Numer 12(402)    Grudzień 2018Numer 12(402)    Grudzień 2018
fot.Adam Bogdan
Prawosławie na świecie
tłum. Ałła Matreńczyk
Atos
Starzec Grigorij
22 października w wieku 76 lat odszedł do Pana ihumen monasteru Dochiariu na Świętej Górze Atos, archimandryta Grigorij (Zumis). W ostatnich latach pokornie znosił nieuleczalną chorobę. Archimandryta urodził się na Paros i był bliskim krewnym słynnego atoskiego starca, Józefa Hezychasty.
Starzec 65 lat życia spędził w monasterze, monastyczną drogę rozpoczynał pod kierownictwem dwóch słynnych podwiżników – starców Filofieja (Zerwakosa) i Amfilochiusza (Makrisa) Patmoskiego. 1 stycznia 1967 roku przyjął postrig od starca Amfilochija, modlił się i pracował w skicie pod jego duchowym kierownictwem. Po śmierci starca w 1970 roku, Grigorij z kilkoma innymi mnichami wyjechał do wspólnoty w środkowej części Grecji, następnie do Karpenisi, monasteru Pruskiej Ikony Matki Bożej. Wkrótce z kilkoma braćmi został zaproszony do obitieli Dochiariu na Atosie. Od razu po przyjeździe o. Grigorija wybrano na ihumena. Monaster, który już zaczął niszczeć, pod jego kierownictwem się odrodził, przybyli bracia.
Geronda Grigorij był surowy, a jednocześnie życzliwy. Mimo poważnych problemów ze zdrowiem niemal codziennie szedł w góry, na wysokość tysiąca metrów, gdzie nadzorował prace nad odbudową starych zniszczonych cerkwi. Cieszył się dużym autorytetem. Chodził w starym ubraniu i zachowywał się z prostotą. Będąc archimandrytą, przedstawiał się jako jeromonach, tłumacząc, że tak mu się bardziej podoba. Mając siebie na myśli, prosił o modlitwy za „rozbójnika Grigorija”. Archimandryta Grigorij napisał książkę „Ludzie cerkwi, których znałem”, pełną wielu życiowych mądrości.

