Numer 2(404)    Luty 2019Numer 2(404)    Luty 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Problem nie w Moskwie, a w Cerkwi
o. Andrej Tkaczew
Cerkiewny problem na Ukrainie nie jest w ogóle problemem stosunku do Moskwy. Mówię to specjalnie tym Rosjanom, którzy twierdzą: „Dajcie im już tę autokefalię, tylko kanoniczną – i będzie spokój”. Spokoju nie będzie, bo problem nie w Moskwie, a w Cerkwi. W jej naturze i istocie. Wróg chce, żeby Cerkwi nie było, a jedynie jej karykaturalna fasada.
Były już czasy, kiedy prawosławni na Ukrainie podlegali Konstantynopolowi.
Przed przyłączeniem do moskiewskiego patriarchatu. Ale wtedy, w XVII wieku, polska szlachta i zdrajcy unici nazywali prawosławnych „agentami tureckiego sułtana”. Szpiegami tego samego stambulskiego patriarchy, do którego dzisiaj biegną, zakasawszy nogawki spodni.
Tak więc problem nie w Moskwie i nie w Stambule, lecz w prawosławiu. Będąc prawosławnym, zawsze będziesz w oczach wrogów czyimś agentem.
Problem leży w Cerkwi. Jeśli jest silna, mądra i sprawiedliwa, jest niebezpieczna. Potrzebna jest Cerkiew obłaskawiona i posłuszna. Jeszcze lepiej, gdy jest grzeszna i brudna (jak sama władza). W tym celu należy wymieszać Cerkiew prawdziwą z fałszywą. Prawdę z raskołem.
Przecież raskoł to prawdziwa oczyszczalnia. Ludzie, pozbawieni godności kapłańskiej, wielożeńcy, homoseksualiści (złapani na grzechu), karierowicze bez wszelkich zasad, itd. tworzą każdy raskoł. Przez raskoł Pan oczyszcza ludzki brud, który przeniknął za cerkiewne ogrodzenia i upiększył się krzyżami i kłobukami w spokojnych czasach.
Pojawia się pytanie: jak sprawić, żeby coraz mniej rozpustników, karierowiczów osiągało w spokojnych czasach wysoki san? Przecież w trudnych czasach to właśnie oni wydadzą wszystkich i staną na czele ognisk raskołu. Pytanie słusznie zawisło w powietrzu. Problem pozostaje nierozwiązany od stuleci. Nie jest nigdzie rozwiązany i historia nikogo niczego nie nauczy. Dlatego pójdźmy dalej.
Przyjrzyjcie się twarzom raskolników. No, zgódźcie się ze mną – przecież to przebierańcy. Tacy z nich duchowni jak ze mnie car. Nie ma we mnie nic carskiego, a w nich niczego kapłańskiego. Przyjrzyjcie się. Otwórzcie oczy. Ci wujkowie poszli „na popa”, żeby nie pracować jako mechanicy w polu. Innych możliwości wyboru zawodu dla siebie nie znają.
W raskole nie ma mnichów. Duch podwigu jest obcy raskołowi jeszcze bardziej niż duch cełomudrija handlującej sobą dworcowej „piękności”. Nie ma w raskole monasterów, a te które są, to raczej turystyczne agencje z przebieranymi urzędnikami.
W raskole nie ma cerkiewnej nauki. Po co złodziejowi wiedza? Wiedza może obudzić sumienie. Jest w stanie zniszczyć te pozorne podstawy, na których wznosi się ideologia raskołu. Dlatego wiedza (jak podwig monastycyzmu i prawdziwe kapłaństwo) jest obca raskołowi. Cóż więc pozostaje?
Pozostają przebierańcy w kartonowych kłobukach, podobni do dziadków mrozów z miejscowego teatru. Pozostają karierowicze i prawdziwi duchowi przestępcy, których tak lubi przestępcza władza z powodu pełnego podobieństwa charakterów. Tak jak bolszewikom potrzebna była „żywa Cerkiew”, obnowleńcy, żeby sprowadzić na manowce lud i pozbawić sił prawdziwą Cerkiew.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Andrej Tkaczew
tłum. Ałła Matreńczyk


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token