Numer 1(403)    Styczeń 2018Numer 1(403)    Styczeń 2018
fot.
Wbrew bajkopisarzom
Anna Radziukiewicz
A postawiono pytania o sprawy bolesne, między innymi o relacje Polaków z mniejszościami, które nigdy nie były łatwe, a w okresie dwudziestolecia międzywojennego, drugiej wojny i zaraz po wojnie splotły się w węzeł gordyjski wzajemnych pretensji, oskarżeń, wręcz nienawiści.
Autorzy książki unoszą kurtynę mitów i uproszczeń, tak chętnie używaną przez zwolenników polityki historycznej, by spod niej wydobyć rzeczywiste sensy wydarzeń.
Język książki jest przystępny, wolny od sloganów i uproszczeń, każda odpowiedź mieści się na dwóch stronach, dając esencję problemu. To tak, jakby każdy badacz proponował nam spicie śmietanki z rozległej dziedziny.
Sam sposób formułowania pytań zachęca do refleksji. Oto niektóre z nich: Czy bitwa warszawska rzeczywiście była jedną z najważniejszych w dziejach świata? Czy Polska zdradziła Ukrainę, podpisując z bolszewikami traktat ryski? Czy Józef Piłsudski był dyktatorem? Polska międzywojenna – mocarstwo czy prowincja Europy? Kto jest winny zbrodni w Jedwabnem? Kolaboracja z okupantem – zjawisko Polakom nieznane? Czy stan wojenny był nieunikniony? Czy dziś Polakom należą się reperacje wojenne? Czy trzeba rozliczać za komunistyczną przeszłość: obcinać emerytury, odbierać stopnie wojskowe? Ile w Polaku chłopa, a ile szlachcica?
Skupię się na pytaniach dotyczących mniejszości, głównie Ukraińców i Białorusinów.
Ale najpierw pytanie – czy rządy sanacji (1926-1939) uzdrowiły kraj? Tomasz Nałęcz odpowiada: Odrodzona Rzeczpospolita nie zamieniła się w krainę mlekiem i miodem płynącą. Nadal było wiele krzywdy, biedy i niesprawiedliwości. Kilka lat tłustych skończyło się w 1929 roku wraz z nastaniem wielkiego światowego kryzysu gospodarczego, wtedy „bezrobocie i nędza były wręcz przerażające”. W dodatku lata trzydzieste to czas krzepnięcia autorytarnych rządów, kiedy codziennością stały się procesy polityczne przed sądami całkowicie podporządkowanymi władzy. By wzmocnić rządy autorytarne, zmieniono w 1935 roku konstytucję. Społeczeństwo zapisało na konto rządów sanacyjnych, które nie mogły porozumieć się z opozycją w obliczu zagrożenia wojną, klęskę, jaką Polska poniosła we wrześniu 1939 roku.
Andrzej Chojnowski, pytany o sukcesy wojska polskiego w okresie międzywojennym, odpowiada: „Największe sukcesy odnotowało wojsko w zakresie polityki wobec mniejszości narodowych. Przykładowo do zniszczenia obiektów prawosławnych na Chełmszczyźnie (1938) doszło wskutek samowoli dowódcy stacjonującej tam dywizji. Takie akcje nie byłyby jednak możliwe bez przyzwolenia ze strony cywilnych ministrów i wojewodów. W obozie sanacyjnym panował wówczas klimat aprobaty dla postaw nacjonalistycznych”.
Bereza Kartuska – przez ten obóz przeszło w okresie międzywojennym wielu Białorusinów i Ukraińców i oczywiście wszystkich tych, którzy pozostawali w opozycji do obozu sanacyjnego. Pytanie brzmi – czy Bereza była polskim obozem koncentracyjnym? Odpowiedź – „nie ulega wątpliwości, że Bereza była obozem koncentracyjnym”. Do Berezy można było trafić na podstawie podejrzenia o nieprawomyślność, na podstawie decyzji administracyjnej, bez prawa odwołania się od niej. Przez obóz przez pięć lat jego trwania przeszło trzy tysiące więźniów, ponad połowę z nich stanowili komuniści. Do Berezy trafił nawet znany piłsudczyk Stanisław Cat-Mackiewicz, który naraził się ministrowi Józefowi Beckowi za krytykę jego polityki wobec Niemiec. Dodajmy, że krytykował on również akcję burzenia cerkwi.