Betlejem

Totalny brak wolności
W Palestynie 35 tysięcy chrześcijan, gnębionych przez system murów oddzielających, kontroli, sankcji, ograniczeń i surowych wojskowych praw, stopniowo traci nadzieję na polityczne rozwiązanie i wpada w rozpacz, informuje christianpost.
– Ludzie tracą nadzieję nawet na tymczasowe rozwiązanie konfliktu – mówi Jack Sara, przewodniczący Kolegium Biblijnego w Betlejem, w wywiadzie dla Mission Network News. – Wszyscy mają wrażenie, że sprawy coraz bardziej się zapętlają, nie ma najmniejszego postępu. Palestyńczycy coraz silniej odczuwają brzemię tego wieloletniego wyniszczającego politycznego konfliktu, ekonomicznego nieładu i biedy, z którymi muszą mierzyć się codziennie, a długo oczekiwanego rozwiązania wciąż nie ma.
W ostatnich latach długie rozmowy o uznaniu jednego bądź dwóch państw w celu rozwiązania konfliktu zabrnęły w ślepy zaułek i ten impas czyni życie Palestyńczyków jeszcze bardziej nieznośnym. – Wielu chrześcijan rozpaczliwie stara się znaleźć chociażby jakiś kąt, gdzie można wychować dzieci w pokoju i spokoju, ale… sytuacja w Palestynie absolutnie nie skłania do pokojowego życia – z goryczą mówi Sara. – Wszędzie są wojskowe punkty kontrolne, wszędzie są patrole. Budowany jest kolejny mur, coraz surowsze stają się kontrole, Palestyńczycy, zwłaszcza w Betlejem, gdzie skupiona jest największa wspólnota chrześcijan na całym zachodnim brzegu Jordanu, gnębieni są coraz dotkliwiej.
Ponadto na zachodnim brzegu od dawna obowiązują ekonomiczne sankcje, wymierzone w grupy palestyńskich radykałów i terrorystów. Z powodu tych sankcji najbardziej cierpi ludność cywilna. Chrześcijanie żyją tutaj w systemie wielu ograniczeń – nie pozwala się im na przykład spotykać z krewnymi, mieszkającymi w Jerozolimie i innych miejscowościach w całym Izraelu.
– Palestyńczycy nie mogą podróżować po kraju – wyjaśnia Jack Sara. – Nie mogą zbliżać się do granicy, z wyjątkiem Jordanu. Są spętani dużą ilością drobnych i dużych ograniczeń, które zmierzają, powiedziałbym, do totalnego zniewolenia, przy pełnym braku perspektyw i możliwości. Wszelka przedsiębiorczość, wszelka działalność ekonomiczna jest surowo kontrolowana przez władze Izraela.
Przewodniczący Kolegium Biblijnego podkreśla, że problemy Palestyńczyków już od dawna są ignorowane przez światowe media i międzynarodową społeczność – przejadły się, odeszły w zapomnienie. Cała uwaga mediów skupiona jest na kolejnych gorących wydarzeniach – bombardowaniach, śmierci, wojennych starciach w regionie. – Wydaje mi się, że chrześcijanie całego świata powinni głębiej zastanowić się i zdać sobie sprawę z prawdziwych realiów życia palestyńskich chrześcijan w tym miejscu – mówi. – Jeśli nas niepokoi los całej Cerkwi, nie może nas nie niepokoić los chrześcijan w Ziemi Świętej, tutaj bowiem jest jej serce, a ono już od dawna ocieka krwią miejscowych chrześcijan. Rdzenni chrześcijanie, mieszkający tutaj od pokoleń od czasów Chrystusowych, dzisiaj są wypychani, muszą wyjechać. Są wśród nich głęboko wierzący parafianie i duchowni, wszyscy ci, którzy chcą żyć i mieć wolność wyboru, odetchnąć wolnym życiem.
Konkurujący politycy tymczasem w dalszym ciągu spierają się o los palestyńskich chrześcijan. W październiku premier Izraela Beniamin Natanjahu po raz kolejny obarczył winą władze Palestyńskiej Autonomii o prześladowanie chrześcijan, z powodu którego liczba chrześcijan Betlejem spadła od 1995 roku o 20 proc. Anton Salman, mer Betlejem, w odpowiedzi zarzucił premierowi „wykorzystanie palestyńskich chrześcijan jako instrumentu w próbach wybielenia okupacyjnego reżimu” i powołał się na opinie liderów palestyńskiej autonomii o izraelskiej okupacji ich ziem.
Jack Sara korzysta z każdej możliwości, by poinformować światową społeczność o rozpaczliwych losach chrześcijan w Palestynie. W maju ostrzegał, że palestyńscy chrześcijanie muszą walczyć o przetrwanie na ziemi, gdzie narodził się Chrystus i złożył Siebie w ofierze dla zbawienia ludzkości. – Wszyscy potrzebujemy dziś Chrystusa bardziej niż kiedykolwiek – mówi. – Ta potrzeba jest największa w Palestynie, ojczyźnie Chrystusa, i jest dla nas zarówno źródłem boleści, jak i wielkim wyzwaniem i obietnicą. Wyzwanie polega na tym, że jest to rodzima ziemia Chrystusa, gdzie się narodził i złożył swoje życie dla naszego zbawienia. To miejsce Jego Narodzin i Zmartwychwstania. Jest to miejsce powstania Cerkwi. A przy tym, tylko się zastanówcie, chrześcijanie w tych świętych miejscach stanowią jedynie 1,5 procenta ludności.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

na podst. pravoslavie.ru
sedmitza.ru
tłum. Ałła Matreńczyk
fot. pravoslavie.ru

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token