
Oni to ze swoim hetmanem Petrem Sahajdacznym wzięli pod opiekę powracającego w 1620 roku z Moskwy jerozolimskiego patriarchę Teofana, który odbudował prawosławną hierarchię w Rzeczypospolitej. Zresztą i Teofan, i nowi biskupi zostali okrzyknięci przez władze tureckimi szpiegami. Prawosławie stało się legalne dopiero po trzynastu latach, ale prześladowania mimo wszystko nadal trwały.
Niewielkie ulgi uzyskał swiatitiel Piotr Mohyła, wybitny kijowski metropolita. W 1647 roku w swoim testamencie pisał, że upadek wiary w narodzie ruskim wynika z braku wykształcenia i upadku, w jakim przebywały prawosławne świętości. Założył w Ławrze drukarnię, utworzył słynną kijowsko-mohylańską akademię, odbudował kilka kijowskich świątyń. Pomoc swiatitiel otrzymywał nie z Konstantynopola, a od moskiewskich kniaziów, którym przekazał moszczi św. równego apostołom kniazia Włodzimierza, „ich dziadka”, wzywając monarchów do odrodzenia starożytnej stolicy swoich przodków.
Zresztą już w 1648 roku litewski książę Radziwiłł zburzył Kijów nie gorzej niż Batu-chan – miasto przez dziesięć dni grabiono, spalono dwa tysiące domów, ograbiono wszystkie cerkwie, spalono ikony i knigi starowiecznyje, zdjęto nawet dzwony i wywieziono na Litwę. Okrucieństwo i barbarzyństwo katolickich władz i unii tłumaczono tym, że traktowali prawosławie jako herezję i nieustannie niszczyli duchową spuściznę naszego narodu. Dlatego też w Kijowie nie zachowały się ani starożytne rękopisy, ani ikony, chociaż istniały tu szkoły ikonopisania i kronikarska. Swoją historię, podobnie jak i wszystkie kijowskie zabytki, znamy dzięki kronikom (Ipatjewskiej, Ławrentjewskiej i innym), powstałych w monasterach północnej Rusi. Mnisi przepisywali i „Powieść minionych lat”, i „Słowo o prawie i łasce”, i Kijowsko-Pieczerski Pateryk, i inne jako swoją starożytną spuściznę. 

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Wasilij Anisimow
tłum. Ałła Matreńczyk
Wasilij Anisimow jest dziennikarzem, obecnie pracuje w służbie prasowej Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej. Tekst ukazał się na oficjalnej stronie UPC pravoslavye.org.ua.
Skróty pochodzą od redakcji PP.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token