Numer 2(404)    Luty 2019Numer 2(404)    Luty 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Dwa scenariusze
Siergiej Gieruk
– Władyko, co zmieniło się Waszym zdaniem po legalizacji ukraińskich raskolników przez patriarchę Bartłomieja?
– Państwo zaczęło powoli przechodzić od zastraszania wiernych do represji, skierowanych przeciw Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi. Parlament przyjął pierwszą antycerkiewną ustawę o numerze 5309 i podpisaną przez prezydenta. Zaczęło się seryjne siłowe przejmowanie cerkwi. Schemat? Przywożą do wsi autobusami swoich ludzi. Przeprowadzają z ich udziałem, pod nadzorem władz, „zebranie religijnej wspólnoty” i wszystko gotowe. Wiernych wystawiają na ulicę. Teraz cerkiew i budynki parafialne są już w rękach „Prawosławnej Cerkwi Ukrainy”. Kto im w tym przeszkodzi? Czyja władza, tego i cerkiew. Media poinformowały, że z centrum do regionów skierowano wytyczne, ile świątyń należy przejąć od UPC i przekazać ich „Tomosowi” (strukturze stworzonej przez patriarchę Bartłomieja – red.). Oprócz tego obiekty chronione jako dobra kultury narodowej, wśród nich obie Ławry – Kijowsko-Pieczerska i Poczajowska – zobowiązano, by poprzez sąd zamieniły długoterminowe umowy ich arendy.
– Jak przy ateistycznych władzach minionego wieku…
– Dokładnie. Próbuje się nam udowodnić, że w tych ławrach funkcjonujemy na prawach ptaków, że wszystko „należy do państwa”, czyli jak mówią „narodu”. A w jaki sposób znalazły się one na stanie państwa, wspominać nie chcą. Prawosławne świątynie naszej Cerkwi przez wieki tworzyła Cerkiew. I nawet gdy konkretni ludzie – mecenasi, imperatorzy – ofiarowywali środki na budowę tej czy innej świątyni, przekazywali ją na własność Cerkwi jako wieczny dar. A w XX wieku przyszli bolszewicy i wszystko Cerkwi siłą zabrali, ukradli. Pytanie do współczesnej władzy – jeśli w waszych rękach znalazło się kradzione, i o tym doskonale wiecie, to co należy uczynić? Zwrócić prawowitemu właścicielowi, czy handlować kradzionym niczym swoim, nie krępując się tego i jeszcze poniewierając legalnym właścicielem?
– Jakie są teraz nastroje wśród wiernych i duchownych w Kijowie?
– W pierwszych dniach po stambulskich decyzjach nasi wierni byli pogubieni. Nikt tego nie oczekiwał. Zawsze staraliśmy się podtrzymywać na zewnątrz dobre imię Konstantynopola. Tymczasem przyjęte tam postanowienia okazały się jawnym aktem sprzedania milionów naszych wiernych przez Fanar – nieoczekiwanym i podstępnym. Sprzeczny jest on z kanoniczną logiką, szkodliwy i niebezpieczny dla prawosławia na Ukrainie. To oczywiste dla każdego naszego wiernego. Dlaczego tylko nie jest oczywiste dla patriarchy Bartłomieja? Więcej – dla duchownych i świeckich Ukrainy to niemal nieuniknione popchnięcie ich na drogę wyznawców, a może i męczenników.
Na początku wielu zareagowało trwogą. Przecież nie wiadomo, do jakich granic posuną się raskolnicy pod przykrywką fanarskiego „Tomosu”? Co zdoła ich zatrzymać? Konstantynopol? Prawo? Policja? Pierwsza krew? Niezrozumiałe!
Ale teraz, po tym, jak Ukraińska Prawosławna Cerkiew twardo określiła swą kanoniczną pozycję, plewy zaczęły oddzielać się od ziarna i wierni odetchnęli z ulgą. Jesteśmy razem, ramię w ramię. Będziemy trwać przy Prawdzie.
– Wspomnieliście Władyko o niskim autorytecie konstantynopolitańskiego patriarchy.
