Numer 1(403)    Styczeń 2018Numer 1(403)    Styczeń 2018
fot.
Ławra modli się i pracuje
tłum. Ałła Matreńczyk
– Wasza Eminencjo, proszę powiedzieć, jak bracia Ławry reagują na to, co się dzieje?
– Opinie braci Poczajowskiej Ławry wyrażone są w naszych apelach i oświadczeniach, zamieszczanych na oficjalnych stronach Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi i naszej obitieli. W Ławrze nie ma paniki i żadnych ekscesów. Nabożeństwa odbywają się zgodnie ze swoim rytmem, Ławra modli się, pracuje, przyjmuje pielgrzymów. W związku z decyzjami ministerstwa sprawiedliwości i rządu powiem tak – trwa zaplanowany atak na kanoniczną Cerkiew prawosławną na Ukrainie. Urzędnicy realizują narzucony im z góry plan. Ze wszystkich ukraińskich kanałów, stron internetowych płyną wystąpienia zwierzchnika raskolników, który oznajmia, że nasze świątynie i monastery powinny zostać przekazane tzw. „jedynej prawosławnej Cerkwi”. Faktycznie jest to nowa forma prześladowań. Podobna retoryka rozlega się także z politycznych trybun, środki masowego przekazu prześcigają się w przekręcaniu faktów i wszelkich możliwych insynuacjach pod adresem Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi.
Doszło do tego, że wszyscy ludzie – urzędnicy państwowi, prawnicy –uczestniczący w załatwieniu formalności w sprawie ziemi w Poczajowie – są teraz podejrzani i prześladowani. Do każdego z nich przychodzili przedstawiciele służb specjalnych, dokonywali przeszukiwań, zabierali archiwalne i bieżące dokumenty dotyczące Poczajowskiej Ławry. Wytoczono przeciwko nim procesy karne. W jakim celu tak się robi? Po to, żeby każdy i wszyscy mogli zrozumieć, że wszelka pomoc dla Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej jest karana.
Należy także zauważyć, że z budżetu państwa nigdy nie zostały przekazane pieniądze na rekonstrukcję i utrzymanie świątyń i budynków Swiato-Uspienskiej Poczajowskiej Ławry, które są przecież zabytkami. Popatrzcie na zdjęcia Ławry, powiedzmy sprzed trzydziestu lat, kiedy w okresie radzieckim nie mogliśmy niczego remontować i restaurować, i porównajcie ze współczesnym wyglądem Ławry. Jak rozkwitła i wypiękniała w tym czasie obitiel! A teraz mnichów znowu chcą pozbawić prawa do bycia gospodarzami w ich monasterze!
– Władyko, mimo woli nasuwa się historyczna paralela z okresu po rewolucji 1917 roku, kiedy bolszewicy podtrzymywali członków samozwańczej żywej Cerkwi, przekazując im prawosławne cerkwie i monastery. Podobnie obecnie w działalności ukraińskich raskolników widoczne są polityczne komponenty – spekulacja na narodowej idei. Przy czym natężenie agresji tych, którzy przemocą zabierają cerkwie, przypada na apogeum politycznych zaostrzeń i kryzysów w kraju. Na ile niebezpieczne są obecnie inicjatywy stronników tzw. kijowskiego patriarchatu?
– Historia jest najlepszą nauczycielką. Wszystkie te „inicjatywy” polityków niczego prócz szkody swemu narodowi nie przynoszą. Jak zachować jedność i mir w kraju, kiedy wspierane się raskoły w życiu religijnym? Co znaczy zabrać świątynie jednej konfesji i przekazać je innej? Przecież to przestępstwo. Ale inicjatorzy takich metod powinni pamiętać, że zabierają świątynie nie tylko ludziom, ale i Bogu. Powiedziane jest bowiem w Piśmie: Mój dom ma być domem modlitwy (Mt 21,13).
Obecne wydarzenia przypominają lata 20 i 30, kiedy bolszewicy pozbawiali Cerkiew jej majątku, kiedy przekazywali świątynie obnowleńcom. A teraz w roli obnowleńców występuje tzw. „jedyna prawosławna Cerkiew”. Ale zwolennicy jej powstania zapomnieli przekartkować stronice historii i przekonać się, że sztucznie tworzona Cerkiew obnowleńców nie otrzymała poparcia wiernych, miliony ludzi zostały zesłane do obozów, na zsyłki, do miejsc męki i kaźni, ale pozostały wierne Cerkwi Chrystusowej. (…) I teraz bracia Ławry są tak samo nastawieni. Ani jeden mnich nie pójdzie na kompromis z sumieniem, nigdy nie porzuci obitieli i nie zaakceptuje nowych obłudnych prądów z utworzeniem tak zwanej „jedynej prawosławnej Cerkwi”.
Po kilku dziesięcioleciach obnowleńczeska Cerkiew zniknęła z powierzchni ziemi, a nasza Cerkiew, po przejściu przez ogień doświadczeń, trwa do dziś i wierzymy, że – jak powiedział Chrystus – bramy piekielne nie przemogą jej (por. Mt 16,18).
– Poczajów nie przypadkiem nazywany jest forpocztą prawosławia, Ławra znajduje się bowiem na granicy z katolickim światem, który cały czas starał się podporządkować sobie świętość i był okres, kiedy unitom udało się to zrealizować. Ale z Bożą pomocą obitiel raz po raz zrzucała z siebie okowy innowierców i ateistów.
– Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że miejsce utworzenia obitieli wskazała Bogarodzica, która zjawiła się w słupie ognia w 1240 roku na Górze Poczajowskiej, odcisnąwszy w kamieniu, jak w wosku, ślad Swojej Stopy, skąd wytrysnęło istniejące do dziś źródło. I Ławrą kieruje nie ministerstwo kultury i nie kompleks muzealny, a Matka Boża. Wystarczy przypomnieć kilka epizodów.
Na murach Uspienskiego Soboru przedstawiony jest jeden z nich: oblężenie Ławry, Tatarzy wypuszczają tysiące strzał z łuków. Ale nad obitielą zjawia się Najświętsza Bogarodzica, i strzały zawracają, trafiają w atakujących. Ci rzucają się do ucieczki. To nie bajka. To prawdziwe świadectwo orędownictwa Bożego. Wydarzenie to zostało zapisane w latopisach i innych dokumentach. A oto co się wydarzyło. W sierpniu 1672 roku Mahomet IV, turecki sułtan, postanowił zemścić się na Polsce za naruszenie pokoju Buczackiego i klęskę pod Chocimiem. Skierował swoje pięćdziesięciotysięczne turecko-tatarskie wojsko z konnicą, pod dowództwem Nureddina, sułtana tatarskiego, żeby dokonać ataku na króla. Jak zwykle Tatarzy zostawiali po sobie spaloną ziemię. I oto na drodze tego krwawego wojska znalazł się nieduży i niebroniony prawosławny Monaster Poczajowski. Podjeżdżając do niego Turcy już spalili okoliczne budowle, zabili dwóch braci i zaczęli przygotowywać się do szturmu. Z wojskowego punktu widzenia oblężenie wspólnoty nie stanowiło dla nich poważnej operacji – monaster w tym czasie nie miał ani murów, ani wież warownych, jak to jest przedstawiane na późniejszych grawiurach, a za jego drewnianym ogrodzeniem znalazło schronienie wielu okolicznych mieszkańców. Na pomoc znikąd nie można było liczyć. Ihumen wspólnoty o. Josif (Dobromirski) błogosławił braciom, by zwrócili się do jedynej Orędowniczki – Matki Bożej – i do błogosławionego ugodnika Hioba.
Wczesnym rankiem 5 sierpnia Turcy przystąpili do szturmu. Mnisi odpowiedzieli akafistem przed cudowną Poczajowską Ikoną Matki Bożej. I jak tylko zaczęli śpiewać pierwszy kondak Wzbrannoj Wojewodie, nad cerkwią Świętej Trójcy zjawiła się Caryca Niebiesna z rozpostartym omoforionem w rękach, z aniołami i św. Hiobem. Zobaczyli ich także Turcy i zaczęli wypuszczać strzały do tych niebiańskich obrońców, ale strzały zawracały i godziły w strzelających. Atakujących ogarnął strach i w panice rzucili się do ucieczki. Jak zapisano w latopisie Ławry, kilku jeńców po tym zostało w obitieli, przyjęło chrześcijańską wiarę i do końca swych dni przebywało na monasterskim posłuszaniju. W pamięci Poczajowa i całej Cerkwi to wydarzenie zostało zapisane na wieki. Codziennie przed cudowną Poczajowską Ikoną i przed relikwiarzem św. Hioba zanoszone są błagodarstwienne modlitwy do Królowej Niebios za to cudowne ocalenie.
Niezliczone są przykłady orędownictwa i pomocy Bogarodzicy i do tej pory doświadcza ich każdy pielgrzym i parafianin. Zjawiając się tu w 1240 roku Matka Boża zaświadczyła – to miejsce jest święte. To Ona tutaj jest ihumenią, opiekunką tego kraju.
– Władyko, proszę opowiedzieć, jaką życiową tragedią zakończyły się „chruszczowowskie prześladowania” dla niektórych ich wykonawców tutaj, w Poczajowie.
– To tragiczna historia. Pierwszy sekretarz rejonowego komitetu partii w Krzemieńcu, Andrej Iczanski, postanowił zamknąć Ławrę za wszelką cenę. Zbierał informacje na mnichów, donosił do KGB. Kiedy zamykano monasterski Troicki skit, osobiście uczestniczył przy łamaniu starego ikonostasu, niemal pluł na ikony, bluźnił na świętych. Jedna z kobiet zapytała go: „Czy wy się Boga nie boicie, Jego kary”? „Jeśli On jest, niechaj karze” – zaśmiał się i odszedł. Tego dnia jego córce, która studiowała chemię we Lwowie i przeprowadzała pewne doświadczenie, wybuchła w ręku kolba z kwasem, kwas opalił twarz i oczy, dziewczyna straciła wzrok a potem zmarła. Została pochowana na wiejskim cmentarzu nieopodal Ławry. Potem ten komunista gorzko płakał i mówił: „Boże, Boże, za co tak ciężko mnie pokarałeś…”? Mówią, że się kajał, uwierzył w Boga.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

za: pravoslavie.ru
tłum. Ałła Matreńczyk
fot. pravoslavie.ru

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token