Czy druga Rzeczypospolita była matką czy macochą dla mniejszości?
Oczywiście – macochą – odpowiada w pierwszym zdaniu Włodzimierz Mędrzecki, co udowadnia między innymi tym, że II RP uznawała Polaków za jedynego i wyłącznego suwerena państwa, zaś nie-Polaków za element z założenia antypaństwowy. Wyjątki czyniono dla Tatarów, Karaimów czy Ormian, którzy byli jedynie kwiatkiem do kożucha. „W efekcie służba państwowa, i to nie tylko w administracji rządowej, ale też na poczcie i kolei, praktycznie była zastrzeżona dla Polaków wyznania rzymskokatolickiego. W armii rekruci nie-Polacy kierowani byli niemal wyłącznie do piechoty lub służb taborowych i poddawani presji polonizacyjnej (łącznie z polonizacją duszpasterstwa prawosławnego). Szans na zdobycie stopnia oficerskiego praktycznie nie mieli. Częstą praktyką było przenoszenie nauczycieli Ukraińców do pracy w województwach centralnych i zachodnich. Przy realizacji przymusowej parcelacji majątków ziemskich w województwach wschodnich starano się przekazywać działki rzymskim katolikom. Listę przeszkód w realizacji konstytucyjnych praw wolności słowa, zgromadzeń i zrzeszania się obywateli mniejszości narodowych II RP można ciągnąć w nieskończoność”.
Państwo coraz wyraźniej przyjmowało strategię polonizacji, zwłaszcza Białorusinów, i zmuszania do emigracji Żydów – kończy Mędrzecki.
W kontekście mniejszości, ale i współczesnych gorących dyskusji wokół pytania, czy Polacy są antysemitami, warto przywołać pytanie – czy II RP była krajem antysemickim. Odpowiada na nie Szymon Rudnicki, posiłkując się przykładami. Choć konstytucja przewidywała równość wszystkich obywateli, to natychmiast po odzyskaniu niepodległości zwolnionych zostało z pracy kilka tysięcy kolejarzy Żydów. Do rządzącej partii nie przyjmowano Żydów. Rząd i parlament zaczęły nie tyle zachęcać, ile wręcz zmuszać Żydów do emigracji. Przyjęto kilka ustaw, których celem była eliminacja Żydów z rozmaitych pól działalności gospodarczej. Ulegając młodzieży narodowej, wyznaczono w salach wykładowych wyższych uczelni osobne miejsca dla Żydów. Coraz więcej organizacji i stowarzyszeń zawodowych nie przyjmowało w swoje szeregi Żydów. W szerzeniu antysemityzmu przodowała Narodowa Demokracja. „Korzystano przy tym z dorobku antyjudaizmu szerzonego przez Kościół katolicki”.
Co ciekawe, fale antyżydowskich wystąpień w Polsce przybierały mniej więcej w podobnym czasie, jak fale działań antyprawosławnych. Pierwsza antyżydowska wraz z pogromami przeszła przez kraj od razu po wyzwoleniu w latach 1918-1919. Kolejna fala przemocy nastąpiła w 1931 roku i nasiliła się zwłaszcza po śmierci Józefa Piłsudskiego. Między 1935 rokiem a 1937 doszło w Polsce aż do około 150 antyżydowskich wystąpień zbiorowych, z których najbardziej znane to pogromy w Przytyku i Mińsku Mazowieckim. Rannych w nich zostało 1300 osób, a kilkanaście zginęło.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz


100 pytań na 100 lat historii Polski (1918-2018), Warszawa 2018, ss. 216.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token