Numer 3(405)    Marzec 2019Numer 3(405)    Marzec 2019
fot.Bizantyjska ikona Triumfu Prawosławia z XIV wieku
Kronika Michała Bołtryka
Michał Bołtryk
- Ewa Marciniak, dr hab., dyr. Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, o wiarygodności i atrakcyjności w polityce: „Polityk, który zrobi sobie sesję w domu z dziećmi, jest bardziej wiarygodny? – Nie o wiarygodność tu chodzi, lecz o atrakcyjność. O wiarygodności decydują wcześniejsze dokonania, dorobek. Wiarygodny polityk to polityk sprawdzony. Tymczasem większość Polaków nic nie wie o politycznym życiorysie swoich ulubieńców. Dlatego opiera się na wrażeniach i stereotypach. A to ma pozwolić wyborcom wyobrazić sobie różne cechy politków. Na przykład jeśli ktoś ma dzieci, wyborca może pomysleć, że jest opiekuńczy i odpowiedzialny. Z kolei polityk sfotografowany w scenerii domowej jawi się jako bliski, swojski, taki jak my. Często też przypisujemy cechę wiarygodności takiemu politykowi, który zręcznie nazywa nasze potrzeby, nasze interesy i – wreszcie – nasze poglądy”.

- Według portalu Na Temat w Polsce działa około stu tysięcy uzdrowicieli, znachorów i szamanów. Wiara w ich usługi wiąże się z nawrotem zabobonności. Jest odwrót od racjonalnego myślenia. Zmienia się oferta kanałów telewizyjnych typu Discovery: od popularyzacji wiedzy do audycji na temat UFO, duchów, zjawisk nadprzyrodzonych. To działa na myślenie widzów...Wiara w „cuda” i zjawiska mało prawdopodobne łączy ofiary znachorów i telemarketerów wciskającym ludziom „rewelacyjne oferty”. Powodzenie jednych i drugich idzie w parze z niskim zaufaniem do innych deklarowanym, co wynika z badań CBOS, przez prawie dwie trzecie Polaków, a przy tym z wysokim odsetkiem wierzących w przesądy. „Z deklaracji ankietowanych wynika, że ponad połowa dorosłych Polaków (54 proc.) wierzy w przynajmniej jeden z dziesięciu przesądów, w tym wiarę w co najmniej pięć z nich zadeklarowało 14 proc. ankietowanych. Co siódmy respondent przyznał, że wierzy w trzy lub cztery wymienione zabobony, a co czwarty w jeden lub dwa”.
n Dr Zbigniew Hałat, lekarz medycyny, specjalista epidemiolog (Przegląd, 11-17.02.2019): „Polskie instytucje ślepo stosują się do instrukcji wynikających z przepisów ogólnounijnych. Nie zważają na to, że są one nie tylko wadliwie skonstruowane, ale też nie są egzekwowane przez wiele krajów członkowskich. W związku z tym z pola eksperckiego przechodzi na obszar polityki. Oczywiście wszelka walka handlowa tylko wtedy jest do wygrania, jeśli rzetelnie będziemy się trzymać linii prawa. Nielegalny ubój w okolicach Warszawy to kolejna odsłona tego samego dramatu: od kilkunastu lat co jakiś czas wykrywane są nieprawidłowości w pracy służb weterynaryjnych, a jedną z przyczyn jest zatrudnianie weterynarzy przez przedsiębiorców, zainteresowanych poszukiwaniem najtańszego surowca. Dlatego niezbędna jest żelazna ręka Głównego Lekarza Weterynarii oraz Głównego Inspektora Sanitarnego, który często zajmuje się opowiadaniem, jak jest dobrze, zamiast kwestiami istotnymi dla bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków.”.

- Dr hab. Marcin Zych, Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego: „...od razu mogę uspokoić, że drastyczny głód nam nie grozi. Dwie trzecie naszego pożywienia stanowią zboża lub rośliny wiatropylne i samopylne, więc chleba, oliwy i wina nam nie zabraknie... Ale już chroniczny niedobór witaminy A czy kwasu foliowego są wysoce prawdopodobne. Jeśli chodzi o wiele warzyw, np. pomidory, kabaczki, różne uprawy sadownicze – jabłka, gruszki, śliwki, ale też porzeczki, borówki – wszystko to są rośliny uzależnione od zapylaczy. Już w tej chwili na świecie przeszło 20-procentowe straty w plonowaniu są związane właśnie z niedoborem zapylaczy, a do tego dochodzi jeszcze wzrost areału upraw zależnych od zapylania. Wniosek jest prosty. Trzeba będzie zrezygnować z niektórych przyjemności – kiepską wiadomość mam dla kawoszy, bo kawa jest zapylana przez pszczoły. Opublikowano bardzo interesującą analizę uprawy kawy w Ameryce Południowej, m.in. dla takich krajów jak Kostaryka, Ekwador i Kolumbia. Scenariusz na kilka najbliższych dekad przewiduje, że na około 80 proc. terenów, które dziś są optymalne dla jej uprawiania, będzie to niemożliwe. Zbyt drastycznie zmniejszy się liczebność zapylaczy.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token