Numer 2(404)    Luty 2019Numer 2(404)    Luty 2019
fot.Anna Radziukiewicz
Bezbronni i biedni tylko w Bogu mają nadzieję
tłum. Ałła Matreńczyk
– Wasza Ekscelencjo, od jak dawna jesteście członkiem Aleksandryjskiej Prawosławnej Cerkwi? Mieszkacie w Kenii całe życie?
– W Aleksandryjskiej Cerkwi Prawosławnej jestem od ósmego roku życia. Teraz mam czterdzieści siedem lat. Z Kenii, już jako diakon, wyjechałem uczyć się w prawosławnym duchownym seminarium Świętego Krzyża w Bostonie.
Po czteroletniej nauce świętej pamięci patriarcha Piotr VII skierował mnie na misję do Republiki Południowej Afryki. Służyłem tam czternaście lat, a potem obecny zwierzchnik aleksandryjskiej Cerkwi wyznaczył mnie do Kenii, gdzie dwa miesiące wykładałem w prawosławnym seminarium, a następnie zostałem wyświęcony na biskupa.
W Republice Południowej Afryki pozostawałem w bliskich kontaktach z serbską wspólnotą prawosławną w Johannesburgu, dlatego wiele wiem o Serbii i utrzymuję z niektórymi Serbami ścisłe związki. Byłem także w Grecji, gdzie odwiedzałem monastery – szczególnie bliski jest mi monaster Bogarodzicy w Peristeri, jestem członkiem jego bractwa.
– Czy prowadziliście w tym czasie statystykę, ilu ludzi przyjęło prawosławie i jak wiele jest prawosławnych parafii i monasterów nie tylko w Kenii, ale całej Afryce?
– W Kenii jest milion prawosławnych chrześcijan! To najmniejsza denominacja w tym kraju, ale najliczniejsza prawosławna wspólnota w całej Afryce. Dlatego Kenia, z powodów administracyjnych, została podzielona na trzy diecezje. Tylko jedna moja diecezja liczy 70 000 aktywnych wiernych, 120 duchownych i 600 cerkwi. Z monasterami w Kenii mamy problem. Ponad dwadzieścia lat istniał jeden monaster, ale trzeba było go zamknąć. W ciągu trzech lat mego biskupstwa w diecezji pojawiły się dwa monastery – męski i żeński. Męski św. Antoniego Wielkiego – ziemię już nabyliśmy, ale budowa jeszcze się nie rozpoczęła, dlatego wynajmujemy tymczasowe pomieszczenia dla trzech naszych nowicjuszy. Zabiegam o to, by mogli pojechać do Serbii i tam przygotować się do monastycznego życia. Otworzyliśmy żeńską wspólnotę – św. Kleopatry Palestyńskiej. Teraz w tej wspólnocie są cztery doświadczone mniszki i trzy nowicjuszki – Afrykanki. Chociaż monaster ma ziemię, jego zabudowania z powodów finansowych nie zostały wzniesione, a mniszki tymczasowo mieszkają w diecezjalnym domu, który wykorzystujemy jako kaplicę. W przyszłości być może pojawią się nowe monastery.
– Czy przed przyjęciem prawosławia Afrykańczycy przechodzą specjalne kursy?
– Chodzą na zajęcia, które prowadzą najczęściej absolwenci seminarium, przed przyjęciem święceń.
– Na jakie trudności napotykacie podczas swojej duszpasterskiej pracy w Kenii?
– Trudności, także finansowych, jest wiele, bo bardzo dużo jest biednych ludzi. W Afryce misja i działalność charytatywna są nierozdzielne, dlatego że tutaj, podobnie jak w Galilei, ci, którzy są gotowi przyjąć ewangeliczną nowinę, to ludzie bezbronni i biedni, którzy tylko w Bogu pokładają nadzieję
Jest jeszcze jeden problem – napływ innych wyznań, przeszkadzających w upowszechnianiu prawosławia. Oprócz tego musimy szukać kompromisu między afrykańską kulturą i prawosławiem.
– Jak Afrykańczycy, przedstawiciele innych religijnych wspólnot, przyjmują prawosławie?
– Prawosławie w Afryce cieszy się obecnie dużym zainteresowaniem, a wiele afrykańskich praktyk współgra z tradycyjnymi afrykańskimi zwyczajami i wierzeniami. Prawosławie nigdy nie było utożsamiane z kolonialną władzą, co więcej, prawosławne kraje same wiele ucierpiały z rąk kolonizatorów – Cypryjczycy z rąk Brytyjczyków, Grecy Turków, itd. Ta historia łączy Afrykańczyków z prawosławiem.

tłum. Ałła Matreńczyk
Angiel Karadakow jest założycielem bułgarskiej prawosławnej strony internetowej „Dobrotolubije”.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token