Numer 3(405)    Marzec 2019Numer 3(405)    Marzec 2019
fot.Bizantyjska ikona Triumfu Prawosławia z XIV wieku
Cerkiew jest najważniejsza
o. Konstanty Bondaruk
2 lutego, w święto Spotkania Pańskiego (wg nowego stylu) zmarł o. mitrat Wincenty Pugacewicz. 27 stycznia odprawił ostatnią w swoim życiu Liturgię, potem jako człowiek ciągle aktywny uczestniczył w Festiwalu Kolęd Wschodniosłowiańskich w Terespolu, wręczał nagrody laureatom, zszedł ze sceny i pożegnał się ze wszystkimi tam obecnymi. Na to symboliczne zejście ze sceny życia zwrócił uwagę w mowie pożegnalnej arcybiskup Abel. Mówił, że dla kapłana tak aktywnego jak o. Wincenty Pugacewicz jest to znak niewątpliwego błogosławieństwa Bożego.
W samochodzie, nim ruszył do domu, nagle zasłabł, był reanimowany i szybko został przewieziony na oddział intensywnej terapii szpitala w Białej Podlaskiej. Tam zmarł po sześciu dniach, w sobotę nad ranem. Przeżył dokładnie 84 i pół roku. Był najstarszym wiekiem kapłanem diecezji lubelsko-chełmskiej i jednym z najstarszych w Polsce. Wierni dowiedzieli się o jego śmierci podczas świątecznego nabożeństwa. Szczególnie wzruszająco i w moim odczuciu symbolicznie zabrzmiały w tym dniu słowa św. Symeona (Bohopryimca) Nynie otpuszczajeszy raba Twojeho, Władyko (Teraz puszczasz sługę Twego, Panie, według słowa swego, w pokoju). Powiadomiony o śmierci o. Wincentego, w drodze powrotnej z Moskwy, arcybiskup lubelski i chełmski Abel natychmiast „postawił na nogi” duchownych. Po ubraniu w komplet szat kapłańskich i atrybuty jego godności cerkiewnej, ciało zmarłego zostało wystawione 4 lutego w cerkwi św.św. Cyryla i Metodego w Białej Podlaskiej. O godzinie 17 władyka Abel wraz z kilkudziesięcioma duchownymi, w obecności setek wiernych, odprawił panichidę. Proboszcz parafii katedralnej w Lublinie, o. Andrzej Łoś, przedstawił drogę życiową o. Wincentego.
O. Wincenty Pugacewicz urodził się w 1934 roku w Dziadkowicach koło Siemiatycz w rodzinie Guriasza (Grzegorza), późniejszego diakona, i Anny z domu Semeniuk. Miał dwóch braci, z których jeden nie żyje, oraz siostrę. Tam chodził do szkoły. Był chłopcem żywym, lubiącym sport i rozrywki. Zaledwie na kilka dni podjął naukę w technikum mechanicznym, Kierując się wewnętrznym głosem i podpowiedzią ojca wstąpił do seminarium duchownego w Warszawie. Szkołę, która dopiero się formowała, przeżywała ogromne trudności lokalowe i organizacyjne, ukończył z dobrym wynikiem w 1954 r. jako jeden z czternastu pierwszych absolwentów.
Krótko pracował w Słupsku w warsztatach naprawczych miejscowego PGR-u i uczył się w wieczorowym liceum. 8 maja 1955 roku ożenił się z Nieoniłą, którą pieszczotliwie nazywał „Moja Nila”, córką Arkadiusza i Nadziei Laszewiczów z Orli. 12 czerwca metropolita Makary wyświęcił go na diakona, a miesiąc później na prezbitera. W listopadzie 1955 został wikarym w Wólce Wygonowskiej, a po roku otrzymał przeniesienie na takie stanowisko w Kleszczelach. Służył tam około dwóch lat. Uczył religii w Sakach, Czeremsze i Kleszczelach. W 1956 roku przyszła na świat pierwsza z trojga dzieci, córka Tamara. Z myślą o wymarzonych studiach teologicznych w Warszawie, niemożliwych wobec licznych obowiązków w Kleszczelach, o. Wincenty podjął decyzję, aby zamienić się miejscami z kolegą z Terespola.
