Numer 12(402)    Grudzień 2018Numer 12(402)    Grudzień 2018
fot.Adam Bogdan
Kartka z dziejów wspólnoty
prof. Andrzej Romanowski
Gdy w roku 1571 władze miejskie Kijowa pisały, że nie rozumieją pisma łacińskiego, lub gdy w roku 1576 szlachta bracławska stwierdzała, że polszczyzna użyta w liście królewskim narusza jej wolność, nikt nie mógłby sobie wyobrazić, że w ciągu niespełna półwiecza sytuacja językowa Rusi ulegnie biegunowej zmianie. Z tego czasu, z końca XVI i początku XVII wieku, pamiętamy pogłębiający się ucisk ludności prawosławnej, postępującą polonizację i powtarzające się powstania kozackie – umyka natomiast polsko-ruska wspólnota, w której język polski wcale nie musiał oznaczać narodowej opresji.

TRZY JĘZYKI
W Kijowie wspólnota ta stała się wyraźna w roku 1620. Wydane wtedy Camoenae Borysthenides (Muzy Dnieprowe) Jana Dąbrowskiego stały się pierwszym przykładem – nieznanego tu przedtem – piśmiennictwa łacińskiego. Podobne zjawisko stało się w tymże roku udziałem Kasjana Sakowicza. Ten rektor prawosławnej szkoły brackiej przy kijowskim monasterze bohojawleńskim dokonał przeróbki średniowiecznego traktatu Problemata, a tym samym zaszczepił literaturze ruskiej język polski. Łacina i polszczyzna były – nowymi na Rusi – językami kultury Zachodu. Ale tylko bliska słowiańskiemu uchu mowa polska zaczęła tu dominować.
Oczywiście, nie od razu. Swą drugą książkę napisał Sakowicz po rusku, w tzw. „prostej mowie.” Opublikowane w roku 1622 w Kijowie jego Wirszy na żałosnyj pohreb… były utworami żałobnymi na cześć zmarłego hetmana kozackiego, Petra Konaszewicza Sahajdacznego. Ale nawet w tym przypadku użyty język był na pół polski:
Wirnost’ poddanych protyw panu to sprawujet,
Że im, szto najbołszoho jest’ w liudich, darujet.
Najbołszuju riecz mieży wsimi sużu wołnost’,
Kotoroj w stosowanju ustupujet godnost’. […]
Zołotaja wołnost’ – tak jey nazywajut’,
Dostupyty jey wsi piłnie sja starajut’.
Liecz ona nie każdomu możet byty dana,
Tołko tym, szto boroniat’ ojczyzny i pana.
Mienzstwom jey ryceri w wojnach dostupujut’,
Nie hroszmy, ale krwju sja jey dokupujut’.
Wojsko zaporozkoje wołnosty nabyło
Tym, że wirnie ojczyzni i krolium służyło.

