Numer 2(404)    Luty 2019Numer 2(404)    Luty 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Zawsze służył innym
Anna Radziukiewicz
Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat jej się nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości – życie nieskalane. Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość i żyjąc pośród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy, bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości, a ludzie patrzyli i nie pojmowali ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i świętych Jego staranie (Księga Mądrości, 4,8-15).
Pierwszą moją reakcją na chorobę biskupa Atanazego była modlitwa, i, jak tylko zaczynałem się modlić, na myśl przyszedł mi zacytowany powyżej fragment z księgi Mądrości Salomona. Te wersety zawsze mnie porażały i porażają, możliwe, że z powodu niebezpieczeństw, na które napotykam w życiu, albo życzenia „bym pospiesznie wyszedł spośród nieprawości”. Tak czy inaczej, zawsze mnie przyciągał ten fragment. Mogę z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że w ciągu swego całego życia nie spotkałem nikogo, kto by tak dokładnie wcielił te słowa, jak władyka Atanazy.
W prawosławnej ascetycznej tradycji pokora nazywana jest matką wszystkich cnót. Ale podczas gdy w większości nie pielęgnujemy w sobie pokory, a nawet czasami nie potrafimy jej dokładnie zdefiniować, władyka był jej prawdziwym wcieleniem. Każdy, kto choć raz widział Jego Ekscelencję, może zaświadczyć, że zawsze stawiał wyżej innych niż siebie (czasami ku mojemu ubolewaniu).
Przy pierwszym naszym spotkaniu biskup Atanazy zawiózł mnie, żeby pokazać jedną ze swych misji. Posadził mnie na przednim siedzeniu swego samochodu, a sam, mocno zgarbiony, ledwie wcisnął się z trzema innymi ludźmi i kozą na tylne siedzenie. Każdy z nas potwierdzi, że władyka Atanazy położył życie za swoje umiłowane stado.
Prawda prawosławnego chrześcijaństwa rozprzestrzenia się poprzez miłość i ofiarę – tak było i tak będzie zawsze. I zawsze, ilekroć wspominam życie władyki Atanazego, wspominam miłość i ofiarę, wypływające z tego naprawdę pokornego serca.
Niedawno ukazał się film o Cerkwi prawosławnej w Kongo, w którym przytoczone były ostatnie słowa jednego z najbardziej znaczących prawosławnych misjonarzy na afrykańskim kontynencie, o. Charytona (prawdopodobnie chodzi o archimandrytę Charytona Pneumatikakisa): „Nieustannie dzwońcie w dzwony prawosławnego chrześcijaństwa w każdym zakątku Afryki”. Biskup Atanazy, jak prawdziwy misjonarz, wziął sobie do serca ten testament i głośno „dzwonił w dzwony” prawosławia w wielu miejscach na całym Czarnym Lądzie, zwłaszcza w diecezji, do utworzenia której powołał go Pan.
Dzięki jego trudom i wysiłkom tych, którzy przed nim pracowali, dzisiaj niezmierzone rzesze poruszonych jego miłością i ofiarnością ludzi po nowemu „dzwonią w dzwony prawosławia” na afrykańskiej ziemi. Jeśli chodzi o mnie, nie wątpię, że Jego Ekscelencja będzie mógł powiedzieć razem z apostołem Pawłem: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który da mi w owym dniu Pan, Sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego”.
Obyśmy i my stali się godni przeżyć tak życie. Wiecznaja pamiat’, Władyko! Będzie was nam brakowało, ale wasze życie nie było daremne i my wszyscy, wasi duchowi bracia i siostry, będziemy w dalszym ciągu „dzwonić w dzwony prawosławia”, wspominając was, niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy.
Wieczna pamięć władyce Atanazemu!

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token