Numer 1(403)    Styczeń 2018Numer 1(403)    Styczeń 2018
fot.
Wyniki soboru
tłum Ałła Matreńczyk
Prezydent otrzymał to co chciał. Na razie wszystko przebiega według jego planu. Dla Piotra Aleksiejewicza Poroszenki program minimum pokrywa się z programem maksimum. W wyniku wielu intryg, poufnych rozmów i działań organów sprawiedliwości i bezpieczeństwa potrzebuje już niewiele.
Po pierwsze, religijnej (w istocie politycznej) organizacji Prawosławnej Cerkwi Ukrainy, która będzie nazywać siebie „autokefaliczną”. I po drugie dokumentu o nazwie tomos, wydanego tej organizacji przez Jego Świątobliwość patriarchę Bartłomieja. Cała reszta – w tym treść tomosu i ustawu (statutu), liczebność Cerkwi Prawosławnej Ukrainy, rzeczywisty stopień jej uzależnienia od Fanaru, skład kadrowy, włączając „zwierzchnika”, kanoniczność w oczach Cerkwi lokalnych, itd. – to drugorzędne detale, na które nikt nie będzie zwracać uwagi.
To, że to wszystko jest naruszeniem konstytucyjnej zasady rozdziału Cerkwi od państwa – nieważne! To, że takie zachowanie dla „oświeconej” Europy jest strasznym mauvais ton – nieważne! Zwycięzców się nie sądzi. Chwileczkę, nie będziemy mówić: hop, dopóki tomos nie został wręczony.
Punkt na swoją korzyść może sobie też zapisać dotychczasowy „patriarcha” Filaret (Denysenko). Kijowski patriarchat zmusił „zjednoczeniowy sobór” pod przywództwem metropolity galijskiego Emanuela do uznania ustaleń swego soboru „biskupów” z 13 grudnia 2018 roku. Przypomnijmy, że głównym jego wnioskiem było wysunięcie jednego kandydata z ramienia Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Kijowskiego Patriarchatu, metropolity Epifanija, w pełni kontrolowanego przez Filareta. Z pomocą tego 39-letniego „hierarchy” ma on nadzieję nie tylko na faktyczne kierowanie Prawosławną Cerkwią Ukrainy, ale i zachowanie swego „patriarszestwa”, choćby z przystawką „honorowe”.
I jak tu nie wspomnieć o wydarzeniach sprzed dwudziestu pięciu lat, kiedy po soborze w Charkowie, na którym Filaret został pozbawiony tytułu zwierzchnika Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi i pozbawiony prawa sprawowania czynności, wynikających z otrzymanych święceń, utworzył on swoją Ukraińską Prawosławną Cerkiew Kijowskiego Patriarchatu.
Wtedy, także rozumiejąc, że jego kandydatura na urząd „patriarchy” jest niepożądana, postawił na to stanowisko nie mającego pojęcia o sprawach cerkiewnych Włodzimierza Romaniuka, a siebie uczynił „jedynie” jego „zastępcą”. Dla wszystkich było jednak jasne, kto faktycznie kieruje Ukraińską Cerkwią Prawosławną Kijowskiego Patriarchatu. Włodzimierz Romaniuk zmarł w 1995 roku w bardzo zagadkowych okolicznościach, a przed śmiercią zwrócił się do służb do walki z zorganizowaną przestępczością z prośbą o ochronę przed swoim „zastępcą”.
Zwierzchnikiem Cerkwi Prawosławnej na Ukrainie został wywybrany Sergiusz Piotrowicz Dumienko, to on jest „metropolitą” Epifaniuszem. W wieku 39 lat zostać „metropolitą kijowskim” – tylko pozazdrościć takiej kariery. Jeszcze większej niż Jego Ekscelencji Aleksandra (Drabinko). Ale tamten przynajmniej został w swoim czasie kanonicznym biskupem, a ten jak był nikim, tak pozostał nikim. I to nie jest zniewaga wobec nowo objawionego „metropolity” kijowskiego, a jedynie stwierdzenie faktu. Jego „chirotonii biskupiej” dokonał w 2009 roku obłożony anatemą Filaret i jeszcze siedmiu „biskupów”, z których żaden nie otrzymał biskupich święceń w kanonicznej Cerkwi. Tak jak w znanej komedii „Iwan Wasilewicz zmienia zawód”: „Nałóż szmatki carskie, carem będziesz”. Nie wiadomo tylko – kto z takim carem…, wybaczcie „zwierzchnikiem”, będzie służyć Liturgię. Jego świątobliwość patriarcha ekumeniczny Bartłomiej I?
Patriarchę Bartłomieja sobór postawił w bardzo niezręcznej sytuacji. Opinia o tym, że zgodnie z zamysłem Fanaru na czele Prawosławnej Cerkwi Ukrainy powinien znaleźć się ktoś z prawdziwą chirotonią, a nie jej atrapą, był sygnalizowany przez wielu teologów i publicystów. W przeciwnym razie wszystkie działania patriarchy Bartłomieja noszą wyraźnie raskolniczeski charakter. Mogliby mu wybaczyć „ponowne połączenie” raskolników z konstantynopolitańską Cerkwią, ale wątpliwe, by wybaczono mu współsłużenie z osobą świecką w biskupich szatach, jaką jest de facto Dumienko.
Możliwe, że Bartłomiej namówi Siergieja Piotrowicza na ponowne święcenia na Fanarze, ale wydaje się to mało prawdopodobne. Oczywiście patriarcha Bartłomiej liczył na to, że „zjednoczeniowy sobór” wybierze albo kogoś z fanariotów, albo protegowanego prezydenta, metropolitę Symeona, ale tak się nie stało. „Patriarcha” Filaret ograł patriarchę Bartłomieja. Tak przynajmniej wydaje się po pierwszym dniu „zjednoczeniowego soboru”. I teraz Jego Świątobliwość ma straszny problem – musi wyjaśnić lokalnym Cerkwiom, dlaczego przyjmuje jako zwierzchnika Cerkwi Prawosławnej na Ukrainie „biskupa”, który w istocie nie jest biskupem.

tłum Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token