Przekład nie wydaje się potrzebny: bez trudu przecież można dosłuchać się tu brzmienia języka polskiego, polskiego sylabizmu, zaledwie tylko przybranego w szatę ruską i oddanego alfabetem cyrylickim. Taki język niektórzy pisarze doby staropolskiej uważali za narzecze polszczyzny, a późniejsi lingwiści ukraińscy i rosyjscy – za „język polsko-ruski”. Również XX-wieczny ukraiński językoznawca, Pawło Pluszcz, uznawał, że jest to „sztuczny, makaroniczny język, w którym krzyżują się w sposób chaotyczny elementy książkowe cerkiewno-słowiańskie i kancelaryjne z ukrainizmami i polonizmami przejętymi z mowy ówczesnych ludzi pióra”. Być może w ocenie takiej przesadzał, jednak współczesna slawistka włoska, Giovanna Brogi Bercoff, wychodząc z odmiennych przesłanek badawczych, formułuje wnioski podobne. Ruskie utwory Sakowicza – dowodzi – „trzeba […] uważać za dzieło głęboko zakorzenione w tradycji ukraińskiej, zajmujące miejsce centralne w strukturze jej literatury, przynależące jednak również do polskiego obszaru kulturowego”.
Dzieje przedrozbiorowej Rzeczypospolitej – to więc także dzieje kulturowej wspólnoty. Polsko-ruskiego zbliżenia nie przerwało nawet powstanie Bohdana Chmielnickiego i podział Ukrainy na część rosyjską i polską, tak jak wcześniej nie naruszyły go konflikty na tle religijnym. Petro Mohyła, od roku 1627 archimandryta Ławry Pieczerskiej, pochodził z prawosławnej arystokratycznej rodziny mołdawskiej. W dobie postępów unii brzeskiej, gdy nawet Melecjusz Smotrycki, dotychczasowa ostoja jego wiary, przeszedł na katolicyzm, pragnął on postawić tamę kontrreformacji, a więc dokonać odnowy ruskiego prawosławia, podnieść je na wyższy niż dotąd poziom intelektualny, uczynić je odpornym na ciosy spadające ze strony protestantyzmu i – przede wszystkim – katolicyzmu. W roku 1632 połączył więc Mohyła szkołę ławrską (działającą przy Ławrze Pieczerskiej) ze szkołą bracką (bohojawleńską) na kijowskim Padole i w ten sposób założył Kolegium Kijowsko-Mohylańskie – rodzaj pierwszego na świecie prawosławnego uniwersytetu, a w każdym razie akademii o poziomie wyższym od średniego. Wzorem dla nowej uczelni było ufundowane pół wieku wcześniej przez Konstantego Ostrogskiego kolegium w Ostrogu. W Kolegium Mohylańskim uczono więc nie tylko greki i cerkiewnosłowiańskiego, ale też łaciny i polskiego. Poetykę i retorykę wykładano według polskich wzorów, a uczniów zaznajamiano z twórczością polskich poetów, m. in. Jana Kochanowskiego.

RUSKA TRADYCJA
Działalność Mohyły, podobnie jak praca stworzonego przez niego kolegium, zaowocowała rozwojem ruskiej literatury, tak panegirycznej, jak hagiograficznej. Powstawała ta literatura najpierw w „prostej mowie”, a zaraz potem również po polsku. Już w marcu 1632 opuścił drukarnię ławrską pierwszy taki utwór: napisany przez uczniów i profesorów Kolegium kijowskiego, zatytułowany Jewcharistherion abo wdiacznist’ (Eucharisterion albo wdzięczność). Dopiero jednak, gdy w lipcu 1633, na fali relegalizacji Cerkwi prawosławnej w Rzeczypospolitej, Mohyła objął metropolię Kijowa i całej Rusi, panegiryki na jego cześć zaczęły się mnożyć.
W ruskim, anonimowym utworze Eufonija wesełobrmiaczaja (Kijów 1633) można było zobaczyć to samo zjawisko, co w przypadku Wirszy… Sakowicza – podobieństwo do poezji polskiej:

Precz z Roksolianskych smutky ustupujte
Hranyc, lamenty serca ne turbujte:
Już jest wesele, ach, dosyt stohnanja!
Precz narekanja. […]
Horkotyranskij już nam ne panujet
Dekret, kgdy w swjatoj Sofiy prodkujet
Petr mytropołyt, Mohyła wełmożnyj,
Pastyr pobożnyj.
Słowa o „horkotyranskim dekrecie” odnosiły się oczywiście do 36 lat delegalizacji prawosławia w Rzeczypospolitej. Tymczasem wtórowała Eufonii, również napisana strofą saficką, i także wydana w roku 1633 w Kijowie, Mnemosyne sławy, prac i trudów Piotra Mohyły – dzieło w języku polskim. Ten sam sylabizm i ta sama strofika sprawiają, że w kijowskiej produkcji poetyckiej wybór języka okazywał się drugorzędny. Ale okazywało się jeszcze coś więcej: w utworze polskim pamięć niedawnego poniżenia oraz świadomość ponownego triumfu Cerkwi w Rzeczypospolitej, a także tradycja Rusi kijowskiej, były może jeszcze silniejsze niż w utworze ruskim:

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Jest to skrócony i przerobiony fragment rozdziału z książki prof. Andrzeja Romanowskiego Wschodnim pograniczem literatury polskiej, która ukazała się nakładem wydawnictwa Universitas.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token