Przybył do tego nadbużańskiego miasteczka 28 czerwca 1958 roku i pozostał tu 25 lat. W sensie czysto ludzkim, z punktu widzenia bytu i dobra rodziny oraz własnego komfortu materialnego, była to niefortunna, wręcz fatalna decyzja. Parafia była nieliczna, rozproszona, ciężko doświadczona Akcją Wisła; ludzie wylęknieni, cerkiew zaniedbana, wymagająca wielu prac, warunki mieszkaniowe wręcz nieznośne. Ojciec Wincenty ciągle coś dodawał i klecił przybudówki, lecz nadal nie była to plebania, lecz dawna stróżówka. W warunkach wręcz biedy na świat przychodzi dwoje kolejnych dzieci – córka Jelena i syn Andrzej, obecnie duchowny i następca ojca w Białej Podlaskiej. Ojciec Wincenty imał się różnych zajęć, w tym pomocnika elektryka. Rodzina przez wiele lat zajmowała się produkcją ogórków w beczce (na ten trudny etap w życiu, przeżywany cierpliwie, bez skarg i bez pisania podań do Warszawy, z uznaniem dla hartu ducha o. Wincentego, zwrócił uwagę w mowie pożegnalnej przy mogile jego kolega, o. Mikołaj Kiełbaszewski z Kleszczel). Ostatecznie, w systemie zaocznym i dziennym, po kilku przerwach, ukończył w 1972 roku Chrześcijańską Akademię Teologiczną.
15 września 1983 roku o. Wincenty został mianowany proboszczem w Białej Podlaskiej. W Białej postanowił wybudować nową cerkiew, w miejsce istniejącej, drewnianej, właściwie kaplicy cmentarnej. Dzięki hojnemu fundatorowi, panu Kuźmickiemu, oraz ze składek wiernych praktycznie jeden murarz wraz z proboszczem w charakterze pomocnika murarza wybudowali w stanie surowym okazałą cerkiew św.św. Cyryla i Metodego. Ojciec Wincenty wiele miesięcy spędził na rusztowaniach jako pomocnik murarza, tynkarzy czy stolarzy. Sam wykonywał wiele specjalistycznych prac, w tym oświetlenie zewnętrzne, które funkcjonuje do dziś. Sam wstawiał okna, wspinał się po rusztowaniach i pewnego razu spadł z wysokości sklepienia w kopule, cudem uchodząc z życiem. Przez cały czas budowy, kilka lat, matuszka Nieoniła z własnych, nie z parafialnych, środków karmiła głównego majstra i wszystkich robotników. Były to lata, kiedy żywność kupowało się na kartki. Proboszcz z własnych środków, dzięki swej pomysłowości i przedsiębiorczości, zdobył wiele materiałów budowlanych, których w latach 80. nie kupowało się, lecz „załatwiało”. Starsi duchowni wiedzą, jak wyglądało to „załatwianie”. „Cerkiew jest najważniejsza” – mawiał, kiedy bardziej zapobiegliwa i pragmatyczna matuszka Nieoniła (z reputacją najgościnniejszej matuszki i najwspanialszej gospodyni, jeśli nie w całej Cerkwi, to w diecezji) nieśmiało napomykała o tym, że może wypadałoby pomyśleć o jakimś mieszkanku na stare lata dla siebie (na tę ofiarną, bezinteresowną i częstokroć niezauważaną pracę zwrócili uwagę w swych wystąpieniach arcybiskupi Abel i Paisjusz).
Bialski okres, do czasu przeniesienia w stan spoczynku w 2004 roku, był w życiu o. Pugacewicza najbardziej aktywny i owocny. Od 1989 był dziekanem okręgu bialskiego, kapelanem szpitalnym i więziennym. W latach 1988/1992 pełnił obowiązki radnego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Białej Podlaskiej. Obecni podczas pogrzebu przedstawiciele władz samorządowych – wiceprezydent Białej Podlaskiej Maciej Buczyński oraz starosta bialski Mariusz Filipiuk – podkreślali pozaliturgiczne, ekumeniczne, społecznikowskie zaangażowanie o. Wincentego, ofiarną służbą dla społeczności lokalnej.
