Numer 2(404)    Luty 2019Numer 2(404)    Luty 2019
fot.Anna Radziukiewicz
List patriarchy Kiryła do patriarchy Bartłomieja
tłum. Ałła Matreńczyk
Wasza Świątobliwość, z głębokim żalem, konsternacją i wzburzeniem przeczytałem Wasz list, w którym informujecie o ostatnich poczynaniach konstantynopolitańskiej Cerkwi – o przyjęciu przez nią do łączności niekanonicznych wspólnot Ukrainy, o „zniesieniu działania” gramoty patriarchy konstantynopolitańskiego Dionizego IV, przekazującej kijowską metropolię w jurysdykcję moskiewskiego patriarchatu, o przeprowadzeniu w Kijowie „lokalnego soboru” niekanonicznych wspólnot przyjętych przez Was do łączności, o wyborze przez nie „ zwierzchnika nowej autokefalicznej Cerkwi Ukrainy”, o planach przyznania w najbliższym czasie powołanej przez Was społeczności statusu autokefalicznej lokalnej Cerkwi.
Ponowne połączenie raskolników z Cerkwią byłoby wielką radością zarówno dla prawosławnych Ukrainy, jak i dla całego prawosławnego świata, jeżeliby doszło do niego zgodnie ze wskazaniami kanonicznego prawa, w duchu pokoju i miłości Chrystusowej. Ale obecny upolityczniony proces przymuszonego zjednoczenia jest daleki od norm i ducha świętych kanonów. Towarzyszy mu straszne nagromadzenie kłamstwa, a obecnie także przemocy wobec prawdziwej Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi. A przecież to ta sama Cerkiew milionów ukraińskich wiernych, którą uznawaliście za kanoniczną przez wszystkie lata swego służenia – teraz sprawiacie wrażenie, jakby ona nie istniała, a jedynie oddzielne diecezje, które wróciły pod Wasz omoforion.
Wasi doradcy przekonywali Was, jakoby episkopat Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi był gotów poprzeć polityczny projekt kijowskich władz, jakoby znacząca cześć – dziesiątki kanonicznych biskupów – czekała jedynie na Wasze błogosławieństwo, żeby porzucić swoją Cerkiew. Uprzedzałem niejednokrotnie, że jesteście wprowadzani w błąd. Teraz możecie się przekonać o tym naocznie.
Na tak zwanym „lokalnym soborze”, który zwołaliście, a któremu przewodniczyła trójka, składająca się z Waszego przedstawiciela, patriarchy samozwańca (teraz tytułowanego już honorowym) i świeckiego zwierzchnika ukraińskiego państwa, obecnych było jedynie dwóch z 90 biskupów Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi. To co nazywacie „lokalnym soborem” okazało się zebraniem raskolników pod osłoną imienia Świętej Konstantynopolitańskiej Cerkwi. Cóż to więc jest, jeśli nie legalizacja ukraińskiego raskołu, do której publicznie obiecaliście nie dopuścić?
W swoich decyzjach powołujecie się na wolę prawosławnego ludu Ukrainy, który jakoby prosił o ingerencję konstantynopolitańską Cerkiew. Ale to właśnie wola zdecydowanej większości duchowieństwa i wiernych, prawdziwie cerkiewnych ludzi Ukrainy, spowodowała, że episkopat Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi nie odpowiedział na Wasze zaproszenie i odmówił uczestnictwa w tzw. „zjednoczeniowym soborze” ukraińskiego raskołu.
Spośród dwóch wymienionych przez Was biskupów Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi, których wbrew kanonom przyjęliście do swojej jurysdykcji, tylko jeden był diecezjalnym biskupem. Ale duchowieństwo i wierni jego diecezji nie zaakceptowali jego działań.
Po tym, jak metropolita Symeon został słusznie zapreszczonny w służeniu przez Synod Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi, wszystkie monastery winnickiej diecezji i zdecydowana większość parafii razem z duchowieństwem pozostały wierne nowemu kanonicznemu arcybiskupowi winnickiemu i barskiemu Warsonofiuszowi. Obecnie lokalne władze wywierają presję na duchowieństwo diecezji, grożą duchownym, ale duchowni, mnisi i świeccy nie chcą znajdować się w łączności z biskupem, który zdradził ich i ich Cerkiew.
Wspomniany przez Was metropolita Aleksander, także zapreszczonny przez synod w Kijowie, zarządzał jedną parafią – w jego wspólnocie wybuchł konflikt, a duchowieństwo świątyni w większości odmówiło z nim współsłużenia.
Pryncypialna decyzja biskupów Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi o odmowie uczestnictwa w zwołanym przez Was łżesoborze wynika nie z mitycznej „presji Moskwy”, co w obecnych politycznych warunkach byłoby niemożliwe, lecz z jedności arcypasterzy ze swym duchowieństwem i wiernymi. Takiej jedności nie straszna ani grubiańska ingerencja władz Ukrainy w wewnętrzne życie Cerkwi, ani zmasowana w ciągu ostatnich miesięcy presja państwa na Cerkiew.
W swoim liście podejmujecie próbę ponownego rozpatrzenia znaczenia ogółu dokumentów, podpisanych w 1686 roku przez Waszego poprzednika patriarchę Dionizego IV i Synod Konstantynopolitańskiej Cerkwi. Na temat treści tych historycznych dokumentów w ciągu setek lat między naszymi Cerkwiami nie było rozbieżności. A teraz informujecie o „cofnięciu” patriarchalnej i synodalnej gramoty, ponieważ „zmieniły się uwarunkowania zewnętrzne”.
Proponowałem Wam przeprowadzenie rozmów na ten temat z udziałem cieszących się autorytetem historyków, teologów i specjalistów z zakresu cerkiewnego prawa. Odmówiliście, powołując się na brak czasu. Mogę jedynie wyrazić współczucie, że Wasze niszczące cerkiewną jedność decyzje w tak dużym stopniu zależą od „zewnętrznych”, tzn. politycznych, uwarunkowań, o czym nawet nie krępujecie się bezpośrednio poinformować.
Wasz list po raz kolejny zawiera powtórzenia spornych twierdzeń o jakoby spoczywających na konstantynopolitańskiej Cerkwi „wyłącznej odpowiedzialności udzielania autokefalii i rozpatrywaniu apelacji z innych lokalnych Cerkwi, zgodnie z „duchową treścią” 9 i 17 kanonu chalcedońskiego soboru.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Moskwa, 31 grudnia 2018 roku
tłum. Ałła Matreńczyk
fot. patriarchija.ru

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token