– Nasza Cerkiew, podobnie jak szereg innych Cerkwi, przez dziesięciolecia zamykała oczy na duchową infekcję, która od dawna dojrzewała wewnątrz Fanaru. To Fanar zalegalizował w latach 20. minionego wieku Cerkiew obnowleńców, tworzoną przez komunistów, i osądził św. patriarchę Tichona. Był to czas szczególnie trudny dla ruskiej Cerkwi – tysiącami rozstrzeliwano duchownych i świeckich, biskupi siedzieli w więzieniach. Oczywiście były i inne niesławne działania Fanaru. Milczeliśmy. Nie chcieliśmy wynosić brudów na światło dzienne. Tym bardziej, że im tam też nie było słodko. Próbowaliśmy ocalić twarz i reputację naszych braci w Chrystusie przed światem zewnętrznym. Tylko między sobą mogliśmy mówić na ten temat. W 1939 roku największy swiatitiel współczesności, św. Jan z Szanghaju i San Francisco, z bólem pisał: „Konstantynopolitański patriarchat, utraciwszy znaczenie Kolumny Prawdy i czyniąc sam siebie źródłem podziału, jednocześnie ujarzmiony nieograniczoną namiętnością do władzy – jawi się jako żałosne widowisko, przypominając najgorsze czasy Carogrodzkiej Katedry”. I nie wczoraj pojawił się ten problem. Wierni o nim wiedzą. Dlatego teraz, kiedy historia XX wieku znowu się powtarza, kiedy Fanar próbuje wykorzystać świeckie państwo do realizacji swoich celów, szkodząc Cerkwi, resztki jego autorytetu w oczach wiernych po prostu legły w gruzach.
– Mówiliście o represjach względem Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi.
– Mam takie wrażenie, jakby politycy i czynownicy wszelkich szczebli ścigali się między sobą, kto najbardziej oczerni i znieważy wielce cierpiącą Cerkiew Ukrainy. W tych „zawodach” startują wszyscy – ministrowie i ich doradcy, lokalne władze, parlamentarzyści i radni, dyplomaci, media. Nie boją się ni Boga, ni ludzi, ni konstytucji, ni kryminalnego kodeksu. Sytuacja coraz bardziej przypomina czasy chruszczowowskie –„pokazać w telewizji ostatniego popa”.
– Skąd taka nienawiść wobec kanonicznej i najliczniejszej Cerkwi Ukrainy?
– Myślę, że rzecz polega na tym, że Cerkiew nasza jest ostatnią znaczącą społeczną instytucją na Ukrainie, która pryncypialnie nie kłamie. Cerkiew może milczeć, nic nie mówić, ale łgać nie będzie. Z tym mający władzę pogodzić się nie mogą. Potrzebują „cerkwi”, która wszystko zaakceptuje, podtrzyma, najgorszym niegodziwościom nada wzniosły sens.
– Czyż tak doświadczony hierarcha jak Bartłomiej nie mógł przewidzieć następstw swoich decyzji?
– Patriarcha Bartłomiej to też człowiek. A człowiek robi błędy. I im wyższą zajmuje pozycję, tym następstwa jego błędów są dramatyczniejsze. Człowiek zwykle nie zauważa swoich błędów albo je umniejsza. Taka jest jego grzeszna natura. Bardzo jest niebezpiecznie, gdy człowiek w ogóle traci zdolność krytycznego oceniania swoich działań. Poza tym wielu ekspertów zwracało uwagę na żal patriarchy Bartłomieja wobec tych hierarchów lokalnych Cerkwi, którzy nie wzięli udziału w soborze na Krecie, szczególnie wobec patriarchy ruskiej Cerkwi. I teraz patriarcha Bartłomiej uznał, że może podejmować decyzje osobiście, według własnych przekonań. Nie zadziałały na naszych braci apele o rozwiązanie problemów w duchu ewangelicznej miłości i jedności.
– Pierwsze „dzwonki” zadźwięczały na Fanarze w ubiegłym roku podczas wrześniowego sinaksisu w Stambule. Powiedziano wtedy o zwierzchności władzy konstantynopolitańskiej katedry. Zabrzmiały krytyczne wykłady hierarchów, dotyczące historii zachodnioruskiej metropolii na ziemiach współczesnej Ukrainy.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

tłum. Anna Radziukiewicz
za pravoslavie.ru, 15 stycznia 2019


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token