16 listopada 2018 roku, niedługo przed śmiercią, o. Wincenty Pugacewicz otrzymał prestiżową nagrodę – Medal „Zasłużony dla Tolerancji” Ekumenicznej Fundacji „Tolerancja”.
W czasie posługiwania w Białej Podlaskiej o. Wincenty otrzymał złoty krzyż, godność protoijereja, potem palicę, krzyż z ozdobami i wreszcie został uhonorowany najwyższą nagrodą cerkiewną – mitrą. Sobór Biskupów Cerkwi w Polsce przyznał mu Ordery św. Marii Magdaleny III i II stopnia oraz II stopnia z ozdobami.
Nie uczestniczyłem w swym życiu w równie uroczystym pogrzebie, prawosławnego kapłana (to nie znaczy, że takich nie było). Sprawił to głównie arcybiskup lubelski i chełmski Abel.
Liturgię celebrowali arcybiskupi Abel, gorlicki i przemyski Paisjusz, biskup siemiatycki Warsonofiusz, kilkudziesięciu prezbiterów i pięciu diakonów. Śpiewał chór parafialny pod kierunkiem Adriana Pawłowskiego, a otpiewanije diecezjalni duchowni pod kierownictwem Andrzeja Boubleja. W uroczystościach wzięło udział około siedemdziesięciu duchownych.
Przy trumnie zgromadziła się rodzina – matuszka Nieoniła, dzieci, siedmioro wnuków i dziewięcioro prawnuków, rodzeństwo, kuzyni, przyjaciele.
Duchowni przez całą noc czytali przy zmarłym Ewangelię. Do późnych godzin wieczornych podchodzili ludzie i składali kwiaty. Również po pogrzebie na mogiłę wciąż przychodzili ludzie. Bez autentycznej sympatii, szacunku i miłości do zmarłego, takiego pogrzebu z pewnością nie byłoby.
Od dawna przylgnęło do o. Wincentego pieszczotliwe, sympatyczne miano, bynajmniej nie związane wyłącznie z wiekiem, „dziadka”, wyrażające sympatię, jaką darzy się człowieka dobrodusznego, szczodrego, przyjaznego. Syn Andrzej: – Za życia gromadził wokół siebie mnóstwo ludzi i uczynił to po śmierci.
Znałem o. Wincentego od 9 października 1976 roku, kiedy archimandryta Sawa, obecny zwierzchnik naszej Cerkwi, przywiózł grupę seminarzystów z Jabłecznej do Terespola na święto Jana Teologa. Tam poznałem jego rodzinę i córkę Tamarę, która została moją żoną. Teść był człowiekiem łagodnym, wyrozumiałym, tolerancyjnym. Był szczęśliwy, kiedy mógł komuś pomóc, a gotów był oddać potrzebującemu ostatnią kromkę chleba. I choć nie był ani specjalnie uczony, ani krasomówczy, ani obdarzonym pięknym głosem, był dobrym człowiekiem i pasterzem, któremu droższe są owieczki niż wełna. Należał do pokolenia urodzonego jeszcze przed wojną, które zaznało prawdziwej biedy i poniewierki, zahartowanego. Mawiał słowami Ewangelii i Pisma Świetego – jeśli Bóg troszczy się nawet o lilie polne, to zatroszczy się i o nasze przeżycie. Dast’ Boh dień, dast’ i piszczu. Gospod’ –pastyr mój. Tak czehoż mnie bojatsia. Jesli On so mnoj, ja nie budu nużdatsja (piesń wg ps. 23)
Mój szwagier, o. Andrzej Pugacewicz, prosił mnie, abym pisząc tekst, w jego imieniu jeszcze raz gorąco podziękował wszystkim, którzy o. Wincentego Pugacewicza znali, cenili, szanowali, kochali, współpracowali z nim oraz tym, którzy wzięli udział w jego pogrzebie. Ojcze Wincenty! W dobrych zawodach wystąpiłeś, bieg ukończyłeś, wiary ustrzegłeś. Na ostatek odłożono i dla Ciebie wieniec sprawiedliwości, który ci w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia (2 Tm 4,7). Wiecznaja pamiat’!

o. Konstanty Bondaruk
fot. archiwum autora

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token